Wtedy masturbowałam się po raz pierwszy. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo ten jeden błąd zmieni moje życie

dodał(a):  Anonimowy
data11.08.2018 07:59

(fot. Anthony Tran / unsplash.com)

Na wstępie powiem tylko, że nie chciałabym zdradzać swojego imienia, jednak czuje, że ta historia może wielu ludziom pomóc.

 

Zaczęło się bardzo niewinnie. Jestem trzecim dzieckiem moich rodziców, mam starszą siostrę i starszego brata. Gdy byliśmy dziećmi było wspaniale. Spędzaliśmy razem czas na zabawie. Pamiętam, że zawsze gdy byłam chora, moje rodzeństwo organizowało mini występy, aby poprawić mi nastrój. Jednak taki stan nie trwał długo.

 

Gdy byłam w podstawówce, zaczęły się problemy z moim bratem. Zaczął się zmieniać, oddalać od nas, z biegiem czasu coraz mniej nas łączyło. Pamiętam, że bardzo się buntowałam na jego zachowanie i coraz bardziej stawał się on dla mnie zupełnie obcym człowiekiem. W tym czasie mój tata wyjechał za granicę, aby zarobić na nasze utrzymanie. Moja mama została sama z trójką dzieci, z czego najstarsze było w okresie buntu i dojrzewania. Niestety wybuchały coraz częściej kłótnie. I tak zaczęła się cała historia.

 

Był to czas, kiedy cała - tak mi się wtedy wydawało - uwaga była skupiona na nim. Moja mama za wszelką cenę chciała mu pomóc, z powrotem "przywrócić " go do naszej rodziny. Niestety nie udawało jej się.

 

Pojawiały się coraz większe problemy. Byłam za młoda, aby wszystko rozumieć. Częste kłótnie w domu zaczęły też źle wpływać na moją psychikę. Z natury jestem bardzo wrażliwa i emocjonalna, więc takie sytuacje bardzo mocno mnie dotykały.

 

Moja depresja nie była dziełem szatana >>

 

Moi rodzice nas bardzo kochają i do końca życia będę im wdzięczna za wszystko, co dla nas zrobili, jednak ta sytuacja zaczęła przerastać każdego. Nie rozumiałam, czemu mój brat się od nas oddala, nienawidziłam go, gdy mama przez niego płakała. To wszystko zaczęło mnie przerastać. Z bratem traciłam coraz bardziej kontakt.

 

W drugiej klasie gimnazjum, miałam chyba 14 lat, byłam na mojej trzeciej imprezie w życiu, gdzie poznałam faceta o 6 lat starszego. Tego wieczoru pierwszy raz się całowałam z chłopakiem, ale nie tak to sobie wyobrażałam. Było strasznie. Ten wieczór wiele zmienił. W tym samym roku pierwszy raz dopuściłam się samogwałtu. Czułam się nijak. Nie czułam zupełnie nic.

 

Nie wiedziałam, nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo ten jeden błąd zmieni moje życie. Po jakimś czasie te incydenty zaczęły się częściej powtarzać, aż stały się regularne. W tym okresie zauważyłam, że coś jest ze mną nie tak. Patrzyłam na siebie w lustrze i nie widziałam młodej dziewczyny pełnej radości z życia. Widziałam brzydką i grubą dziewczynę, która na pewno nikomu by się nie spodobała.

 

Coraz częściej czułam do siebie obrzydzenie tym, co robiłam. Pomyślałam więc, że na pewno lepiej się poczuję, gdy schudnę, będę wtedy ładniejsza i atrakcyjniejsza, więc od razu świat stanie się prostszy i przyjemniejszy. Zaczęłam ćwiczyć i mniej jeść. Po miesiącu mój cały dzień to były ćwiczenia, a jadłam coraz mniej.

 

Doszło do momentu, gdy nie miałam już siły się ruszać, a mój dzienny posiłek to były 2 suchary o wartości 100kcal. Nie wiedziałam, co mam robić, a jedyne co przychodziło mi do głowy, to wymierzenie sobie sprawiedliwej "kary". Tak zaczęłam się ciąć. Cięłam się za każdym razem, gdy za dużo zjadłam czy w momencie, gdy dopuściłam się samogwałtu. Zadawanie sobie ran było dla mnie czymś w rodzaju pokuty.

