Bp Solarczyk: nie rozumiem zarzutu, że religia do szkoły nie pasuje

PAP / pk
data02.09.2018 13:06

(fot. YouTube.com / BP KEP)

Cieszę się, kiedy na lekcji religii uczniowie zadają trudne pytania. Znaczy to, że są otwarci, szczerzy i że problem ich obchodzi - powiedział w wywiadzie dla PAP biskup pomocniczy warszawsko-praski Marek Solarczyk, który od 25 lat uczy religii w stołecznym liceum im. króla Władysława IV.


Bp Marek Solarczyk wskazał, że pomimo upływu wielu lat od kiedy zaczął uczyć religii, młodzież jest ciągle taka sama.


- Młody człowiek wchodzi w życie, kształtuje swój charakter, szuka odpowiedzi na dręczące go pytania. Młodość i towarzyszące jej poszukiwanie odpowiedzi na pytania - kim jestem i po co jestem? - to czas bardzo trudny, a jednocześnie bardzo piękny. Młodzi są bardzo szczerzy, otwarci i bezkompromisowi, co nieraz jest wyzwaniem dla nauczyciela. Oczywiście, zmieniają się warunki, które tego młodego człowieka kształtują i z których on wychodzi, zmienia się otoczenie, środowisko rówieśnicze, zmienia się świat - powiedział biskup pomocniczy warszawsko-praski.

 

Czy naprawdę potrzebujemy katechezy w szkole?>>


Hierarcha wyznał, że "ważną rzeczą jest merytoryczne przygotowanie nauczyciela, czyli poziom jego wiedzy". Ale w jego odczuciu jeszcze ważniejsze są "ludzkie predyspozycje - umiejętności pedagogiczne, umiejętność przyjęcia tego ucznia z całym bogactwem jego życia i umiejętność zainteresowania tematem".


Bp Solarczyk powiedział również o szczególnym wyzwaniu, które dotyczy katechetów. "Chodzi o osobiste życie wiarą. Bo nauczyciel religii ma za zadanie nie tylko rzetelnie przekazać wiedzę, ale też wprowadzić ucznia w tajemnicę Pana Boga. A tego nie da się zrobić bez osobistego przykładu. Musi to płynąć z żywej wiary nauczyciela, nie tylko ludzkich umiejętności pedagogicznych.


Na pytanie, czy zdarzyło się mu, że uczniowie zadawali trudne pytania, biskup odpowiedział: "Oczywiście, że nauczyciel religii musi konfrontować się także z tym, co na temat Kościoła czy Pana Boga mówi świat, biorąc pod uwagę różne sytuacje, bieżące wydarzenia - szczególnie te trudne - które u dorastającego człowieka budzą pytania. Tych pytań nie można zignorować, trzeba razem z nim stanąć wobec tego problemu i pomóc mu znaleźć odpowiedzi. Osobiście się z takich pytań cieszę. Jeśli młody człowiek je zadaje, to znaczy, że jest otwarty, szczery, że problem go obchodzi. A także, że odbiera katechetę jako osobę, która może mu w tej sytuacji pomóc".

 

Czego uczniowie oczekują od katechezy w szkole?>>


Hierarcha odniósł się również do problemu pedofilii w Kościele. "Jeśli chodzi konkretnie o problem pedofilii, to rozmawiamy w końcówce wakacji, a doniesienia medialne na ten temat mamy od kilku tygodni, więc z pytaniem o to jeszcze się na lekcji nie zetknąłem. Ale na moich lekcjach wielokrotnie uczniowie pytali o rzeczy związane z antyświadectwem ludzi Kościoła, świeckich i duchownych. To naturalne, że młodzi próbują weryfikować informacje, które do nich docierają, że zdarza im się pytać: «skoro w Kościele dzieją się takie rzeczy, to czy warto wierzyć?». Ale muszę dodać, że moi uczniowie są niesamowicie fajni, kulturalni i inteligentni i nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by w ich pytaniach było coś poza szczerą chęcią poszukiwania odpowiedzi - wskazał bp Solarczyk.


Na pytanie, czy religia powinna wrócić do parafii, hierarcha odpowiedział: "Jako uczeń chodziłem na religię przy kościele. Jako ksiądz zawsze uczyłem w szkole. Oba rozwiązania mają plusy i minusy. Osobiście dobrze wspominam katechezę w parafii. Z drugiej strony to, że teraz mamy religię w szkole, uważam za niesamowite bogactwo i dobro. Osobiście nie rozumiem zarzutu, że religia do szkoły nie pasuje. Przecież teologia jest nauką o wiele starszą niż wiele dziedzin współcześnie wykładanych na uniwersytetach.


Biskup pomocniczy warszawsko-praski odniósł się również do zarzutu dotyczącego uczestnictwa w lekcjach religii uczniów innych wyznań. - Religia nie jest przedmiotem obowiązkowym. Nie ma nawet konieczności wyboru między religią a etyką, uczeń może wybrać trzeci wariant, czyli nic - powiedział.