Saletyni pomagają potrzebującym na Ukrainie. Zorganizowali akcję "Kanapka za złotówkę"

KAI / pch
data13.12.2018 11:30

(fot. Tsuguliev / Shutterstock)

Talerz zupy dla ubogich we wschodniej Ukrainie kosztuje 1 zł. W kolejce po posiłek ustawia się ponad sto osób. Złotówka to dla nas niewiele, często poniewiera się gdzieś w samochodzie czy w kieszeni, a może sprawić innym wiele dobra - tak o swoim projekcie charytatywnym "Kanapka za złotówkę" opowiadają księża saletyni.

 

Kapłani podkreślają, że sytuacja ludzi jest dramatyczna, a niestety świat przyzwyczaił się do tego, co się tam dzieje. O świadczonej pomocy na Ukrainie księża saletyni opowiadali podczas spotkania, które odbyło się w środę wieczorem w ramach "Pól Dialogu", organizowanych przez krakowskie biuro Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.


Saletyni prowadzą działalność charytatywną w miejscowości Krzywy Róg we wschodniej Ukrainie, która jest jedynym wsparciem dla ludzi w tym zrujnowanym, przemysłowym mieście. Pracujący tam księża zauważyli, że oprócz tradycyjnego duszpasterstwa, parafia musi również spróbować pomóc jej ubogim i samotnym mieszkańcom. W ten sposób zrodził się pomysł na akcję "Kanapka za złotówkę" - projekt, w ramach którego zbierane są środki na pożywienie. - To tylko jedna złotówka, która przynosi wiele dobra. Często poniewiera się gdzieś w samochodzie czy w kieszeni. Ta niewielka kwota może sprawić, że ktoś nie będzie głodny - mówił ks. Grzegorz Zembroń MS, prowincjał polskiej prowincji Zgromadzenia Księży Misjonarzy Saletynów.

Kapłan zwrócił uwagę na to, że wojna na Ukrainie cały czas trwa, a sytuacja jest dramatyczna. - Średnia pensja oficjalnie podawana to 800 zł, a ceny żywności cały czas rosną. Średnia emerytura to 240 zł. Gdy ludzie opłacą rachunki to nie zostaje im pieniędzy na życie. Ta złotówka to szansa na konkretny posiłek. Świat i Europa przyzwyczaili się do tego co dzieje się na Ukrainie, a ogłoszenie stanu wojennego wstrząsnęło tylko na jeden dzień - mówił.

Saletyni wydają posiłki trzy razy w tygodniu około stu potrzebującym. Latem ubodzy dostają trzy kanapki i herbatę, a zimą ciepłą zupę.

Ks. Tomasz Krzemiński MS, koordynator akcji "Kanapka za złotówkę" w parafii Wniebowzięcia NMP w Krzywym Rogu opowiadał podczas video-nagrania, że na Ukrainie w wielu miejscowościach wojna na co dzień jest niewidoczna. - Warto mieć świadomość, że wojna na Ukrainie odbywa się na niewielkiej części kraju, ale można ją zobaczyć widząc szare ulice, widząc nieproporcjonalnie wysokie ceny, pokazujące ruinę gospodarczą tego kraju. Żeby zobaczyć wojnę trzeba porozmawiać z tymi, którzy mają tam rodziny i żyją w napięciu i strachu o to, co będzie później - mówił kapłan.

 

 

- Widać ją na cmentarzach, gdzie są aleje bohaterów walczących za Ukrainę. Żeby zobaczyć wojnę warto porozmawiać z tymi, którzy ten kraj opuścili. Nie jesteśmy w stanie rozwiązać wszystkich problemów, ale chcemy mówić o sile, którą daje wiara, podawać szklankę herbaty i kanapki. Niewiele możemy zrobić, ale to co możemy staramy się wykonywać - powiedział ks. Krzemiński.

Na terenie parafii powstał także socjalno-medyczny gabinet, w którym potrzebujący mogą skorzystać z pomocy lekarza i otrzymać bezpłatne leki. Saletyni postanowili także wybudować Dom Miłosierdzia. Pozyskali środki na zakup działki i po pokonaniu wielu trudności nabyli ją w maju br.

Ks. Grzegorz Szczygieł MS, redaktor "La Salette", Posłańca Matki Bożej Saletyńskiej opowiadał, że księża, którzy pracują na Ukrainie głoszą Ewangelię na terenie, na którym ludzie ponownie potrzebują wiary. - Problemem jest to co przyniósł komunizm. To, co po tym pozostało to ludzie, którzy zachowali swoją wiarę i praktykę, ale z drugiej strony komunizm pozostawił ogromny głód wiary. Tak dotkliwy, że ludzie tam są głodni duchowości, wiary i Boga - podkreślił.

- Jesteśmy misjonarzami pojednania. Saletyni widzą swoją misje jako powrót do wiary, która właściwie stworzyła tamtą kulturę i państwo. To tak jak Europa ma korzenie chrześcijańskie, do których trzeba wrócić - wyjaśnił ks. Szczygieł.