"Franciszek złapałby się za głowę". Publicyści o prezentacji polskiego raportu na temat wykorzystywania seksualnego w Kościele

Karol Kleczka Karol Kleczka
data15.03.2019 14:35

(fot. PAP/Piotr Nowak)

Publicyści komentują wczorajszą konferencję prasową biskupów, na której zaprezentowano raport dotyczący wykorzystywania seksualnego w Kościele w Polsce.

 

Na zakończenie obrad 382. zebrania plenarnego Episkopatu zaprezentowano raport na temat skali wykorzystywania seksualnego przez duchownych w Kościele katolickim w Polsce latach 1990-2018. W tym czasie zliczono 382 zgłoszenia przypadków, w tym 198 zgłoszeń dotyczyło osób poniżej 15 roku życia, a 184 zgłoszeń powyżej 15 roku życia. 382 zgłoszenia to aż 625 skrzywdzonych osób. Z całym raportem można zapoznać się tutaj.

 

Wczorajsza konferencja zaowocowała kontrowersjami, a sam raport również katoliccy publicyści uznali za ważny, choć niewielki krok. Zebraliśmy głosy kilku z nich.

 

Terlikowski: problemem jest nie tylko pedofilia, lecz także homoseksualizm

 

Tomasz Terlikowski w tekście "Ważny krok, ale to wciąż za mało" opublikowanym przez Onet, twierdzi, że zaprezentowane wczoraj dane choć istotne, to jednak są solidnie okrojone. "Poznajemy wyłącznie wyniki ankiet rozesłanych do diecezji i zgromadzeń zakonnych, nie weryfikowano ich w stopniu wystarczającym" - zauważa Terlikowski i podkreśla, że "nie uwzględniono w nim przypadków molestowania tzw. bezbronnych dorosłych, czyli na przykład kleryków molestowanych przez swoich przełożonych zakonnych czy biskupów".  

 

Z drugiej strony Terlikowski zwraca uwagę na ważne informacje, które z badań można wywnioskować. To choćby zwiększającą się liczbę zgłaszanych przypadków, co wiąże ze wzrostem świadomości społecznej. "Wiele wskazuje, że takich - często zadawnionych spraw - będzie coraz więcej". Podkreśla również, że 58.4% spraw dotyczy chłopców, a jego zdaniem oznacza to, że "problemem jest nie tylko molestowanie nieletnich, ale wyraźna nadreprezentacja osób o skłonnościach homoseksualnych" wśród prześladowców.

 

Warto jednak zauważyć, że 58.4% to zdecydowanie mniej, niż powtarzane często w mediach prawicowych 80%, a jak podkreśla Ewa Kusz z Centrum Ochrony Dziecka "te dwie rzeczy, orientacja seksualna (homoseksualizm) i zaburzenie preferencji seksualnej (pedofilia) nie mają ze sobą nic wspólnego". Zgadza się z tym o. Adam Żak SJ, który mówił wczoraj, że "nie ma żadnego dowodu naukowego na to, żeby powiedzieć, że sprawcami wykorzystywania seksualnego małoletnich są przede wszystkim osoby o orientacji czy skłonnościach homoseksualnych".

 

Szułdrzyński: widać niechęć wielu polskich biskupów do oczyszczania z grzechu pedofilii

 

Publicysta "Rzeczpospolitej" zauważa, że 382 zgłoszenia pokazują, że "zjawisko wcale nie jest marginalne", a "przedstawiony we czwartek raport wywołał, ale też powinien wywołać wstrząs". Z pewnością wywołał dyskusję, bo zaraz po ogłoszeniu raportu, pojawiły się zarzuty co do zastosowanej w nim metodologii.

 

"Przeciwnicy Kościoła będą twierdzić, że przecież nie wszystkie sprawy zostały zgłoszone, w wielu przypadkach sprawy nie ujrzały światła dziennego", albo że "dane są nic nie warte, bo raport przygotowała ta sama instytucja, której sprawa dotyczy", jednak zdaniem Szułdrzyńskiego takie argumenty są raczej przejawem polskiej wojny kulturowej. Szułdrzyński podkreśla, że polski Kościół stara się zapobiegać przypadkom pedofilii, a jako przykład podaje wprowadzenia wytycznych dotyczących postępowania w przypadku zgłoszenia podejrzeń oraz stanowisko pełnomocnika diecezjalnego.

