Kult pieniądza, fetysz strojów i impreza czyli Komunia po polsku. Jak jest zagranicą?

Romana Zygmunt / materiał nadesłany
data24.04.2018 07:00

(fot. Resiliencia/ pixabay.com)

Co roku to samo - kult pieniądza, fetysz strojów, imprez komunijnych itp. spraw wokół jednej z najważniejszych uroczystości religijnej w życiu chrześcijanina. I na razie nie widać, by coś się zmieniało - zwłaszcza na lepsze.


Tymczasem moja chrześniaczka we Francji przystępuje w czerwcu do Pierwszej Komunii Świętej. Jako jedna z dwóch osób w klasie. I jako jedna z 14-osobowej grupy dzieci około 10-letnich w całej parafii niedużego miasta na południu Francji (jedna parafia katolicka na ok. 12-tysięczne miasto). Od dwóch lat rozmowy na ten temat wywołują zawsze zdziwienie w polskiej rodzinie. Różnic jest wszak wiele.

 

Jak do Pierwszej Komunii idą dzieci zagranicą?


Wymogiem przystąpienia dziecka do komunii jest odbycie pięciu lat katechizacji, przy parafii, w szkołach nie ma bowiem zajęć religii. W minionych dwóch latach dla dzieci przygotowujących się do komunii zorganizowano kilkukrotnie jedno-i dwudniowe weekendowe wyjazdy na rekolekcje i pielgrzymki. Wszystko przystosowane dla małych adeptów wiary - modlitwy, zajęcia, pokazy, filmy. W wyjazdy mieli zaangażować się też rodzice - w miarę możliwości choć raz. Z chodzenia na mszę co niedzielę nikt nie rozlicza (ksiądz swoje wie i widzi, jak liczna to wspólnota, można się domyślić), mile widziane jest, by rodzina przynajmniej raz w miesiącu, gdy organizowana jest rodzinna msza, pojawiła się w świątyni.

 


Jesienią roku szkolnego, w którym zaplanowana jest Komunia, ksiądz proboszcz ogłosił trzy możliwe terminy tej uroczystości - dwa majowe i jeden czerwcowy. Kto pierwszy zgłosi się na rozmowę dziecka i rodzica z księdzem, ten ma prawo wyboru. Terminy uzależnione są od grafiku mszy niedzielnych i sobotnich w kościołach, które obsługuje ten duszpasterz, dlatego część dzieci przyjmie swoją pierwszą Komunię w innej wspólnocie, w innej miejscowości nieopodal. Zatem o wspólnym przygotowaniu i przeżywaniu nie ma mowy - dzieci podczas tej jednej wyznaczonej mszy podchodzą do ołtarza i to wszystko. Żadnych prób, umawiania się, ćwiczeń tym bardziej. Czasem pojawią się jacyś goście, czasem ktoś się odświętnie ubierze. Jak przekazała mi siostra, katechetka zwróciła jedynie dzieciom uwagę, by tego dnia nie przychodziły do kościoła w krótkich spodenkach czy dresie (jak to ma miejsce co niedzielę) - to jedyny "wymóg organizacyjny". Odzieżowego biznesu pierwszokomunijnego więc (już?) we Francji nie ma.


Święcenie książeczek - nie stosuje się, różańca - brak takiej tradycji. "Tu nigdy w kościele się nie odmawia różańca" - twierdzi siostra zakonna. Gromnica? Po co dzieciom. Jedynie organizowana jest - i to ze sporym wyprzedzeniem - pierwsza spowiedź (która w tym kraju będzie pewnie ostatnią tych młodych ludzi).


Spotkanie z księdzem w roku szkolnym przystąpienia do Pierwszej Komunii Świętej stanowi ostatni etap przygotowań, to rozmowa, podczas której dziecko ma samo, swoim słowami powiedzieć, czemu chce przystąpić do tego sakramentu, po co to robi. Oczekuje się, że 10-letnie dziecko odmówi samodzielnie Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, wyznanie wiary ma prawo nieco kuleć. Uczenie jakichś pieśni na tę okoliczność? Specjalnych modlitw? Odpytanie z wiedzy, z katechizmu? Niewyobrażalne. Grunt, że dziecko jako tako orientuje się w przebiegu mszy. Jako tako.

 

Dojrzałość dziecka a Pierwsza Komunia


Ksiądz był pod wrażeniem dojrzałości religijnej i gorliwości chrześniaczki - że uczestniczy co niedzielę we mszy, ma zebrane i opracowane wszystkie materiały z katechez, że ma pojęcie o Zmartwychwstaniu, choć trochę pomieszało jej się Zesłanie Ducha Świętego z Jezusa Wniebowstąpieniem. I lubi bardzo modlitwę Zdrowaś Maryjo (bo ją wzrusza). Jednym słowem wybija się ponad tamtejszą przeciętność.


Pytam w marcu siostrzenicę, czy i jakie przygotowania ją jeszcze czekają przed uroczystością, czy nie musi się czegoś nauczyć, nie ma jakichś zadań dodatkowych. "Tylko sukienkę musimy kupić" - szczerze odpowiedziała, nie wnikając za bardzo w szczegóły. Nie chodziło jej bowiem o jakąś konkretną kiecę, bo rośnie w takim tempie, że co rusz trzeba jej coś kupić i lepiej nie kupować z dużym wyprzedzeniem. Pytam siostrę, czy temat komunii zajmuje kogoś poza nimi, rodzicami i nami, polską rodziną. Ale jest tak mało dzieci przystępujących do Komunii i katolickich w ogóle, że trudno z kimkolwiek o tym porozmawiać. Siłą rzeczy nie ma więc wyścigu na prezenty, stroje, imprezy, a w mediach publikacji o tym, co króluje na stołach, jakie są hity prezentowe w sklepach czy w modzie. A Miriam pewnie bardziej myśli o tym, że na kilka dni przyjedzie do niej rodzina z Polski, z którą z racji odległości widzi się raz lub dwa razy na rok niż o swoich życzeniach czy marzeniach prezentowych. Bo tych brak. Po prostu w czerwcu zacznie przystępować do Komunii Świętej.


Może, wbrew pozorom, w takim otoczeniu łatwiej przeżyć samo przystąpienie do Komunii Świętej? Czas pokaże.