Tomasz Królak o "obrońcach" Kościoła przed filmem Sekielskiego: nie wierzę im. Nie wierzę, że myślą ewangelicznie

Przewodnik Katolicki / tl
data11.07.2019 16:20

(fot. youtube.pl/SEKIELSKI)

"Jeśli kochacie Kościół miłością tak gorącą, jak gorące są wasze ataki na film, to przecież powinno wam zależeć na jego świętości, na tym, by był najbliższy ewangelicznym ideałom" - apeluje publicysta do krytykujących film Sekielskiego. 

 

"Wydawało się, że najgorsze za nami, ale znów nastąpiło wzmożenie sił "«obrońców Kościoła»" tymi słowami zaczyna swój artykuł Tomasz Królak na łamach Przewodnika Katolickiego. Odnosi się on do komentarzy, w których pojawiają się hipotezy dotyczące niewypowiedzianych motywów powstania filmu braci Sekielskich.

 

Autor nawiązuje przede wszystkim do komentarzy publicystów, którzy są związani z Kościołem i katolickimi wartościami. Pojawia się wśród nich teza, iż dokument "Tylko nie mów nikomu" miał na celu wpłynąć na wybory do europarlamentu. Stwierdzają oni, że jest on "elementem szerszego ataku na państwo i Kościół", a może nawet był finansowany przez byłych esbeków bądź jedną z fundacji Sorosa, dodaje autor.  

 

"Nie wierzę im. Nie wierzę, że myślą ewangelicznie - myślą politycznie" stwierdza Królak. Uważa, że gdyby rzeczywiście wspomnianym publicystom zależało na dobru Kościoła, to mówiliby w sposób spójny z polskimi biskupami, którzy przecież podziękowali Sekielskim za ten film. Co więcej, jak zaznacza, również abp. Sciluna wyznał, że był poruszony przez dokument Sekielskich, co zresztą jednoznacznie wypowiedział: "Poprzez odrzucanie oskarżeń, traktowanie ich jako machinacje wrogów Kościoła, nie stawimy czoła rzeczywistości. (...) Nie ma innej odpowiedzi, jak prawda. W obliczu faktów konieczna jest pokora, a gdy popełnimy błąd - uznanie go".

 

Autor wspomina nie tylko o potrzebie słuchania Kościoła, ale też o wadze świadectwa, które jest kluczowe w głoszeniu Ewangelii. Przypomina, że jedynie ono jest siłą, która umożliwia przekonanie innych do swoich racji, a dążenie do świętości to wymóg wierności Jezusowi. "Jeśli kochacie Kościół miłością tak gorącą, jak gorące są wasze ataki na film, to przecież powinno wam zależeć na jego świętości, na tym, by był najbliższy ewangelicznym ideałom" - apeluje. 

 

Królak w swoim artykule stwierdza również, że taka postawa wynika z instrumentalnego traktowania Kościoła, jako pomocy w walce z lewicowymi przeciwnikami. Kościół, zdaniem autora, jest traktowany jako środowisko oporu - politycznego i kulturowego, co rozmija się z jego rzeczywistą misją. "Ale nie taka jest misja Kościoła. Nie wiecie tego? Nie chcecie wiedzieć? W każdym razie, nie przeszkadzajcie Kościołowi w Polsce zwieńczyć dzieło samooczyszczenia" - stwierdza autor. 

 

Na zakończenie Królak przypomina, że ataki na naśladujących Chrystusa nie są nowością, a rzeczywistością Kościoła starożytnego, obecnego i przyszłego. Widzi on niebezpieczeństwo w tego typu komentarzach, które wzmacniają zachowawcze postawy różnych środowisk, czy osób. Taki sposób myślenia, przypomina, nie jest myśleniem "Bożym" ale "ludzkim". Nawiązując do Ewangelii zaznacza, że na własnej skórze doświadczył tego sam św. Piotr, który otrzymał upomnienie od Jezusa - "Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie".

 

Artykuł ukazał się na łamach Przewodnika Katolickiego pod tytułem "Tym «obrońcom Kościoła» nie wierzę".