 

"Równocześnie nie da się nie zauważyć niechęci wielu polskich biskupów do oczyszczania Kościoła z grzechu pedofilii" - pisze Szułdrzyński, dlatego tym bardziej należy cenić pojawienie się pierwszego raportu, choć "żal za grzechy, pokuta i zadośćuczynienie dopiero przed nami".

 

Nosowski: gdyby Franciszek to słyszał, to by się złapał za głowę

 

W znacznie mocniejszym tonie wypowiada się Zbigniew Nosowski na łamach "Więzi", który pisze, że "konferencja prasowa, podczas której zaprezentowano wyniki tej kwerendy, wykazała dobitnie - na oczach całej Polski - że ignorancja w tej dziedzinie sięga najwyższych szczebli kierownictwa Konferencji Episkopatu Polski". Docenia wysiłki o. Żaka i prymasa abpa Wojciecha Polaka, którzy wracali do tych, którzy powinni byli stać w centrum, czyli pokrzywdzonych, jednocześnie podkreślając, że spełzły one na niczym.

 

"Gdyby Franciszek usłyszał, w jaki sposób jego przemówienie jest wykorzystywane przez polskiego delegata, złapałby się za głowę" - pisze Nosowski o słowach abpa Marka Jędraszewskiego, który pojawił się na watykańskim szczycie. Abp Jędraszewski skrytykował pojęcie "zero tolerancji", które nie od dziś funkcjonuje w debacie o podejściu Kościoła do grzechu pedofilii, a "pojawiało się albo wprost, albo pośrednio w wystąpieniach trzech ostatnich papieży - poczynając od Jana Pawła II" na co zwraca uwagę redaktor "Więzi". Używa go także Rzecznik KEP oraz Biuro Prasowe, lecz zdaniem abpa Jędraszewskiego ma ono wydźwięk totalitarny, który kojarzy się raczej z nazistowskim Holokaustem, albo komunistycznym terrorem. Z tego powodu wiceprzewodniczący Episkopatu zaproponował pojęcie "nieskazitelnej stanowczości". Nosowski krytykuje również "cytowanie przez metropolitę krakowskiego słów papieża w taki sposób, że powszechne spojrzenie Franciszka jest relatywizowane i sprowadzane do narzekania na seksualizację dzieci poza Kościołem".

 

Nosowski krytykuje również słowa abpa Gądeckiego, którego zdaniem hasło "pedofilia w Kościele" zostało "ukute ideologicznie", zaś sama kwestia wykorzystywania seksualnego w Kościele jest pewnym marginesem. "Mówienie przez szefa episkopatu Polski podczas konferencji prasowej poświęconej właśnie skali wykorzystywania seksualnego w naszym Kościele, że jest to problem marginalny - to samobójstwo wizerunkowe, o ile nie moralne. Czy arcybiskup zastanowił się, jak te jego słowa odbierają osoby skrzywdzone przez duchownych, z którymi niedawno się spotykał?" - pyta redaktor "Więzi".

 

"Całe szczęście, podczas tej samej konferencji zabierał głos także prymas Polski" - dodaje Nosowski, który docenia słowa abpa Polaka kierującego uwagę na osoby skrzywdzone i ich ból, jak również wstyd i poczucie winy za krzywdy, których ofiary doznały z rąk Kościoła. Abp Polak "jako jedyny z wypowiadających się hierarchów (…) zdawał sobie sprawę, że problem, o którym mowa, polega nie tylko na samych faktach okrutnej przemocy seksualnej, lecz także na błędnej postawie przełożonych wobec wydarzeń, o których się dowiadywali".

