Ks. Tomasz Szałanda: ewangelizatorzy z Legionowa mieli serca gorące z miłości do Chrystusa

ks. Tomasz Szałanda ks. Tomasz Szałanda
data05.09.2018 09:00

(fot. youtube.com / Tomasz i Sandra Kowalczyk)

- Z tej sytuacji wynika ważna nauka, by gorące serce do ewangelizacji rozgrzewać także wiedzą poprzez formację we wspólnocie, a wtedy kolejna modlitwa o uwolnienie i uzdrowienie nie będzie narażona na niepokój świadków, lecz pozwoli  oddawać chwałę Temu, na którego Imię zgina się każde kolano - pisze ks. Tomasz Szałanda.

 

Należy dziękować Bogu, że dopuścił sytuację, w której dwoje zapalonych ewangelizatorów ulicznych, wyznawców Chrystusa, z nieformalnej postreformacyjnej wspólnoty, zamieścili w Internecie swoją żywiołową reakcję, gdy "demon" powala postawnego mężczyznę w trakcie epileptycznego ataku na stoisko na miejskim straganie. Dla mnie bowiem jest to przede wszystkim bardzo obrazowa katecheza.


Mam ogromny szacunek dla każdej osoby publicznie mówiącej o Bogu, który w pewnym momencie ich życia wkroczył ze swoją łaską, całkowicie je przemieniając. Trzeba mieć rzeczywiście jakiś poryw Ducha, by nie zważając na różne reakcje przechodniów, w wielu przypadkach niepozbawionych kąśliwych, a nawet poniżających uwag, stanąć na ulicy i zwiastować dobroć, miłość i troskliwość Pana, który oddał za nas swoje życie. Łatwo się ewangelizuje w środowisku przychylnym czy wręcz oczekującym na świadectwo wiary (w kościele czy we wspólnocie). Natomiast wyjście z Ewangelią poza te "życzliwe przestrzenie" do komfortowych sytuacji raczej nie należy. Wśród więc całej gamy mniej czy bardziej słusznych uwag krytycznych wobec zachowania Państwa Tomasza i Sandry Kowalczyków o tej pozytywnej sferze nie można zapominać.


Z Ewangelii wynika możliwość ukrywania się za niektórymi chorobami złych duchów: A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: "Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego!". A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: "On umarł". Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał (Mk 9, 25-27). Podobne doświadczenia wynikają z miłosiernej posługi Kościoła: z sakramentu pokuty i pojednania, z modlitwy o uzdrowienie, uwolnienie czy egzorcyzmów.


To przekonanie Kościoła, że diabeł jest sprawcą niektórych chorób, odzwierciedlają praktyki obecne podczas modlitwy o uzdrowienie czy uwolnienie. Ma to miejsce wtedy, gdy prowadzący ją wzywa, by demony stojące za różnymi chorobami przez potężne Imię Jezusa odeszły, albo gdy zachęca uczestników do wyrzekania się tych, które mogą stać za konkretnymi dolegliwościami. Jeszcze raz podkreślam, że nie oznacza to oczywiście przypisywania obecności wszystkich chorób mocom piekielnym. Nie za każdą chorobą stoi diabeł. W rozeznawaniu tego i świadczeniu o tym należy być bardzo roztropnym, żeby nie narazić Boga na ośmieszenie, a siebie i posługi ewangelizacyjnej na gromowładne oceny i niegodne chrześcijan epitety.

 

Przeczytaj też: Wypędzanie demona epilepsji? Skandaliczne zachowanie "ewangelizatorów" w Legionowie >>


Możemy mieć różne zastrzeżenia do kościelnych postanowień czy decyzji na gruncie administracyjnym, natomiast czujność Urzędu Nauczycielskiego Kościoła nad prawidłowym przekazywaniem Bożego Objawienia (depozytu wiary) jest błogosławionym darem Pana, bo dzięki Niemu "wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy" (Jan Paweł II, Fides et ratio).


I właśnie na nierozeznaniu, na braku formacji oraz prawdopodobnie na braku trwałej przynależności do jakiejś wspólnoty, co poprowadziło do spontaniczności reakcji wobec choroby bliźniego, wyłożyli się, mówiąc kolokwialnie, Tomasz i Sandra.


Gdy bowiem nie ma jakiejś formy opiekuńczego nadzoru i prawidłowej formacji przygotowującej do posługi ewangelizacyjnej, mogą się zdarzyć takie sytuacje wśród ewangelizatorów. Tomasz i Sandra mogli się oprzeć jedynie na osobistym i spontanicznym żarze serca, które odczytało atak epilepsji jako powalenie dziecka Bożego przez demona. Zabrakło drugiego skrzydła - ratio, które kształtowane pod natchnieniem Ducha przez wspólnotę pozwoliłoby odróżnić atak chorobowy od ataku Złego i wyhamowałoby chęć niesienia pomocy w taki sposób, jaki miał wówczas miejsce.


