Ksiądz Strzelczyk: trzeba głośno wyrażać niezadowolenie

Znak Miesięcznik "Znak" / kk
data08.08.2019 12:13

(fot. Michał Lewandowski)

"Mamy w polskim Kościele do czynienia z długotrwałą chorobą wrzodową. Wrzody teraz pękły i zaczęło cuchnąć" - mówi w rozmowie z miesięcznikiem "Znak" ks. Grzegorz Strzelczyk.

 

W wywiadzie pod tytułem "Wkurzam się razem z wami", który ukaże się we wrześniowym numerze miesięcznika, ksiądz Strzelczyk komentuje instytucjonalny kryzys jaki ujawniła kwestia pedofilii w Kościele w Polsce.

 

Przyczyny kryzysu polskiego Kościoła ksiądz Strzelczyk dopatruje w triumfalistycznej pewności siebie jaka zapanowała wśród pewnej części katolików - zwłaszcza duchownych - po 1989 roku. Założyli, że "teraz jest już dobrze, że wygraliśmy i że będziemy odcinać kupony od zwycięstwa nad komunizmem. Do tego uspokajało nas posiadanie «naszego papieża», który przecież doskonale zna sytuację Polski i nad wszystkim czuwa…" - mówi ks. Strzelczyk.

 

Taka sytuacja pociągnęła za sobą liczne błędne decyzje strategiczne. To osłabienie intelektualne przez powiększenie liczby seminariów, łatwe robienie kariery czy brak transparentności utrwalony przez czasy komunizmu. W tej perspektywie kwestia pedofilii raczej ujawniła głębokie problemy, aniżeli była źródłem choroby Kościoła. Mimo tego ksiądz Strzelczyk wyraża nadzieję, że "prawne rozliczenia osób winnych zaniedbań jeszcze przyjdą", a jednocześnie już widzi pewne rozliczenie w postaci spadku ilości wiernych w kościołach.

 

Kluczowy błąd polega na tym, że po upadku komunizmu, Kościół nie reagował na dynamiczne zmiany kulturowe. "Nie zrobiliśmy nic poza kolejnymi działaniami, które w istocie nas osłabiały" - mówi duchowny. Jednym z takich działań było wyciągnięcie katechezy z parafii do szkoły, co osłabiło związek wiernych z lokalnym kościołem.

 

"W Polsce dorosło już całe pokolenie, które nie zobaczyło w wierze wartości i strząsnęło ją wraz z tym wszystkim, czego nie chciało kontynuować ze sposobu życia rodziców. A my w dyskursie publicznym powtarzamy jedynie, że mamy do czynienia z walką z Kościołem" - podkreśla Strzelczyk. "Jeśli tylko na to nas stać, to nie ma szans nawet na amortyzację tych procesów. Młodzi nie walczą z Kościołem. Oni go po prostu ignorują" - podsumowuje teolog, zauważając brak odpowiedniej diagnozy po stronie Kościoła i niechęć do nawrócenia.

 

Kapłan odnosi wrażenie, że "od pewnego momentu część naszego episkopatu działa analogicznie do pewnej partii politycznej - umacnia twardy elektorat". Jego zdaniem to "strategia samobójcza, bo ten twardy elektorat wiarę potrafi przekazywać «po staremu», właśnie jako część dziedzictwa kulturowego, zespół praktyk. Grzmi zatem do młodych, że mają chodzić do kościoła, nie tłumaczy dlaczego".

 

Strzelczyk twierdzi, że hipotetyczna zmiana modelu finansowania Kościoła w Polsce może "stanowić oczyszczający impuls". Obecny sposób finansowania utrwala krótkowzroczność i czyni z Kościoła zakładnika władzy. Trudny jest również odpływ wiernych, którzy czują, że nie mają wpływu na wspólnotę i podkreśla, że trzeba "głośno wyrażać niezadowolenie". Nie chce zachęcać do buntu, ale nakłania do tego by rozmawiać - w pierwszej kolejności z własnym proboszczem "nawet jeśli to będzie rozmowa trudna dla obu stron".

 

"Ja też się swatałem z Kościołem, gdy był w lepszym zdrowiu, ale nie będę się rozwodzić, gdy jest w gorszym stanie. Bez przesady. Jeśli widzę rzeczywistą trudność związaną z utratą fundamentu do wierzenia, to próbuję opowiadać o Jezusie. Bo to jednak o Jego Ewangelię chodzi" - mówi duchowny.

 

Zmiany wymaga również formacja przyszłych księży, tak aby klerycy zdobywali dojrzałość. Inny krok to przejście od struktury hierarchicznej do synodalnej. "Chodzi o to, że gdy Kościół staje przed decyzją, to się zbiera, słucha głosu Ducha Świętego i dyskutuje, aż powstanie konsensus. To przeciwieństwo przekonania, że przełożonemu wszystko wolno. Takie przekonanie to właśnie struktura zła" - mówi duchowny. Trzeci element zmiany to formacja wszystkich członków Kościoła do podejmowania decyzji.

 

"Dopiero gdy przeciętni wierni zaczną postrzegać Kościół jako swój, to znaczy siebie postrzegać jako Kościół, to jest szansa, by odkryli, że przekaz Ewangelii to ich sprawa. Bez tego nie będzie następnego pokolenia w Kościele" - podkreśla ksiądz Strzelczyk.

 

Całą rozmowę możesz przeczytać tutaj >>