Ojciec kłamstwa a media

Jacek Siepsiak SJ Jacek Siepsiak SJ
data25.03.2019 09:00

(fot. depositphotos.com)

"To my kształtujemy naszą bańkę informacyjną. Wąż kusi do decydowania, co jest dobre, a co złe w tej bańce, do takiego jej zamknięcia, by nie docierały do nas wezwania Ewangelii" - pisze Jacek Siepsiak SJ.

 

Ktoś mnie oszukuje. Takie mamy nieraz wrażenie, gdy analizujemy własne myśli. Chodzi mi po głowie coś, co odbiera mi radość. Dlaczego? Przecież tego nie chcę. Gdyby to ode mnie zależało, nie niszczyłbym mojego dobrego samopoczucia. Stąd wniosek: to nie ja produkuję te myśli, to ktoś z zewnątrz, ktoś inny. Owo źródło nazywamy złem, a wielu nazywa Złym.

 

Niezależnie od tego, czy wierzymy w istnienie aniołów (a zatem i upadłego anioła), czy też uważamy, że to tylko taki (właściwy dla ówczesnej kultury) sposób mówienia o spotkaniu z Bogiem (lub utrudnianiu tego kontaktu), dostrzegamy zło, które do nas przychodzi z zewnątrz. Oprócz złego wychowania, kataklizmów, chorób, porzucenia, upośledzenia społecznego, zatrucia środowiska itp. mamy jeszcze do czynienia z dręczącymi nas myślami, emocjami, obawami i pragnieniami... Nie do końca potrafimy je przecedzić i odróżnić to, co rodzi się w naszym mózgu, od tego, co jakoś się narzuca i wpływa na nasze wybory (z zewnątrz).

 

Ale nawet jeśli nie potrafimy nazwać źródła zła, to wiemy, że to zło jest złem. I jeśli hodujemy w sobie zło, jeśli pozwalamy mu na dojrzewanie, to nie jesteśmy bez winy. Mamy wpływ nie na istnienie "podszeptów", ale na to, co z nimi robimy. I pewnie na tym powinniśmy się skupić. Co nie neguje potrzeby badania źródeł, bo przecież wtedy łatwiej o skuteczną walkę. Czy pójdziemy do psychologa, czy do spowiednika, to i tak to my podejmujemy stosowne decyzje czy wręcz walkę.

 

W Biblii działanie zła jest nazywane działaniem ojca kłamstwa lub kogoś, kto dzieli (demon) lub oskarża (diabeł). Stoi za tym prawdopodobnie intuicja autorów wskazująca jako złe to, co nas oddziela od dobra, co nas oszukuje na jego temat i w efekcie chce, byśmy mu nie tylko nie ufali, ale jeszcze czuli się odrzuceni i oskarżeni przez to, co może być dla nas źródłem dobra. Inaczej mówiąc: niszczy naszą relację z Dobrym, z Bogiem.

 

To może być działanie pod pozorem dobra. Sprawiedliwość jest dobrem, a bywa używana przeciw miłosierdziu. Bezpieczeństwo jest dobrem, a może służyć jako "straszak" przeciw miłości i zaufaniu. Kłamstwo bywa bardzo subtelne.

 

Kuszenie w raju było pod pozorem ocalenia. Wąż troszczył się o ludzkie życie. Jego pierwsze pytanie jest mistrzowskie: "Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?". Według opisu stworzenia ludzie mieli się żywić owocami z drzew tego ogrodu. Zakaz ich jedzenia oznaczałby śmierć. Wąż niby tylko pyta, ale jednocześnie sugeruje, że Bóg chce śmierci ludzi (śmierci z głodu). To, czego żąda Bóg, jest absurdalne i prowadzi do śmierci. Stąd wniosek (subtelnie sugerowany): lepiej nie słuchać Boga, lepiej Mu nie ufać. Co prawda Ewa zaprzecza: "Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli", ale już w tym zaprzeczeniu widać, że ziarno nieufności i podziału zostało zasiane, bo Bóg o niedotykaniu nic nie mówił, a ona na wszelki wypadek to dodała. To na "wszelki wypadek" jest wyrazem chęci ucieczki. Ciekawość jest zastąpiona oddalaniem się. Lepiej się nie zbliżać, nie dotykać, bo to, co dał Bóg, jest groźne. Lepiej nie próbować zrozumieć, dlaczego nie zadawać pytań, nie dialogować z Tym, który jest oskarżony (poprzez sugestię węża) o chęć zabicia ludzi. Lepiej Mu się nie narażać, by nie dać powodu do gniewu, do walki z nami. 