 

Moje ręce już były na tyle pocięte, że nie miałam jak tego zakrywać. Wiązałam chusty na ręce, często też starałam się przykryć rany pod dużą ilością bransoletek. Jednak w głębi serca chciałam, aby ktoś to zauważył. Chciałam, aby ktoś wziął mnie za rękę i powiedział, że mi pomoże. Jednak tak się nie stało. Nikt tego nie widział, nikt mi nie pomógł. Pewnego dnia byłam sama w domu. Rodzice byli w pracy, a ja nie szłam do szkoły, bo po prostu nie miałam na to siły. Czułam się strasznie, czułam że nie ma dla mnie ratunku.

 

Skoro nikt nie widzi, co się ze mną dzieje, to widocznie nie chcą widzieć, widocznie nie jestem dla nich nic warta. W mojej głowie kłębiło się tyle myśli, tyle pytań i pretensji. Miałam tak ogromny żal w sercu, że nikt się mną nie zainteresował. Miałam dosyć. Wtedy, już nie po raz pierwszy, pomyślałam o tym, aby to skończyć. Nie widziałam sensu w moim życiu. Miałam wrażenie, że tylko przeszkadzam. Poszłam do kuchni, wzięłam nóż i to był ten moment, w którym powinnam podjąć ostateczną decyzje.

 

Jak popełnić samobójstwo? >>

 

Jednak nie potrafiłam, nie potrafiłam wykonać tego ostatniego kroku. Upadłam na ziemię i po raz pierwszy od bardzo dawna zaczęła się modlić, a bardziej krzyczeć na Boga, że do tego dopuścił. Pytałam go, dlaczego do tego doprowadził, czemu mi to zrobił. Krzyczałam, przeklinałam i błagałam, aby mi pomógł, bo sama sobie nie poradzę. Leżałam na ziemi chyba przez pół godziny nie mając siły się podnieść. I wiecie co? On mnie nie zostawił. W tym okresie rodzice zauważyli, że strasznie schudłam, zaczęli mnie pilnować w jedzeniu, nie cięłam się już. Od tamtego dnia nie zrobiłam na swoim ciele ani jednej kreski. Czułam, że ktoś chce mnie na tym świecie, że to nie jest na mnie pora. Bóg ma dla mnie plan, a ja ten plan chce wypełnić.

 

Od tamtej pory nie jestem sama i nie oznacza to, że od tamtej pory nic złego się nie dzieje w moim życiu - wręcz przeciwnie, cały czas muszę walczyć o siebie i swoje życie. Otacza nas bardzo niebezpieczny świat, w którym jest wiele pokus, którym często ulegamy. Jednak nawet teraz, gdy upadnę, jest ktoś, kto zawsze mnie podniesie, nie ważne w jakim gównie się znalazłam. On mnie kocha, a ja kocham Jego.

 

Teraz Jezus jest moim Panem i moim przyjacielem. W nim pokładam swoją ufność i nadzieję, bo On umarł za mnie, to On za mnie umarł, abym mogła żyć.
 
To Bóg oddał swojego jedynego Syna na śmierć, aby mnie uratować. Wierzę, że moja historia nie wydarzyła się po nic. Teraz w tym miejscu chciałabym powiedzieć każdemu, kto myśli, że nie ma już ratunku, kto czuje się samotny - chcę teraz [owiedzieć Wam, że nie jesteście sami! Bóg jest z tobą! Nawet jak teraz myślisz, że Jego nie ma przy tobie, On jest najbliżej, On cały czas jest obok i czeka. Czeka na to, jak tylko Go dostrzeżesz i pozwolisz mu działać w swoim życiu. Nie bój się, nie poddawaj się, nie pozwól, aby zło tego świata Ciebie zniszczyło. Pamiętaj, że jest coś więcej, jest coś, co nie dorównuje temu, co nam ten świat proponuje. To jest niebo, to jest miejsce do którego Bóg chce abyś trafił! Ale jeszcze nie teraz, jeszcze masz wiele zadań i rzeczy do wykonania tu, na ziemi. Nie bój się i idź za nim, za Jego słowem. Bóg chce Ciebie, właśnie Ciebie.
 
On nikogo nie pomija, nikogo nie potępia. On tak bardzo Cię kocha, że Swojego syna oddał na śmierć. Zrobił to po to, abyśmy mieli życie wieczne. Bracie, siostro nie jesteście sami i nigdy nie byliście. Bóg was kocha, tylko dajcie Mu szanse i zaproście go do swojego życia.