Uczestnik "Top Model": Bóg jest moim opiekunem

Michał Lewandowski / Piotr Kosiarski
data05.12.2018 09:00

(fot. Tomasz Hendzelek / Studio Huśtawka)

Staram się z Panem Bogiem prowadzić rozmowy. W codziennych sytuacjach, kiedy dostrzegam małe cudeńka, potrafię spojrzeć w niebo i pomyśleć: "No to teraz Cię, Panie Boże, przyłapałem, to jest Twoja sprawka" - mówi Szymon Reich.

 

Michał Lewandowski i Piotr Kosiarski: Wiara i Bóg w twoim życiu.


Szymon Reich: Wiara jest dla mnie przypomnieniem, że dobro, które staram się czynić, ma sens. Pomimo zła, które ciągle wydarza się w świecie, wierzę, że to wszystko ma sens. Dzięki wierze jestem bardziej ufny w czynieniu dobra.


Bóg z kolei jest moim opiekunem, Ojcem. Wydaje mi się, że to porównanie do Ojca, które przecież w Kościele jest tak często używane, nie jest bez powodu. Staram się z Panem Bogiem bardzo często prowadzić rozmowy, oczywiście z zachowaniem należnego Mu szacunku. Bóg to nie jest taki zwykły ziomek (śmiech). Ale w codziennych sytuacjach, kiedy dostrzegam małe cudeńka, potrafię spojrzeć w niebo i pomyśleć: "No to teraz Cię, Panie Boże, przyłapałem, to jest Twoja sprawka". Cieszę się, że w naszej religii mamy Boga, któremu możemy mówić o wszystkim.


Na czym polegają te "małe cudeńka"?


Niedawno byłem w Wiedniu na praktykach w Polskiej Akademii Nauk. Miałem problemy finansowe, bo nie zarabiałem. Brakowało mi pieniędzy. Zacząłem szukać pracy on-line, ale nie udało mi się niczego znaleźć. W końcu zwróciłem się o pomoc do Boga. Następnego dnia pani, która pracuje w PAN, zaproponowała mi drobne prace u siebie - wyprowadzenie psa, posprzątanie piwnicy - i zapłaciła więcej niż potrzebowałem.


Nie wstydzisz się swojej wiary. Jak znajomi z branży na nią reagują?


Wbrew pozorom, mówienie o wierze wcale nie jest dla mnie problematyczne. Gdy zaczynam o niej mówić, znajomi są zainteresowani - pytają, ale nie krytykują. Bardzo rzadko ktokolwiek mnie atakuje za to, że jestem wierzący. Żyjemy w otwartym świecie. Jeśli ludzie mają cokolwiek do zarzucenia, to bardziej samej instytucji Kościoła.


Ostatni rok, który spędziłem w Warszawie, był dla mnie bardzo intensywny pod względem imprezowania. Nie pamiętam, żeby była chociaż jedna impreza, na której nie zostałby poruszony temat mojej wiary.


Pewnego razu spotkałem na ulicy panią, która zapraszała do klubu ze striptizem. Tak naprawdę mijałem ją już od jakiegoś czasu, bo często przechodziłem ulicą, na której stała. Ale tym razem nawiązała się między nami rozmowa. Okazało się, że ona też jest wierząca, i nagle wspólnie odmówiliśmy na ulicy modlitwę "Ojcze nasz".


Są sytuacje, w których należy mówić o wierze. Nigdy nie wiadomo, jaki przyniesie to skutek, a zwykle przynosi pozytywny.


A gdy ktoś nas zaatakuje? Jeśli tylko potrafimy wytłumaczyć coś samym sobie, to będziemy też potrafili wytłumaczyć to innym. A jeśli nie, to będziemy w stanie zauważyć, gdzie nasza wiara potrzebuje dopracowania.


Czy zdarzyło ci się, żeby ktoś cię zaatakował z powodu twoje wiary?


Pamiętam jedynie zarzuty ze strony dziewczyn, które miały wobec mnie zbyt duże oczekiwania. Gdy starałem się być wierny swoim zasadom, słyszałem od nich, że np. jestem gejem. Dla wielu osób to, że ktoś jest i wierzący i praktykujący, jest niezrozumiałe.


Program "Top model" nie kojarzy się z religią. Wiele osób mogłoby ci nawet zarzucić, że pokazywanie ciała przed kamerą jest niemoralne. Jak udaje ci się pogodzić to, w co wierzysz, z show-biznesem?