 

To wrażenie zostaje wzmocnione przez węża następnym zdaniem: "Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło". Czyli: Bóg jest waszym rywalem. Nie można Mu ufać. Nie chce się podzielić z wami tym, co ma.

 

Wąż zasiewa wątpliwości co do prawdziwych intencji Boga. Sugeruje, że Bóg coś ukrywa, że jest inaczej niż mówi, że oszukuje. Wąż kłamie, oskarża i w efekcie dzieli.

 

To nie dotyczy tylko Ewy i Adama. To dotyczy każdego z nas. Stąd nazywane jest grzechem pierworodnym. Jesteśmy kuszeni do tego, by nie ufać Bogu i ważnym dla nas osobom, osobom, które kochamy. W swoich myślach oskarżamy je, dajemy się od nich oddzielić i to w oparciu o nieprawdę, o domysły, sugestie i pomówienia (albo choćby tylko o przekonanie, że to jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe).

 

Chciałbym zaprosić do popatrzenia z tej perspektywy na naszą relację z mediami.

 

Z jednej strony są one oskarżane o wszystko, co złe. Są jakby takim współczesnym wcieleniem diabła. "To są diabły wcielone". I można powiedzieć, że bardzo często oskarżają, posługując się  manipulacją, oszukują i dzielą ludzi. A z drugiej strony obnażają obłudę, mechanizmy zła, kłamstwa i fałsz… Potrafią też umacniać w dobrym, dodawać ducha, pomagają uczyć się i nawiązywać przydatne relacje.

 

Czy to oznacza, że możemy wobec nich zastosować te same reguły, jakie podsuwała nam tradycja, by łatwiej było rozeznawać, co jest od dobrego, a co od złego ducha? Warto spróbować.

 

Jeszcze ćwierć wieku temu mówiono, że największym sukcesem szatana jest to, że obecnie o nim się nie mówi. Milczenie na jego temat miało być zasłoną umożliwiającą mu dyskretne działanie. Taka dyskrecja miała służyć zaskakiwaniu. Ludzie nie broniliby się, bo nie wiedzieliby, że są atakowani.

 

Obecnie o szatanie mówi się dużo więcej. Ma to nas skłaniać do czuwania, do tego, by wystawiać warty, by szykować się do obrony. Ale bywa, że moc szatana jest przedstawiana tak sugestywnie, że ręce obrońców mdleją, chęć walki jest paraliżowana strachem i ludzie tracą wszelką nadzieję. Łatwiej się poddają, uważając, że wszelki wysiłek i starania nie mają sensu. Jedyne, co im pozostaje, to uciekanie się do magii. To znaczy tej "przemożnej" sile zła nie potrafią się czynnie przeciwstawić, więc szukają jakiejś innej "przemożnej" siły, która by ich zastąpiła i jednocześnie zwolniła z moralnych wysiłków. "Niech się tłuką ponad naszymi głowami". Stąd popularność filmów o różnych potworach czy maszynach walczących o człowieka, popularność amuletów, opowieści o duchach, opętaniach i egzorcyzmach.

 

Również wobec mediów możemy wpaść w jakąś skrajność. Możemy lekceważyć ich siłę i łykać bezkrytycznie wszystko, czym nas karmią. Lub tak je demonizować, tak straszyć ich tajemniczą i niewyobrażalną siłą, iż paraliżujący strach nakaże nam zupełną ucieczkę, odcięcie się od informacji i od komunikacji.

 

W obydwu przypadkach rezygnujemy z wypracowywania zdrowych reakcji na przekaz medialny. I to jest wspólny mianownik. Ucieczka od odpowiedzialności.

 

Kościół w swoim tradycyjnym nauczaniu podkreślał, że diabeł nie może więcej, niż mu pozwolimy, że jego działanie nie zwalnia nas z odpowiedzialności, że wobec zła jesteśmy wolni. (Inaczej zwycięstwo Chrystusa by nas nie dotyczyło).

