Spowiedź z grzechów lekkich. Kiedy trzeba, a kiedy nie?

Paweł Krupa OP
data09.03.2018 15:00

(fot. shutterstock.com)

Grzechy lekkie są drugorzędną materią spowiedzi i gładzi je już sam akt zwyczajnego, prywatnego żalu za grzechy. Skoro tak, to czy jest sens mówić o nich w konfesjonale?

 

Wydaje mi się, że jest. Grzechy lekkie są bo­wiem jak kurz, który się zbiera na powierzchni lustra. Sam w sobie drobny i niepozorny - wy­starczy przetrzeć szmatką i znów szklana po­wierzchnia będzie odbijać wszystko jak należy, nasza dusza będzie odbijać światło Bożego oblicza. Jednak zdarza się czasem, że kurzu nagromadzi się tak dużo i tak złośliwie się on do lustra przyczepi, że zwykła szmatka już nie wystarcza. Grzechy lekkie potrafią oble­pić naszą duszę do tego stopnia, że czujemy się naprawdę duchowo ociężali i zbrukani, choć właściwie nic bardzo poważnego się nie zdarzyło.

 

Wtedy na pewno jest czas na sakramentalną spowiedź, czyli na wezwanie specjalnej łaski Bo­żej, która oczyszcza w nas to, czego sami, aktem żalu, już nie bardzo potrafimy doczyścić. To pro­ste porównanie, takie katechetyczne, może dziecinne. Czasem jednak proste przykłady najlepiej oddają skomplikowane duchowe prawdy.

 

 

Jest jeszcze jedna sprawa, o której chcę powie­dzieć, a która dotyczy grzechów nałogowych bądź takich, które popełniamy często. Jesteśmy nimi zmęczeni, denerwujemy się na siebie, czu­jemy wstyd i zakłopotanie, że znowu "to" się zdarzyło. Mamy poczucie przegranej, a czasem prawdziwej klęski.

 

Po pierwsze, trzeba dużej cierpliwości. Na­prawdę! Czasem najtrudniej jest nam być cierp­liwym wobec nas samych. Jesteśmy dla siebie często w pierwszej kolejności nie do zniesienia. Popatrzcie wtedy na siebie przez okulary Ewan­gelii. Zauważcie cierpliwość i łagodność Jezusa wobec ludzkich grzechów i słabości. Zobaczcie, jak spokojnie, łagodnie i uporczywie odpuszcza i uzdrawia. Jak rzadko traci cierpliwość, a na­wet wtedy nie kończy się to potępieniem i od­rzuceniem człowieka, choć ostre słowa padają pod adresem ludzkich czynów.

 

Po drugie, nie postrzegajcie spowiedzi jako klęski. Tak czasem na nią patrzymy, bo łączymy ją z faktem kolejnej duchowej i moralnej poraż­ki. A przecież - zwłaszcza w przypadku grze­chów, które często się powtarzają - spowiedź nie jest klęską, tylko właśnie zwycięstwem! Przychodzę do Chrystusa, wyznaję Mu grzech, proszę o łaskę przebaczenia i moja wina jest zmazana mocą Jego miłosierdzia. I to ma być klęska? To jest prawdziwe, radosne, wielkie zwycięstwo. Chrystus cieszy się z naszego po­wrotu, a nie gdera zgryźliwie: "O rety, znowu tu przylazł". To my gderamy na siebie, to my obrzucamy się błotem, czasem do tego stopnia, że wmawiamy sobie, że spowiedź nie ma sensu, skoro takie z nas duchowe safanduły.

 

To tylko fragment tekstu. Dalsza część TUTAJ
 
*  *  *
 
Naucz się dobrze spowiadać - okres Wielkiego Postu bezpośrednio kojarzy się ze spowiedzią. Ale czy na pewno potrafimy dobrze z niej korzystać? Przez kolejnych pięć tygodni nauczymy się spowiadać  tak, że przykra i stresująca do tej pory czynność zamieni się w spokojne i pełne pokoju spotkanie z Miłością. Kanwą dla całego kursu będzie 5 warunków dobrej spowiedzi, a przewodnikiem i nauczycielem dominikanin, ojciec Paweł Krupa OP. W każdy piątek na DEON.pl