Gruzja: patriarcha Eliasz II dokonał kolejnego masowego chrztu dzieci

KAI / ml
data21.11.2018 19:39

(fot. shutterstock.com)

Już po raz 56. katolikos-patriarcha Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego (GKP) Eliasz II ochrzcił dużą grupę dzieci. Tym razem 18 listopada w katedrze Trójcy Świętej w Tbilisi było to ponad 700 niemowląt. Łączna liczba dzieci ochrzczonych przez niego w ciągu ponad 10 lat przekracza 37,2 tysięcy.

 

Zwierzchnik gruzińskiego prawosławia zapowiedział 19 stycznia 2007 r., że aby zwiększyć przyrost naturalny w kraju oraz aby wzmocnić wiarę i życie religijne w Kościele, będzie osobiście chrzcił trzecie i następne dzieci w gruzińskich rodzinach prawosławnych, które pobrały się w cerkwi. W 2010 Eliasz II zapowiedział dodatkowo, że każde czwarte dziecko w rodzinie, które on ochrzci, otrzyma tytuł wiernego syna (lub córki) ojczyzny i obrońcy Patriarszego Tronu GKP.

 

Pierwszy zbiorowy chrzest odbył się dokładnie w rok później - 19 stycznia w stołecznej katedrze, a poprzedni, 55. - 25 września br. Pierwszy sakrament przyjęło wówczas 620 dzieci.

 

Wielu ekspertów uważa, że działania te wpłynęły znacząco na poprawę sytuacji demograficznej Gruzji, zwłaszcza w ostatnich latach - obecnie przychodzi tam na świat średnio ok. 20 tys. dzieci rocznie. Zmniejsza się przy tym odsetek jedynaków na rzecz drugich, trzecich i następnych dzieci w gruzińskich rodzinach.

 

Organizacyjnie całą ceremonię przygotowuje założona przez patriarchę międzynarodowa Fundacja św. Łazarza, wspierająca działania charytatywne i prorodzinne.

 

W styczniu 2014 inicjatywę patriarchy ostro skrytykował gruziński profesor historii Kościoła Nugzar Papuaszwili. Przypomniał, że - zgodnie z prastarą tradycją i ustawodawstwem kościelnym - osoby chrzczone przez tych samych kapłanów stają się duchowymi braćmi i siostrami i w przyszłości nie mogą zawierać między sobą związków małżeńskich.

 

"Już od kilku lat w Gruzji, w której bieda jest udziałem większości rodzin, wielodzietność zaś uchodzi za luksus, trzecie i następne dziecko przychodzi na świat z miłości do patriarchy" - powiedział naukowiec. Zwrócił uwagę, że pomysł patriarszy wzbudził wprawdzie duże i życzliwe zainteresowanie w społeczeństwie, ale ani wtedy, ani obecnie nikt nie pomyślał o przyszłych losach tych dzieci, które mają przecież prawo do miłości i szczęścia rodzinnego.

 

Profesor zauważył, że chrześniacy patriarchy aż do siódmego pokolenia uważani są za bliskich krewnych i nie mogą zawierać między sobą związków małżeńskich. Obecnie problem ten jeszcze nie istnieje, ale kłopoty zaczną się za kilkanaście lat, gdy osoby te osiągną pełnoletniość i zapragną założyć własne rodziny. "Łatwo przewidzieć, że niektórzy zakochani dopiero przy ołtarzu dowiedzą się, że ich ślub kościelny jest niemożliwy" - oświadczył historyk Kościoła.

 

Według niego przepisy w tym zakresie zawiera kanon 53. Soboru Trulskiego z 691 [nie uznawanego na Zachodzie za sobór powszechny - KAI], który stwierdza wprost, iż pokrewieństwo duchowe jest ważniejsze, silniejsze i trwalsze od cielesnego. Przepis ten uważa chrzciciela i osobę chrzczoną za bliskich krewnych, toteż osoby ochrzczone przez tego samego kapłana również uchodzą za krewnych.

 

Gruziński uczony zwrócił przy tym uwagę, że tradycja kościelna jest wcześniejsza od postanowień Soboru z Trullo, o czym świadczą m.in. wybrane fragmenty żywotów świętych i rozpraw teologicznych ojców Kościoła. Wszystkie one nie dopuszczają możliwości poślubiania osób ochrzczonych przez tego samego duchownego, gdyż są one traktowane jako brat i siostra. "Jeśli zatem będziemy się trzymać tradycji i praw kościelnych, to chrześniacy patriarchy przez siedem pokoleń będą uchodzić za krewnych i tym samym nie będą mogli wstępować w związki małżeńskie błogosławione przez Kościół" - podkreślił prof. Papuaszwili.