 

"Od dłuższego czasu eksperci mówią, że w poszczególnych krajach mamy do czynienia z Kościołami różnych prędkości (…). Wczorajsza konferencja prasowa dobitnie pokazała, że w Polsce mamy do czynienia z biskupami różnych prędkości" - argumentuje Nosowski. "W Kościele naprawdę chodzi o coś dużo ważniejszego niż konferencje prasowe przewodniczących episkopatów. Chodzi o Kogoś" - kończy swój tekst redaktor "Więzi".

 

Sporniak: odruch bronienia Kościoła spalił tę konferencję

 

Artur Sporniak z "Tygodnika Powszechnego" pytany przez TVN24 ocenia, że "ta konferencja była spóźnionym o ładnych parę lat sprawdzianem dla Kościoła".

 

"Jeżeli po pięciu latach duży Kościół europejski potrafi przedstawić pierwszą, pobieżną statystykę, to nie wiem, czy jest to egzamin oblany, ale jeżeli zdany, to bardzo słabo" - twierdzi Sporniak. Jego zdaniem wczorajsza konferencja, pokazała również pewien podział w Episkopacie.

 

"Podział na ludzi, którzy rzeczywiście zajmują się tym problemem od lat i są świadomi tego problemu oraz na biskupów, którzy rzeczywiście powinni chyba przejść szkolenie, wtedy by nie popełniali takich prostych błędów, które jednak szkodzą Kościołowi, jak wypowiedzi arcybiskupa Gądeckiego czy arcybiskupa Jędraszewskiego (...). Ten odruch bronienia Kościoła spalił tę konferencję i szkoda" - podsumowuje Sporniak.

 

Hołownia: polski Episkopat jest z innej planety

 

"Po wczorajszej konferencji Konferencji Episkopatu nie potrzebuję już żadnych innych dowodów na to, że istnieje inteligentne życie na innych planetach. Nasz Episkopat bez wątpienia jest inteligentny, bez wątpienia żyje - i to całkiem nieźle. I bez wątpienia żyje na innej planecie" - pisze Szymon Hołownia w facebookowym wpisie.

 

"Wtedy kiedy trzeba mówić jasno, twardo i krótko, pokazać ludzką twarz, choć cień ludzkich emocji, choć promil spontaniczności i odruchu Samarytanina - rzucić wszystko i iść bandażować zranionych, dostajemy wykład (…) szefa KEP o ogólnie trudnej sytuacji dzieci na świecie" - dodaje Hołownia. Tymczasem sprawa jest poważna, bo jak zauważa Hołownia nieufność wobec Kościoła w Polsce wzrasta, a "coraz więcej katolickich rodziców w Polsce zastanawia się czy wysłać dziecko na religię albo na ministrancki wyjazd z księdzem".

 

"Widzę narastający w środowisku jakoś tam zaangażowanych świeckich katolików brak cierpliwości. (…) Mam już dość niańczenia swoich liderów, tłumaczenia ich, dawania im po raz pięćdziesiąty siódmy kredytu zaufania, «bo nie można tak wprost, bo się wystraszą». Chcę tego, do czego ich w Kościele wyświęciliśmy: odwagi, męstwa, mądrości, inspiracji" - apeluje publicysta. 

 

"Laicyzację zrobimy sobie sami: Konferencja Episkopatu Polski i my, polscy katolicy. A jak już spełni się to proroctwo księdza Ratzingera z lat 60./70. XX wieku, że Kościół w Europie oczyści się ze wszystkiego: polityki, władzy, majątku, poczucia wpływu i zostanie malutka garstka ludzi, którzy odzyskają zdolność zachwycania innych świeżością Ewangelii, wtedy się zorientujemy: kurczę, przecież myśmy to wszystko wtedy wiedzieli, Bóg posłał nam nawet proroków" - przestrzega.

 

"Oglądając wczoraj tę konferencję miałem wrażenie, że oglądam transmisję z samobójstwa (a co najmniej poważnego samookaleczenia) instytucji. Na szczęście - nie wiary. (...) w tej sytuacji tym bardziej będę robił wszystko co mogę, jeżdżąc, gadając, pisząc, by pokazywać ile życia jest w tym, co w telewizji wygląda niestety jakby właśnie gasło, dojeżdżało już do kresu swych dni, sił" - podsumowuje.