Bp Andrzej Czaja o raporcie "Nie lękajcie się": wiem, że nie naruszyłem prawa

"Więź" / kk
data26.02.2019 13:05

(fot. BP KEP)

"Z jednej strony jestem wewnętrznie spokojny, bo wiem, że prawa nie naruszyłem. Ale z drugiej strony pojawia się niepokój, bo przecież takie publiczne oskarżenia negatywnie wpływają na zaufanie wiernych do pasterza" - komentuje raport biskup opolski w rozmowie ze Zbigniewem Nosowskim z "Więzi".

 

W raporcie fundacji "Nie lękajcie się" pojawił się szereg oskarżeń o tuszowanie przypadków pedofilii, skierowanych w stronę polskich biskupów. Jednym z wymienionych hierarchów jest biskup Andrzej Czaja, ordynariusz opolski. Kuria diecezjalna w Opolu była pierwszą, która odniosła się do stawianych zarzutów.

 

Obecność nazwiska biskupa Czai w raporcie "Nie lękajcie się" mogła zaskoczyć, bo duchowny jest znany ze stanowczej postawy wobec przypadków wykorzystania seksualnego, z którymi stykał się w swojej diecezji. Między innimi przygotował niepowtarzalny list pasterski, który powstał w sytuacji opóźnień w przygotowaniu listu pasterskiego całego episkopatu w tej sprawie. W liście szczegółowo opisał działania diecezji mające na celu ukrócić skandaliczne praktyki niektórych księży.

 

"Czasem uczciwość udowodnić trudniej niż nieuczciwość" - mówi biskup w rozmowie z "Więzią". "Mogę szczerze powiedzieć, że ból pokrzywdzonych jest też moim bólem i dlatego staram się, aby działania diecezji miały na celu przede wszystkich dobro ofiar" - tłumaczy.

 

Opowiadając o sytuacji w Jemielnicy, której opis ukazał się w przekazanym papieżowi raporcie, zapewnia, że pamięta tę sprawę bardzo dobrze, bo była to pierwsza sytuacja wykorzystywania seksualnego, z którą zetknął się w swojej diecezji. Jeszcze przed publikacją raportu opowiadał o niej w radiu Doxa, co zrelacjonował opolski "Gość Niedzielny".

 

"Starałem się - najlepiej jak tylko potrafiłem w tym momencie całkowitej bezradności i bólu - wyrazić chłopcu i jego mamie współczucie, przeprosiłem za zachowanie duchownego. Starałem się też chłopcu wytłumaczyć, by wskutek tego potwornego zachowania księdza nie miał żalu do Pana Boga i nie odstąpił od Kościoła. Zapewniłem też, że ksiądz M. zostanie odwołany z parafii i otrzyma słuszną karę" - mówi bp Czaja.

 

Biskup podkreśla, że matka pokrzywdzonego chłopca i towarzysząca jej przyjaciółka prosiły, by zachował dyskrecję w tej sprawie. W 2012 roku, czyli gdy nastąpiło zgłoszenie, prawo karne nie nakładało obowiązku poinformowania o takim przestępstwie. Dlatego poinformowano o nim prokuraturę dopiero w lipcu 2017 r., gdy prawo uległo zmianie. Proces kanoniczny rozpoczął się wcześniej, bo sprawa natychmiastowo trafiła do Kongregacji Nauki i Wiary, która uruchomiła proces kanoniczny.

 

"Podczas pierwszej rozmowy w roku 2012 wprost mówiłem matce pokrzywdzonego chłopca i jej przyjaciółce, że mają prawo iść z tą sprawą na policję i dokonać zgłoszenia. Matka jednak stanowczo twierdziła, że zależy jej bardzo na dyskrecji. Dlatego szanując jej wolę, nie mówiłem o sprawie nawet proboszczowi" - relacjonuje biskup opolski.

 

Matka dziecka twierdzi dziś co innego - włącznie z tym, że przysięgała na Biblię, że będzie milczeć. Pytany o jej perspektywę, bp Czaja odpowiada, że przed nim "matka ofiary nie składała żadnej przysięgi". Złożyła ją podczas zeznań w Sądzie Diecezji Opolskiej, gdzie postąpiono "zgodnie z praktyką sądową", czyli przyjęto "przysięgę, która stanowi zobowiązanie do prawdomówności i dyskrecji na czas trwania procesu". Dokumentacja potwierdzająca słowa biskupa jest złożona w Kongregacji Nauki Wiary i w prokuraturze.

 

Biskup zwraca uwagę, że oskarżenia pojawiające się w raporcie fundacji idą dalej niż artykuł prasowy, na który się powołują. Dotyczy to m.in. zarzutu przeniesienia do parafii i ochrony księdza-pedofila.

 

"Było jednak inaczej. Jak już mówiłem, ksiądz M. został od razu odsunięty od posługi duszpasterskiej w parafii i już nigdy do niej nie powrócił" - wyjaśnia bp Czaja. Oskarżony duchowny został skierowany do klasztoru, w którym uniemożliwiono mu kontakt z dziećmi i młodzieżą. W wyniku procesu kanonicznego wyciągnięto wobec niego najsurowsze sankcje kościelne, czyli karę wydalenia ze stanu kapłańskiego.

 

Zapytany o to, czy diecezja wypłaci odszkodowanie, o które ubiega się obecnie pokrzywdzony, bp Czaja odpowiada, że diecezja będzie respektować wyrok sądu.

 

"Dla mnie zasadniczym wnioskiem jest konieczność rozwijania lepszej komunikacji, bliskiego towarzyszenia ofierze i rodzinie, a także potrzeba troski o przejrzystość w dialogu ze wspólnotą parafialną" - podsumowuje bp Andrzej Czaja, dodając, że reformą na tym polu zajmie się powołany niedawno zespół ds. przygotowania programu prewencji w diecezji opolskiej.