Sam show-biznes nie kłóci się wiarą. Nawet dla tzw. aktów nie znalazłem w Biblii bezpośredniego zakazu. Nie jestem ich zwolennikiem, ale wiem, że są ludzie, którzy uznają estetykę ciała i jest to dla nich do zaakceptowania. W "Top model" poszedłem na pewien kompromis - nago widziało mnie może kilkanaście osób, które akurat znajdowały się w studiu. Mogę to porównać do wyjścia na saunę. Z widzów nie widział mnie nago nikt. Byłem zakryty na zdjęciu i czuję, że nie mam sobie nic do zarzucenia. Od tego, czy się rozbiorę, czy nie, o wiele ważniejsze jest zachowanie pewnej wstrzemięźliwości i szacunku do własnego ciała.


Jesteś w Liturgicznej Służbie Ołtarza i w czasie Mszy świętej posługujesz jako lektor. Czy poleciłbyś coś takiego młodym chłopakom?


Moja babcia wysyłała mnie do zakrystii, gdy miałem sześć lat. Na początku tego nie chciałem, ale później się przekonałem. Stwierdzam u siebie takie lekkie ADHD (śmiech). Nie mogę usiedzieć na miejscu; zawsze muszę coś robić. Służenie przy ołtarzu pozwala mi czuć się bardziej użytecznym w Kościele. Dzięki takiemu zaangażowaniu mogę mieć też wgląd w wewnętrzne sprawy Kościoła.


Wielu osobom wiara kojarzy się tylko z chodzeniem na Mszę świętą. Ale gdy się zaangażujemy, możemy dostrzec dużo więcej. To może przybliżyć do Boga.


W "Top model" mówiłeś o księdzu, który zmienił twoje życie. Kim jest ten kapłan?


To przede wszystkim wspaniały chrześcijanin i ksiądz z powołania. Patrząc na dzisiejszą krytykę Kościoła katolickiego, jest mi przykro, że nie są w niej brani pod uwagę ludzie, którzy może nie prowadzą bezbłędnego życia - bo tak się nie da - ale są dobrymi ludźmi, mają czyste serca i prowadzą życie zgodne ze swoim sumieniem. Szkoda, że się o nich zapomina.


Czy masz jakieś miejsce w Warszawie, gdzie najbardziej lubisz się modlić?


Wraz ze wspólnotą zabraliśmy się ostatnio do Niegowa - małej miejscowości niedaleko Warszawy, w której znajduje się dom opieki społecznej. Mieliśmy tam godzinne dyżury przed Najświętszym Sakramentem. Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie; musiałem jakoś przeboleć wstanie o piątej rano, żeby się pomodlić. Ale jak już ukląkłem przed Chrystusem, okazało się, że jedna godzina mi nie wystarczyła. Było to wyjątkowe przeżycie.


Jeśli chodzi o Msze święte, chodzę do kościoła parafialnego. Bardzo lubię też nabożeństwa w kościele św. Anny. Generalnie, świetnie, gdy Eucharystia jest żywa, gdy gra jakiś zespół lub śpiewa chór. To buduje bardzo pozytywną atmosferę.


Zaangażowałeś się jakiś czas temu w promowanie Europejskiego Spotkania Młodych organizowanego przez wspólnotę z Taizé. Jak poznałeś tę wspólnotę? Co ona dla ciebie znaczy? Dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w promocji tego wydarzenia?


Najbliższe spotkanie jest organizowane w Madrycie. Poznałem ich przez księdza z jednej z warszawskich parafii, który zorganizował wyjazd do Taizé. Osobiście znał Brata Rogera i dużo wiedział o tym, czym jest ta wspólnota. Aktywnie zachęcał nas do tego, żebyśmy wzięli udział w spotkaniu w Taizé. Do dzisiaj jest to dla mnie jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, które jest namacalnym rajem na ziemi, odbiciem królestwa Bożego, gdzie panuje czyste dobro, ludzie są dla siebie życzliwi i atmosfera przesiąknięta jest serdecznością.


Poznałem na ŚDM jednego z braci, próbowałem wtedy swoich sił w dziennikarstwie, szukałem jakiejś fajnej historii do wywiadu. Zapytałem, czy w ich wspólnocie zdarzają się jakieś cuda, coś niesamowitego, on niestety nic mi nie wskazał, więc stwierdziłem, że to jest nudne miejsce i nie warto o nim pisać.


Jednak po swoim pobycie tam zupełnie zmieniłem zdanie, zobaczyłem na własne oczy to, co jest opisane w Biblii. Wtedy cała wiara staje o wiele bardziej żywa, kiedy wiesz, że każdy w twoim otoczeniu jest wierzący, a łącznikiem ich wszystkich jest Jezus Chrystus. To jest kapitalny klimat, polecam każdemu. Na tym polega też moim zdaniem zadanie influencera, że powinno się mieć jakiś wpływ nie tylko komercyjny na innych, ale zmieniać mentalnie ludzi i kształtować to, co sądzą na dany temat.


