Duchowy pluralizm: tak czy nie?

Magda Fijołek Magda Fijołek
data31.07.2019 09:00

(fot. pl.depositphotos.com)

Radosne uwielbienie we wspólnocie, czy modlitwa serca? Msza w rycie trydenckim, czy ta z modlitwą o uzdrowienie? Powtarzalność różańca, czy spontaniczny dialog z Bogiem? W Kościele mamy wiele dróg duchowego rozwoju. Zamiast wydawania arbitralnych werdyktów która z nich jest "naj", warto czasem "zboczyć" z ulubionej formy spotykania się z Bogiem. Chociażby po to, by dać Mu się zaskoczyć.

 

Mam siedem, może osiem lat. Wraz z najbliższymi uczestniczę w nabożeństwie w jednej z cerkwi na rodzinnym Podlasiu. Choć wszyscy jesteśmy katolikami i co niedziela chodzimy do kościoła, w okolicach rocznicy śmierci prawosławnego pradziadka ten jeden raz przenosimy naszą modlitwę do bogato zdobionego i - z perspektywy dziecka - nieco baśniowego cerkiewnego wnętrza. Odwrócony tyłem do wiernych batiuszka (potocznie nazywany popem) wypowiada formuły w nieznanym mi języku, a intensywny zapach kadzidła mieszający się z harmonią wielogłosowych pieśni tylko podsyca dziecięcą ciekawość, co kryje się za lśniąco-złotym ikonostasem.

 

20 lat później, już jako dorosła kobieta, nadal staram się regularnie, zazwyczaj w okolicy Wielkiej Nocy lub Bożego Narodzenia zajrzeć chociaż na chwilę do warszawskiej cerkwi pod wezwaniem św. Marii Magdaleny. Robię to nie tylko ze względu na sentyment do rodzinnych korzeni, ale również dlatego, że takie jednorazowe nawet wyjście ze schematu przeżywania wiary, może być niezwykle cennym doświadczeniem. Można powiedzieć, że to silne doświadczenie z dzieciństwa ukształtowało we mnie nie tylko podwaliny czegoś, co nazywamy ekumenizmem, ale zachęciło mnie do czerpania z  chrześcijańskiego bogactwa, wykraczając poza katolicką tradycję.

 

Do tego doświadczenia wcale nie trzeba prawosławnego przodka w rodzinie, czy uważnego studiowania słynnych tez Marcina Lutra. Wystarczy rozejrzeć się po naszym własnym, katolickim podwórku, by zorientować się, że istnieje wiele alternatywnych ścieżek, na których możemy spotkać Boga. Wystarczy wejść na pierwsze z brzegu katolickie forum internetowe, by napotkać niekończące się dywagacje i spory dotyczące "jedynej słusznej" ścieżki w Kościele. I o ile wirtualne utarczki pomiędzy zwolennikami tzw. drogi neokatechumenalnej a zdeklarowanymi lefebrystami są raczej mało groźne, o tyle otwarta niechęć do innych katolików, którzy w odmienny (ale nadal niewykraczający poza ramy Kościoła Katolickiego) sposób praktykują religijność, stanowi już problem. Zwłaszcza że zamykając się w nieprzemakalnym pancerzu swoich własnych praktyk, sami pozbawiamy się okazji do niezwykłych spotkań z Bogiem, który z samej swej natury nie daje się wpisać w żaden uniwersalny wzór.

 

Absolutnie nie chcę tu nikogo namawiać do wyrzeczenia się własnej ścieżki wiary, na rzecz innych, zwłaszcza tych, którym do końca nie ufamy. Sama nie potrafiłabym co tydzień uczestniczyć we mszy w rycie przedsoborowym - byłam raz i na razie czuję, że to nie jest "moje". Podobne obawy miałam przed uczestnictwem we mszy świętej z modlitwą o uzdrowienie z udziałem charyzmatyków. Choć tutaj podobnie okazało się, że trudno mi wejść w "konwencję" takich nabożeństw i wrodzony sceptycyzm hamował mnie przed radosnym wejściem w tłum uniesionych w uwielbieniu rąk, z czasem zaczęłam dostrzegać wartość takich inicjatyw. Od czasu do czasu biorę w nich udział, właśnie po to, by jako osoba wychowana w tradycyjnym katolickim modelu opierającym się na "paciorku i różańcu", doświadczyć spotkania z Bogiem w bezinteresownym, spontanicznym uwielbianiu Go.

 

Dziś Kościół daje nam wiele możliwości, by w "bezpieczny" sposób czerpać z tradycji protestantyzmu i prawosławia. Wspomniane nabożeństwa z udziałem charyzmatyków odbywają się w tym samych kościołach, w których odmawia się różaniec, a modlitwę Jezusową, prawdziwą perłę wschodniej duchowości chrześcijańskiej, można praktykować w katolickich wspólnotach. Nie wspominając o duszpasterstwach związanych z konkretnymi zgromadzeniami zakonnymi - z ignacjańskimi, dominikańskimi i franciszkańskimi na czele. Zamiast obruszać się na innych, że szukają Boga w inny sposób, można samemu spróbować choć na chwilę opuścić duchową "strefę komfortu". Czy spotkanie z Panem nie jest tego warte?

 

Magda Fijołek - dziennikarka kulturalna, publicystka DEON.pl. Współpracowała m.in. z "Plusem Minusem", "Gościem Niedzielnym", Niezalezna.pl i TVP Kultura