 

Zatem warto chyba czuwać i oceniać to, co podsuwają nam media. Warto nabierać wprawy i mieć wyczulony nos na "smród siarki" (czyli manipulacji i subtelnych kłamstw). Warto zachowywać dystans wobec zbyt łatwych oskarżeń oraz tych, którzy dzielą, by rządzić.

 

Wobec zła szukamy też pomocy innych osób, specjalistów. Nieraz niestety chcemy, by nas zastąpili, by wzięli na siebie odpowiedzialność, by podejmowali za mnie decyzję, co mi wolno, a czego nie. Na szczęście coraz częściej szukamy takich, którzy mają nam tylko pomóc w podejmowaniu wyborów, w uświadamianiu naszych motywacji, w szerszym spojrzeniu na różne mechanizmy. Towarzyszą naszemu rozeznaniu.

 

Internet otworzył nam dostęp do lawiny informacji, do ogromu, którego nie potrafimy ogarnąć, do siły, która wydaje się nadprzyrodzona (bo przerasta ludzkie siły). Chyba musimy szukać pomocy u specjalistów, u dziennikarzy godnych zaufania. I znowu nie chodzi o kogoś, kto zdejmie ze mnie odpowiedzialność, kto tylko będzie mi mówił, co mi wolno oglądać, a czego nie. Chodzi o ludzi, którzy potrafią towarzyszyć, znają przydatne reguły rozeznawania, mają wyczucie.

 

Jezus powiedział: "I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?" (Mt 5,47). Pozdrawianie wtedy nie oznaczało tylko pomachania ręką. To było zatrzymanie się, pogadanie, wspólna przekąska itp. Czy w mediach społecznościowych "pozdrawiam" tylko "swych braci"? Czy jako chrześcijanin usuwam kogoś z grona znajomych dlatego, że jest nieprzyzwoity, wulgarny lub kłamie, czy raczej dlatego, że jest "nieprzyjacielem", że głosi poglądy, z którymi mam kłopot? Miłość nieprzyjaciół może prowokować zło (Złego) do oskarżania tych nieprzyjaciół, do straszenia nimi, do kłamliwego sugerowania różnych niegodziwości… Gdy ulegniemy, nasza bańka informacyjna staje się "chórem pochlebców". Tak naprawdę sami sobie schlebiamy, utwierdzamy się w naszym stanowisku i godzimy w naszą zdolność do interakcji, do rozwoju. To my kształtujemy naszą bańkę informacyjną. Wąż kusi do decydowania, co jest dobre, a co złe w tej bańce, do takiego jej zamknięcia, by nie docierały do nas wezwania Ewangelii.

 

W mediach społecznościowych też można miłować bliźniego jak siebie samego. Można być dobrym Samarytaninem opiekującym się napadniętym, doprowadzonym do skrajności przez hejt lub być kapłanem (lewitą), który poszedł sobie dalej.

 

Odwieczna walka dobra ze złem jest odwieczna. Dlatego od niej nie uciekniemy. Możemy wybrać broń: zabobonny lęk i izolację lub otwarcie na trudne dobro. I to każdy z nas, niezależnie od tego, czy używa dużej czy małej litery, gdy pisze o źródle kłamstwa.

 

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe"

 

*  *  *

 

Gdzie diabeł nie mówi dobranoc. Czyli jak poprawnie rozmawiać o szatanie | Filmy z egzorcystami, publikacje książkowe, medialne, rekolekcje i konferencje z milionami wyświetleń, w czasie których mówi się o tym, co diabeł powiedział w czasie egzorcyzmu. Popularność mówienia o tych tematach jest zauważalnie większa niż jeszcze kilkanaście lat temu. Co stało się, że tak bardzo zaczęliśmy interesować się diabłem? W tym cyklu pokażemy, jak poprawnie rozmawiać o złym, opiszemy najczęstsze błędy chrześcijan, jakie popełniają w myśleniu o szatanie, pomożemy zrozumieć, co tak naprawdę Kościół mówi o złym duchu i czy faktycznie jest się czego bać. Swoimi refleksjami podzielą się: Dariusz Piórkowski SJ, Wojciech Werhun SJ, Marek Blaza SJ, Wacław Oszajca SJ, Jacek Siepsiak SJ, ks. Sławomir Sosnowski, Krzysztof Krajewski-Siuda i Wojciech Surówka OP