W czasie castingu do "Top model" stwierdziłeś, że w swojej rodzinie pełnisz rolę ojca. Jakie to uczucie? Czy czasem nie brakuje ci taty? Czy czujesz się przez to bardziej odpowiedzialny za swoich bliskich?


Nie chcę brzmieć jak sierotka, która sobie nie radzi w życiu, i oczekiwać, że Bóg załatwi wszystko za mnie. Jestem dorosły i pewnych problemów, które wynikały w moim życiu z braku posiadania ojcowskiego autorytetu, już nie mam. Miałem kiedyś z tym związane problemy. Szukałem sobie autorytetów na podwórku, więc tym bardziej zależy mi, żeby mieć dobry wpływ na ludzi. Wiem, jak łatwo można zaufać nie tej osobie i się na niej wzorować.


Na pewno nauczyło mnie to odpowiedzialności, ponieważ bywam bardziej opiekuńczym bratem niż chciałaby tego moja siostra (śmiech). Wydaje mi się jednak, że kiedy połączyłem swój rozsądek z odpowiedzialnością, to zacząłem budować bardzo dobre relacje ze swoimi bliskimi. Jestem dla nich, kiedy trzeba. Myślę, że chodzi o ofiarowanie im czasu, miłości, wyrozumiałości i na tym zdaje się polega bycie opiekuńczym.


Czy brakuje mi taty? W tym momencie nie, bo się przyzwyczaiłem. Nigdy nie miałem z nim bezpośredniego kontaktu, dlatego ciężko, żeby mi brakowało. Cieszę się jednak, że mam osoby wokół mnie, na których mogę polegać. To są przyjaciele, najbliżsi. Dla nich staram się być najlepszy, jaki potrafię.


Czy wybierasz się do Panamy na ŚDM?


Nie, za późno zacząłem to planować i już się nie uda.


Czujesz, że musisz mówić otwarcie o swojej wierze w środowisku show-biznesu?


Nikogo nigdy nie nakłaniam do wiary. Nie "nawracam" też na katolicyzm, bo wiem, że są na tym świecie osoby, które nie są katolikami, a tak samo są przekonane do swojej wiary. Nie jestem od tego, żeby je oceniać i sprawdzać, co jest w ich sumieniu. Wierzę w to, że jest jeden Bóg i sztywno się tego trzymam.


Bardziej zależy mi na tym, żeby publicznie łamać pewne stereotypy o ludziach wierzących, takie jak na przykład, że chrześcijanin nie może albo nie potrafi dobrze się bawić, że Kościół jest miejscem dla starszych pań, które tylko odmawiają różaniec. Wiara jest żywa, daje bardzo wiele optymizmu, psychologicznie daje bardzo wiele pozytywnych skutków.


Wydaje mi się, że w świecie, w którym ignorowana jest duchowość, najlepszą drogą jest wiara. I bardzo często wchodzę tutaj z innymi ludźmi w dyskusje. Wielu rzeczy nie wiem i nie jestem pewny, ale kiedy widzę, że ktoś ma problem z wiarą lub z jej przedstawicielami, to staram się z kimś takim rozmawiać, pokazać mu, że można inaczej. Ale nikogo nigdy nie zmuszam do wiary. Mam 21 lat. Nie czuję się autorytetem, żeby kogoś pouczać.


Jest coś, co chciałbyś zmienić w Kościele?


Na pewno nie podoba mi się takie autorytarne podejście. Przykład? Kiedy ksiądz spotyka się z biskupem, całuje go po rękach. To jest dla mnie przykład czegoś bardzo starodawnego. Denerwują mnie też inne zachowania, w których duchowni są jakby "wyżsi" od przeciętnego świeckiego. Chciałbym, żeby księża i biskupi byli jak najbardziej ludzcy. Chciałbym, żeby w mówieniu o wierze w centrum zawsze była stawiana miłość, a nie listy wymagań, które trzeba spełnić, żeby należeć do Kościoła.


Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy są w twoim wieku i szukają autorytetu?


Parafrazując znane powiedzenie, uważam, że mówienie jest srebrem, a pytanie i słuchanie złotem. Trzeba szukać, informować się, być w ruchu. Kościół za bardzo kojarzy się tylko z pobożnymi nabożeństwami, a za mało z żywą wiarą.