Dziennikarz podający się za księdza chciał wynająć pokój dla siebie i ministranta. Nikt się nie sprzeciwił

Szymon Żyśko Szymon Żyśko
data20.05.2019 07:00

(fot. depositphotos.com / sz)

Do prowokacji dziennikarskiej doszło w Zakopanem. Żaden z domów rekolekcyjno-wypoczynkowych nie zareagował odpowiednio. W jednym z nich już kiedyś doszło do tragedii.

 

Dziennikarz "Tygodnika Podhalańskiego" postanowił sprawdzić czy ochrona małoletnich w Kościele to fakt, czy raczej wciąż niewiele zrobiono. Zadzwonił do okolicznych domów rekolekcyjno-wypoczynkowych prowadzonych przez zgromadzenia zakonne, aby sprawdzić ich czujność.

 

"Przedstawiam się jako kapłan z Włocławka ks. Piotr Mossakowski. Proszę o zarezerwowanie pokoju z dostawką. Za każdym razem dwukrotnie i wyraźnie mówię, że przyjadę z podopiecznym ministrantem, którego zabiorę do Zakopanego w nagrodę za bierzmowanie. Bez problemu rezerwuję pokój jedno- lub dwuosobowy" - czytamy na pierwszej stronie "Tygodnika Podhalańskiego".

 

 

Nie zareagowali ani księża saletyni, ani sercanie, ani werbiści. Zwłaszcza brak reakcji werbistów budzi oburzenie lokalnej społeczności, bowiem w przeszłości doszło już tam do próby wykorzystania osoby małoletniej przez duchownego.

 

"Tego ostatniego domu wycieczkowego nie wybraliśmy przypadkowo. To tu miał miejsce dramat młodego chłopaka, Pawła, wobec którego czynności seksualne podejmował ksiądz, który przyjechał z nim na kilkudniowy wypoczynek" - czytamy w gazecie. Sprawa była już opisywana wcześniej przez dziennikarzy "Tygodnika Podhalańskiego". Chłopiec nagrał na komórce, jak kapłan kładzie się obok niego na materacu i namawia go do seksu.

 

Były kustosz z Lichenia spisał wspomnienia i chce je wydać. A w nich "majteczki sekretarki" i dzieci w bieliźnie>>

 

Nagranie dzięki pomocy sióstr zakonnych Paweł przekazał dziennikarzom, którzy na miejsce przyjechali z kamerą. Według nich jedyną karą jaką poniósł ksiądz było zdegradowanie go do roli rezydenta, a dziś jest proboszczem w jednej parafii.

 

Więcej o sprawie dowiedziecie się z "Tygodnika Podhalańskiego".

 

***

 

Komentarz [Szymon Żyśko]:

 

Ta sytuacja to kolejny przykład rażącej bezmyślności i braku wrażliwości. Konferencja Episkopatu Polski zapowiada wprowadzenie i przestrzeganie prawa, a w tym samym czasie prowadzący zakonne hotele nie widzą nic złego w wynajęciu pokoju księdzu, który podróżuje sam z nieletnim ministrantem. Pytanie po co nam prawo, jeśli nie ma w nas pragnienia ochrony dzieci. Inaczej tego nazwać nie potrafię. Cieszę się, że do tej prowokacji dziennikarskiej doszło, bo obnaża ona znacznie poważniejszy problem. Kościół powinien zacząć pracę u podstaw - nie tylko w edukowaniu, ale przede wszystkim w rozwijaniu elementarnej wrażliwości wśród duchownych i wiernych. Dziś jej nie ma.

 

Wynajmowanie wspólnego pokoju przez księdza i osobę nieletnią nigdy nie może być traktowane za normalne. Nawet jeśli ksiądz zapewnia o swoich najczystszych intencjach. Tymczasem mentalność wielu osób w Kościele podporządkowana jest argumentowi, że przecież "są jeszcze dobrzy księża". I nadziei, że właśnie trafili na tego dobrego.

 

Wszyscy dookoła zapowiadają zaostrzenie prawa. Film Tomasza Sekielskiego nie pozostał bez echa również w środowisku politycznym. Przedstawiciele rządu szybko wyszli z propozycją zaostrzenia przepisów. Możemy im zadać to samo pytanie: czy przepisy będą przestrzegane? Dotychczasowe wyroki były bardzo niskie. Znanych jest wiele sytuacji recydywy wśród przestępców seksualnych, którzy już odsiedzieli swoje wyroki. Resocjalizacji w więzieniach nie ma bowiem żadnej. A jeśli już jest, to kompletnie nieprzygotowana na radzenie sobie z parafiliami seksualnymi.

 

Kluczowe jest to, żebyśmy WSZYSCY chcieli chronić małoletnich. Problem w tym, że nawet zanim ustanowiono prawo kościelne w kwestii wykorzystywania seksualnego nieletnich, istniało już prawo świeckie, do którego Kościół jednak stosować się nie chciał lub robił to bardzo opornie. Rozumiał jako zamach na wolność religijną i własną autonomię. W tym kluczu ukrywano i przenoszono przestępców, bo ważniejsza było utrzymanie pozycji społecznej. Dlaczego teraz ma być inaczej?

 

Co musi się zmienić w naszym myśleniu, żeby nie dochodziło do podobnych sytuacji. W przyszłości to nie biskup bowiem będzie łapał za rękę kolejnego zwyrodnialca, nie ma go przecież na miejscu w naszych parafiach. Są za to inni księża na plebaniach i świeccy w kościołach. To oni bywają najczęściej biernymi świadkami tych dramatów. Gdyby to nie była prowokacja dziennikarska, dziś prawdopodobnie słyszelibyśmy o kolejnym wykorzystanym nieletnim - o ile nie zatajono by tego.

 

Abp Grzegorz Ryś podczas nabożeństwa pokutnego w łódzkiej katedrze wskazał na słowa jednego z pokrzywdzonych, który powiedział, że był molestowany na jednej z dużych plebani w centrum miasta. Spędził na niej kilka dni i nocy, śpiąc z księdzem w jednym pokoju. Żadnego z księży, którzy tam mieszkali to nie zainteresowało. To powinno nam dać do myślenia. Dlatego też abp Ryś dał księżom w swojej diecezji 7 dni na podpisanie wytycznych i zapoznanie się z nimi. Już nikt nie powie, że nie wiedział. Smutne pozostaje tylko to, że brakuje nam ludzkiej wrażliwości i musimy te braki uzupełnić prawem karnym.

 

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl, opiekun blogosfery blog.deon.pl. Autor książki "Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga<<