Ów spontaniczny żar serca miał swój wyraz w rozkazach wydawanych demonom, znanym katolikom z posługi egzorcystycznej. To pokazuje różnice w podejściu do tej kwestii w Kościele katolickim i denominacyjnych wspólnotach chrześcijańskich.


W katolickiej praktyce mamy do czynienia z dwoma rodzajami egzorcyzmu: z uroczystym (większym) i zwyczajnym (prostym). Ten pierwszy należy do grupy sakramentaliów, które może sprawować jedynie biskup albo delegowany przez niego duchowny. On prowadzi modlitwę nad osobą opętaną (egzorcyzm), ale dobrze jest, by go w tym czasie wspierała grupa modlitewna. I tak zazwyczaj się dzieje. Podczas egzorcyzmu wydawane są rozkazy skierowane bezpośrednio do demona, nakazujące mu w Imieniu poszczególnych Osób Trójcy opuszczenie człowieka, który uprzednio prosi Kościół o tego rodzaju posługę. Również każdy, kto osobiście odczuwa kuszenie szatańskie, winien używać formuły rozkazu: "Idź precz, Szatanie". Przy tego rodzaju doświadczeniach powinno się też wzywać duchowej pomocy samego Boga oraz aniołów, w tym anioła stróża, Maryi oraz pozostałych świętych.


Do niedawna praktyka w Kościele, wobec której nie wypowiadało się Magisterium, zawężała wydawanie rozkazów demonom jedynie do kapłanów egzorcystów, a więc wybieranych i delegowanych przez pierwszego egzorcystę w diecezji, którym jest biskup. Dopuszczalne natomiast były formuły: "Niech w Imię Jezusa (czy też "przez potęgę Imienia Jezus") dokona się uwolnienie od dręczeń, pokus, obsesji diabelskich". One bowiem nie zawierały w sobie nakazu skierowanego wprost do mocy piekielnych. W 2017 roku działająca przy Watykanie Komisja Doktrynalna Międzynarodowej Służby Katolickiej Odnowy wydała dokument "Posługa uwalniania", w którym jednoznacznie mówi się, że egzorcyzmem prostym (zwyczajnym) - do którego zalicza się także posługę uwolnienia, a w którym z rozkazem skierowanym bezpośrednio do złych mocy zwracają się prowadzący modlitwę - może się posługiwać każdy, kto prowadzi dojrzałe życie chrześcijańskie. Oczywiście są tam zawarte ważne uwagi (m.in. w zakresie roztropności), co do spełniania tejże posługi, czy to okazjonalnie, czy stale w ramach powołania do niej we wspólnocie. Natomiast nie ma zakazu wydawania rozkazu bezpośrednio demonom. I chociaż niekiedy słyszy się zdania odrębne w tej kwestii, są to jednak prywatne opinie osób, które je wygłaszają.


W niekatolickich wspólnotach denominacyjnych takiego podziału nie ma, nie ma też specjalnego upoważnienia władzy zwierzchniej delegującej daną osobę do tej posługi. Nie należy więc się dziwić, iż osoby z tychże wspólnot wydają bezpośrednio rozkazy diabłu.


Jestem przekonany, że Państwo Tomasza i Sandra Kowalczykowie mieli jak najlepsze intencje i gorące serca z miłości do Chrystusa. Nierozważnie próbowali pomóc osobie dotkniętej atakiem epilepsji. To będzie się za nimi ciągnęło jeszcze jakiś czas. Internet bowiem nie cierpi na zaniki pamięci, co skrzętnie będzie wykorzystywane jeszcze nie raz w "walkach na tle religijnym".


Z tej sytuacji wynika jednak ważna nauka, by gorące serce do ewangelizacji rozgrzewać także wiedzą poprzez formację we wspólnocie, a wtedy kolejna modlitwa o uwolnienie i uzdrowienie nie będzie narażona na niepokój świadków, lecz pozwoli ze spokojem oddawać chwałę Temu, na którego Imię zgina się każde kolano: istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, a język wyzna, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca (Flp 2, 10-11). 

 

Radosław Broniek OP o filmie z wypędzania "demona epilepsji": taka forma modlitwy jest manipulacją >>

 

ks. dr hab. Tomasz Szałanda - kapłan archidiecezji warmińskiej, wykładał homiletykę w WSD w Elblągu i Pieniężnie, autor kilku książek i kilkudziesięciu artykułów z zakresu demonologii, mariologii i homiletyki. Od 2000 r. proboszcz parafii w Stawigudzie