Słupsk: studenci gotują krupnik dla bezdomnych, rusza akcja "Zupa dla bezdomnego"

KAI / mp
data30.11.2017 11:32

(fot. shutterstock.com)

W pierwszy z czterech wtorków przedzimowej akcji "Zupa dla bezdomnego" studenci Akademii Pomorskiej w Słupsku przyrządzili krupnik i zawieźli go bezdomnym na działki, plac miejski i do ogrzewalni. Za tydzień planują ugotować grochówkę.

 
Już drugi sezon słupscy studenci skupieni w ramach duszpasterstwa akademickiego starają się zapewnić ciepły posiłek osobom bezdomnym.
 
- Kiedyś przeczytałem w mediach o rozwożeniu zupy autobusem i pomyślałem, że warto byłoby zrobić coś podobnego u nas - wyjaśnia ks. Łukasz Bikun, duszpasterz akademicki w Słupsku.
 
- Wtedy akurat szukałem pomysłu na zaktywizowanie duszpasterstwa, bo niewiele się w nim działo. Po burzy mózgów przyjęliśmy dwie inicjatywy: wiosenny "Spływ na bele czym" w ramach juwenaliów oraz charytatywną adwentową "Zupę dla bezdomnego".
 
W wolontariacie Akademii Pomorskiej udziela się 20-40 studentów. 28 listopada, w pierwszym tegorocznym objeździe z 20-litrowym termosem zupy po działkach, placach i ogrzewalniach biorą udział Ola, Natalia, Paulina, Marta i Robert. Na trzy wtorki grudnia zapisały się kolejne 5-osobowe zespoły.Mężczyzna zamieszkujący jedną z pobliskich altanek chwali studencką inicjatywę.
 
- Zawsze to szansa na zjedzenie czegoś ciepłego - mówi ok. 35-latek, jeden z dwóch, którzy przyszli pod bramę ogrodów działkowych. Ma ze sobą pusty garnek, w który studenci nalewają mu kilka dodatkowych porcji.
 
Katarzyna Urywan ze stowarzyszenia Horyzont, streetworkerka, dzięki której kilkunastoosobowa grupa bezdomnych oczekiwała na busa z zupą na placu przy MOPS-ie, wylicza, że w Słupsku przebywa ok. 200 bezdomnych, z czego mieszkających na ulicy ok. 60. Ci śpią w różnych miejscach: altanach działkowych i śmietnikowych, klatkach schodowych, piwnicach, na strychach.
 
- Zresztą nie tylko, bo w tej kwestii mają zdumiewającą wyobraźnię - mówi K. Urywan zapewniając, że bezdomność z wyboru nie istnieje. - Spędzając z nimi trochę czasu na ulicy, nie da się uwierzyć, że mogliby tego chcieć.Reszta zupy trafia na ogrzewalnię, gdzie tego wieczora przebywa kilku mężczyzn. Niektórzy są w wieku swoich dobrodziejów-studentów i ci się najbardziej wstydzą zasiąść do stołu. Zresztą nikt nie zaczyna jeść, dopóki studenci nie wyjdą.
 
- Tak było i rok temu. Pewnie się krępują - zauważa Aleksandra, studentka kosmetologii. W "Zupie dla bezdomnego" bierze udział już drugi sezon i zdążyła zauważyć, że głównym problemem tych osób nie jest głód czy chłód. - Przede wszystkim widać w nich samotność - stwierdza. - Niby mają kolegów, ale tak naprawdę nie mają nikogo bliskiego. Są smutni.
 
Pomoc bezdomnym nie jest jedynym celem "Zupy".
 
- Każda akcja charytatywna pobudza do innego spojrzenia na świat - wyjaśnia ks. Bikun. - Chodzi o zobaczenie Chrystusa w ubogim, ale nie tylko. Kiedy wchodzimy na działki, studenci widzą, że jest też inne życie, nie tylko to wygodne. I przekonują się, że i oni mogą coś konkretnego komuś ofiarować, mimo że czasem nie wierzą, że potrafią cokolwiek dobrego. A wystarczy po prostu się ruszyć.Akcja "Zupa dla bezdomnego" trafia do bezdomnych dzięki dobremu marketingowi. Rozpropagowują ją lokalne media (głównie radio, jako najpopularniejsze z nich wśród bezdomnych), streetworkerzy, MOPS, MOPR i poczta pantofowa.