Pełne oszacowanie zjawiska pedofilii w Kościele w Polsce nigdy nie będzie możliwe

"Rzeczpospolita" / Karol Kleczka
data27.02.2019 12:13

(fot. depositphotos.com)

"Przestawienie się teraz z kultury dyskrecji na kulturę przejrzystości nie jest łatwe. (…) To jest zmiana mentalności. Te zmiany mogą być przyspieszone poprzez zmiany prawne" - mówi o oczekiwanych efektach szczytu w Watykanie dyrektor Centrum Ochrony Dziecka.

 

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" o. Adam Żak SJ komentuje możliwe długofalowe efekty niedawnego spotkania biskupów w Watykanie. Jezuita zwraca uwagę na to, że powinniśmy oczekiwać zmian w prawie, skoro papież wzywał do konkretnych działań. Te zaś nie mogą być punktowe i ograniczać się do pojedynczych diecezji, ale do całego Kościoła. Potrzeba rozwiązań, które będą stale wdrażane i poradzą sobie z kontekstem lokalnym przestępstw seksualnych.

 

Jednym z czynników, z którymi musi poradzić sobie Kościół w Polsce jest "kultura dyskrecji", obecna w krajach należących do byłego bloku sowieckiego.

 

"W przypadku tych krajów [dyskrecja] została jeszcze wzmocniona przez warunki zewnętrzne" - mówi jezuita, a jednym z czynników jest operowanie tzw. sekretem papieskim. W Polsce "można się nim posługiwać w taki sposób, żeby całkowicie wykluczyć osoby uczestniczące w postępowaniu z różnego rodzaju informacji i może to prowadzić do sytuacji, że te osoby będą jeszcze bardziej zranione" - dodaje Adam Żak.

 

Pedofilia w Kościele to "skandal stulecia" >>

 

Doskonałym przykładem stosowania kultury sekretu w polskim podejściu do pedofilii w Kościele, są wytyczne przygotowane przez biskupów w 2009 roku. Ofiary nie miały pojęcia o treści tych norm, bo były poufne, a zatem nie mogły skontrolować, czy duchowieństwo się do nich stosuje.

 

"Proszę pamiętać, że każdy zgłaszający swoją krzywdę ryzykuje siebie. Im dłużej nosi się w sobie destrukcyjny sekret, tym trudniej jest go ujawnić" - zaznacza Żak. Właśnie dlatego wypracowanie wytycznych w 2009 nie spowodowało wielkiej fali zgłoszeń. Ofiary ujawniły się dopiero 6 lat później po upublicznieniu norm i zatwierdzeniu ich przez Watykan w 2015 roku.

 

Z kilku powodów nie ma pełnej wiedzy na temat skali zjawiska pedofilii w Kościele w Polsce. Po pierwsze dlatego, że nie sporządzono raportu statystycznego; po drugie ponieważ Kościół nie posiada pełnej wiedzy, bo wie tylko o tych przestępstwach, które zostały zgłoszone przez ofiary. Kolejnym powodem jest to, że jak twierdzi Żak "u nas robienie dokumentacji nie jest mocną stroną administracji kościelnej" i "stosowano zasadę im mniej papierów zostawało w archiwach, tym lepiej". Przełożeni często zabierali wiedzę o wrażliwych sprawach do grobu.

 

"Pełne oszacowanie tego zjawiska w Polsce pewnie nigdy nie będzie możliwe. Ale próbować trzeba. Przede wszystkim zapraszać ofiary do tego, by przełamały swoje obawy i się zgłaszały" - zachęca dyrektor Centrum Ochrony Dziecka.

 

Bp Andrzej Czaja o raporcie "Nie lękajcie się": wiem, że nie naruszyłem prawa >>

 

"Te osoby chcą się czuć bezpiecznie, gdy się zgłaszają. Chcą być wysłuchane, informowane. Chcą pomocy, by sobie z tym poradzić, bo przecież ujawnienie się nie jest łatwe. Otwiera rany, które wydawały się zabliźnione. To jest ich święte prawo, a nie jakaś fanaberia, przywilej czy łaska udzielona przez przełożonych kościelnych. Ludzie Kościoła powinni być im wdzięczni za to, że się przełamały i przyszły" - dodaje Żak, który podkreśla, że "ofiary muszą być przyjmowane na ich warunkach, a nie na warunkach kogoś, kto przynależy do środowiska sprawców".

 

W dążeniu do wyjaśnienia skandalu pedofilii mogą pomóc dwa środowiska. Po pierwsze niezależni dziennikarze, którzy pełnią zadanie społecznej kontroli nad Kościołem. "Kościół wiele im zawdzięcza" mówi Żak, bo choć "każda instytucja na początku ma tendencję do obrony" i zachowania pięknej zasady, to jednak "dobrze wiemy, że obraz zewnętrzny niewiele znaczy, jeśli osoba albo instytucja jest zepsuta w środku". Istotną funkcję powinny pełnić również kobiety.

 

"Człowiekowi, który został skrzywdzony przez duchownego, łatwiej jest o tym opowiedzieć kobiecie, a nie człowiekowi w koloratce czy sutannie, który przypomina sprawcę" - opisuje jezuita. "Myślę, że gdyby delegatami biskupów byli świeccy, zwłaszcza kobiety - a nie tak jak dziś sami księża - to osobom skrzywdzonym byłoby zdecydowanie łatwiej" - podsumowuje.