"Skrzywdził mnie nie Kościół, lecz konkretna osoba". Postulaty do biskupów osoby molestowanej przez księdza

Wiktor Porycki/ wiez.com.pl/ed
data01.02.2019 17:34

(fot. Patricio Bringas Iturrioz / cathopic.com)

"Pamiętam tamte uczucia: zaskoczenie, strach oraz przyjemność. Seksualną przyjemność. To był mój pierwszy jakikolwiek kontakt seksualny i pierwszy raz, kiedy przeżyłem z kimś orgazm" - pisze Wiktor Porycki na portalu wiez.com.pl

 

Autor pisze o swojej znajomości z trzydziestokilkuletnim księdzem Grzegorzem (imię duchownego zostało zmienione) i o doświadczeniu molestowania seksualnego. "Bardzo długo nie mówiłem o tym nikomu. Czułem się współodpowiedzialny" - zwierza się w tekście pan Wiktor. 

 

Zaczęło się od niewinnych rozmów o szkole

 

Miał prawie 15 lat, był ministrantem, a jego bliższa relacja z wyżej wspomnianym księdzem zaczęła się od rozmów o szkole, służeniu na Mszy świętej i pytania o to, czy jest w związku (nie miał dziewczyny). Takie rozmowy stały się regularne. "Pewnego dnia ks. Grzegorz zszedł na tematy związane z dojrzewaniem seksualnym. Opowiadał, co się dzieje z organizmem chłopaka, że nabiera męskich cech, w różnych miejscach pojawia się owłosienie, rośnie penis. Po raz pierwszy ktoś rozmawiał ze mną na "te" tematy!" - dzieli się pan Wiktor.

 

Potem ksiądz zaprosił do mieszkania. "Tam przygotował sok do picia i zaprosił mnie, żebym usiadł na łóżku. Sam usiadł obok mnie. Napiliśmy się. Kiedy odstawiłem szklankę, popchnął mnie. Leżałem na łóżku. Jedną ręką trzymał mnie za ręce nad głową, a drugą rozpiął spodnie, zsunął slipy i zaczął dotykać nabrzmiałego penisa. Pamiętam tamte uczucia: zaskoczenie, strach oraz przyjemność".  To był pierwszy kontakt seksualny pana Wiktora, kiedy w panice chciał wyjść, usłyszał określenie "histeryk". 

 

To ksiądz jest winny, a nie nieświadomy nastolatek

 

Dopiero po latach pan Wiktor uświadomił sobie, że to ksiądz jest winny, a nie nieświadomy nastolatek. Nie czuje gniewu, czasem modli się za księdza Grzegorza, który zmarł w wieku 38 lat.

 

"Określam się jako nieczynny gej. Czy istnieje tu związek przyczynowo-skutkowy? Nie wiem. Nie jestem psychologiem. Ale tkwi we mnie takie podejrzenie" - pisze dalej pan Wiktor. "Skrzywdził mnie nie Kościół, lecz konkretna osoba. O to nie mogę mieć żalu. Ale martwi mnie, że tacy jak ja pozostają poza kościelną sferą uwagi". Pan Wiktor opisal swoje przeżycia w liście do biskupa diecezji, od czterech miesięcy nie otrzymał żadnej odpowiedzi. 

 

Co może zrobić hierarchia kościelna?

 

Zastanawia się, co teraz w kwestii nadużyć seksualnych księży zrobi hierarchia kościelna w Polsce. Czy wszystko skończy się na policzeniu ofiar i ogólnym powiedzeniu "przepraszam"? Zakłada, że polskich biksupów czekają etapy zbliżone do warunkow dobrej spowiedzi. Zaleca porządny rachunek sumienia i odwagę do stanięcia w prawdzie, żal za grzechy - "czyli przeprosiny za wszystko: za molestowanie, wykorzystywanie, błędną politykę przełożonych, zamiatanie spraw pod dywan, oskarżanie ofiar i zrzucanie na nie winy" oraz postanowienie poprawy, które będzie czymś więcej niż opracowaniem kolejnych procedur. 

 

Pan Wiktor postuluje również rozważenie pomysłu powołania specjalnego kościelnego funduszu na rzecz ofiar - opłacano by z niego porady psychologiczne, terapie, leczenie, pracę adwokatów oraz odszkodowania.

 

Całość artykułu można przeczytać tutaj >>