Inaczej na prowokację, inaczej na świętokradztwo

ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka
data06.08.2019 09:00

(fot. depositphotos.com)

Mamy w Polsce do czynienia z nasileniem działań w różnym stopniu uderzających w Kościół, w ważne dla niego wartości i symbole, a także w konkretnych ludzi. Każde z tych działań wymaga odpowiedniej, właściwej reakcji. Ani za mocnej, ani za słabej.

 

W ciągu zaledwie kilku miesięcy Kościół katolicki w Polsce wielokrotnie ustami różnych swoich przedstawicieli występował w obronie symboli związanych lub kojarzących się z jego wiarą. Użyto bardzo mocnych słów. M. in. powtarzano określenie "profanacja". W świetle ostatnich wydarzeń rodzi się pytanie nie tylko o skuteczność tego typu reakcji, ale również o ich adekwatność do popełnionych czynów. Czy na każdą prowokację należy odpowiadać? Czy reakcja nie powinna być w jakiś sposób stopniowana, w zależności od rzeczywistej wagi i zagrożenia, jakie niesie konkretne działanie?

 

Edyta Nafalska analizując w czasopiśmie "Kościół i Prawo" kwestię profanacji rzeczy świętej przypomniała, że w słownikowych określeniach profanacja definiowana jest jako znieważenie przedmiotu lub miejsca kultu religijnego, potraktowanie bez należnego szacunku rzeczy, wartości otoczonych czcią. Napisała, że terminu profanacja można używać zamiennie ze słowami zbezczeszczenie, świętokradztwo lub zniewaga świętości. "Wszystkie te pojęcia odnoszą się do naruszania sfery sacrum i powodują pozbawienie rzeczy i miejsc poświęconych lub pobłogosławionych wartości kultowej" - wyjaśniła. Dodała, że w szerszym znaczeniu, profanacja jest także znieważeniem przedmiotów i wartości powszechnie szanowanych.

 

W tym samym artykule wskazała, że Kodeks Prawa Kanonicznego ujmuje kwestię przestępstwa profanacji bardzo syntetycznie. Kanon 1376 mówi krótko: "Kto profanuje rzecz świętą, ruchomą czy nieruchomą, powinien być ukarany sprawiedliwą karą". Autorka zwróciła uwagę, że obecnie obowiązujące prawo kościelne do kryterium obiektywnego przy ustalaniu, czy mamy do czynienia z profanacją, dołączyło kryterium subiektywne.

 

Subiektywność w rozstrzyganiu o profanacji nakłada na przełożonych w Kościele ogromną odpowiedzialność oraz konieczność wsłuchiwania się w odczucia i argumenty wiernych. Wszystkich wiernych.

 

Gdy wiosną bieżącego roku pojawiły się plakaty i nalepki pokazujące wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej z sześciokolorową aureolą, spora część polskich katolików była zaskoczona natychmiastowym użyciem w oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli Kościoła na ten temat słowa "profanacja". Wielu miało wrażenie, że chociaż wykorzystany został symbol religijny, jakim jest konkretne ujęcie postaci Matki Chrystusa, to jednak inicjatorom akcji nie chodziło o zbezczeszczenie, lecz o odwołanie się w przekazie do powszechnie znanego i rozpoznawalnego znaku. Podobne mieszane odczucia pojawiły się u niejednego katolika w Polsce w związku z wydarzeniami podczas tegorocznego Marszu Równości w Gdańsku. Jeden ze znanych teologów wskazywał, że bezpośrednie kojarzenie niesionych tam przez niektórych uczestników przedmiotów z Najświętszym Sakramentem jest nadinterpretacją.

 

Nie da się zaprzeczyć, że Kościół katolicki w Polsce doświadcza w ostatnim czasie wielu działań, które w różnym stopniu stanowią sprzeciw wobec niego. Część z nich to autentyczne przejawy agresji. Najnowszym przykładem są zdarzenia, do których doszło w zakrystii bazyliki św. Jana Chrzciciela w Szczecinie. Z relacji świadków i uczestników wynika, że sprawcy mieli w planach świadome znieważenie Eucharystii. W upublicznionym liście do poszkodowanego duchownego przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki napisał, że jego najwyższe zaniepokojenie budzą coraz częstsze akty nienawiści wobec ludzi wierzących, w tym wobec kapłanów oraz akty profanacji obiektów sakralnych, miejsc i przedmiotów kultu, tak ważnych dla katolików w Polsce. "Ze smutkiem dostrzegam eskalację wrogich zachowań wobec ludzi wierzących, w tym stosowanie przemocy symbolicznej i fizycznej" - dodał.

 

Metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga wzywając do ekspiacji stwierdził wyraźnie, że oprócz ataku na kapłana, doszło do naruszenia nietykalności świątyni włącznie z próbą świętokradczego użycia szat liturgicznych. Czy takie czyny nie wymagają o wiele ostrzejszej reakcji niż domalowywanie kolorowych aureol do łatwo kojarzących się symboli religijnych?

 

Zaskoczenie części wiernych Kościoła w Polsce wzbudził brak oficjalnej, zdecydowanej i stanowczej reakcji na działania firmowane przez jeden z portali internetowych, które w świetle medialnego opisu wyglądają na nadużycie lub symulację sakramentu pokuty i pojednania. Sprawa wymaga co najmniej jednoznacznego wyjaśnienia na forum publicznym. Nie mamy do czynienia z błahą kwestią. Chodzi przecież o sakrament i to wymagający szczególnej wrażliwości oraz ochrony przed instrumentalnym traktowaniem. Milczenie w tej sprawie może zostać błędnie odczytane, jako sygnał, że takie czyny nie budzą żadnych wątpliwości i są w pełni akceptowalne przez Kościół.

 

Reakcja na działania uderzające w wiarę, w wierzących, w Kościół jest konieczna. Ważne jednak, aby była ona faktyczną, odpowiednią do wagi zdarzenia obroną wyznawanych wartości i godności człowieka, a nie tylko wyrażaniem nawet bardzo silnych emocji. Zbyt mocna, przesadzona reakcja na zdarzenie o niewielkim realnym znaczeniu, zwłaszcza wtedy, gdy jest ono prowokacją, powoduje, że gdy dochodzi do naprawdę poważnego nadużycia, brakuje adekwatnych słów i działań.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI