Bp Czaja publicznie przeprosił wiernych w parafii, w której ksiądz wykorzystał ministranta

opole.gosc.pl / pch
data11.03.2019 11:28

(fot. diecezja.opole.pl)

 - Moje uczestnictwo pośród was, w Jemielnicy, nie jest przypadkiem. Jesteście tą parafią, która została dotknięta przez straszliwy grzech księdza naszej diecezji - mówił bp Czaja.

 

Podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej w Jemielnicy, biskup Czaja nazywał bezpośrednio grzech, którego dopuścił się wikary tej parafii. Mówił, że to szczególne świętokradztwo, znieważenie Chrystusa, Jego Ciała, bo są to rany zadane przez osobę konsekrowaną, która przecież została powołana, by reprezentować Chrystusa, strzec, dbać o bezpieczeństwo wszystkich powierzonych owieczek, zwłaszcza tych najsłabszych, a zrobiła coś zupełnie odwrotnego.

 

"Wasz były wikary dopuścił się przestępstwa wykorzystania seksualnego małoletniego. O tym większość z was już wie, choćby z mediów. Ksiądz Mariusz sam się przyznał, został przez Kongregację Nauki Wiary wydalony ze stanu duchownego i czeka na ostateczny wyrok sądu państwowego. Brzemię tego grzechu jest jednak straszne. Przychodzi się z nim zmagać nade wszystko osobom pokrzywdzonym, małoletnim, którzy doznali wielkich ran, wręcz okaleczenia w swoim wnętrzu".

 

W imieniu Kościoła opolskiego publicznie przeprosił wszystkich parafian za zło i zgorszenie, spowodowane tym złem.

 

"Przybywam do was jako biskup Kościoła opolskiego, aby najpierw przeprosić za to zło, które dotyka was. Za to zgorszenie. Przybywam też, aby się za was i parafię modlić, aby w tych trudnych chwilach umieć udźwignąć ciężar tego grzechu, przestępstwa i tym bardziej zatroszczyć się o dobro wszystkich dzieci i młodzieży. Przybyłem do was z wielką prośbą: abyście razem, w jedności ze mną, podjęli rozważanie męki Pańskiej w duchu przebłagania Boga za zło, którego dopuścił się Jego sługa, wynagradzając Bogu za wszystkie grzechy nas, duchownych, wobec małoletnich".

 

CZYTAJ: Bp Andrzej Czaja o raporcie "Nie lękajcie się": wiem, że nie naruszyłem prawa »

 

Mocne słowa padły także podczas rozważań stacji spotkania Weroniki z Jezusem. Mowa była o tym, że Weronika powinna być wyrzutem sumienia dla wszystkich, którzy nie zareagowali na wiedzę o nadużyciach i nie pomogli im.

 

"Weronika jest jak wyrzut sumienia w obliczu braku odpowiedniej reakcji i odważnego działania, deficytu współczucia i skutecznej pomocy wobec zadanej bliźniemu krzywdy. Niechby się stała wzorem dla wszystkich, do których docierają zgłoszenia o wykorzystaniu seksualnym, szczególnie małoletnich, przez dorosłych, w tym przez osoby duchowne. Niechby na jej odwadze, determinacji i gorliwości wzorowali się ci, którzy mogą i powinni pomóc ofiarom nadużyć w otrzymaniu wsparcia duchowego, psychologicznego i prawnego".

 

W kolejnym z rozważań Drogi Krzyżowej zawarty był tekst o tym, że ktokolwiek zadaje gwałt czyjejś godności, na nowo zdziera szaty z Jezusa.

 

"W każdym ludzkim bólu, w pohańbieniu niewinnych, w każdej zadanej drugiemu człowiekowi krzywdzie trzeba zobaczyć ból i upokorzenie Jezusa, które teraz rozważamy, oniemiali i zawstydzeni. Ktokolwiek zadaje gwałt czyjejś godności, na nowo zdziera szaty z Jezusa. Kto krzywdzi i zawstydza brata czy siostrę, w Niego godzi i Jego godnością pomiata".

 

CZYTAJ: Bp Czaja: tyle klaskaliśmy Janowi Pawłowi II, a Franciszka oskarżamy o wyimaginowane rzeczy »

 

Po nabożeństwie bp Czaja przewodniczył Eucharystii w intencji ofiar wykorzystywania seksualnego. Mówił o stopniowości zakradania się tego przestępstwa nawet do osób na najwyższych szczeblach hierarchii Kościoła.

 

"To nie jest tak, że ksiądz dopuszcza się od razu takiego czynu, że (nagle) dokonuje się przestępstwo. Najpierw zakrada się jakiś bakcyl, jakieś schorzenie duszy. Potem przeradza się to w jakąś gangrenę, która zżera serce i sumienie. To może spotkać - jak się okazuje - nawet kapłana, biskupa, kardynała".