"Latami próbowałam leczyć depresję modlitwą. Byłam ślepa" [ŚWIADECTWO]

M.
data29.06.2019 08:00

(fot. Eric Ward / unsplash.com)

Bóg jest lekarzem dusz, uzdrawia nasze serca i głowy, leczy choroby. Nigdy w to nie wątpiłam, co więcej, ja w to na tyle głęboko wierzyłam i tak opacznie rozumiałam, że próbowałam przez lata leczyć swoją depresję przez modlitwę, w Kościele.

 

Mimo, że spotkałam mądrego księdza na swojej drodze, który zauważył, że część moich grzechów to nie grzechy, lecz wynik mojej choroby i że to problem do rozwiązania w gabinecie psychoterapeutycznym, a nie w konfesjonale, to mimo tego, ciągle odwlekałam wizytę u specjalisty.

 

Przecież Bóg mi pomoże, skoro mnie kocha. Jakoś niewytłumaczalnie trudno było mi zrozumieć, że potrzebuję się diagnozować i leczyć. Ponad rok temu miałam atak paniki, nie pierwszy, od lat się z nimi męczyłam, ale ten był wyjątkowo ciężki.

 

Czas sesji, dużo stresów, zupełnie nie radziłam sobie z emocjami. Za mną nieprzespane noce, ogarniająca bezradność, czułam się tak źle fizycznie, iż chciałam, żeby Bóg zabrał mnie z tego świata. Bałam się umierać, bałam się śmierci, ale realnie czułam, jak umieram każdego dnia, jak boli mnie ciało i dusza, wydawało mi się, że jestem w sytuacji bez wyjścia, tak długo próbowałam zawalczyć o swoje zdrowie modląc się i oddając Bogu swój smutek i nic, było tylko gorzej.

 

Ogarnął mnie tego dnia ogromny lęk, serce zaczęło walić mocno, uczucie ciepła w klatce piersiowej, zwymiotowałam z nadmiaru emocji, chciałam położyć się do łóżka i zasnąć, ale nie byłam w stanie, bo moje ciało było bardzo pobudzone.

 

Pojechałam więc do Kościoła na Mszę popołudniową, żeby się uspokoić.

 

Wchodząc przystąpiłam do spowiedzi, ksiądz dał mi za pokutę koronkę do Miłosierdzia Bożego. Całą Mszę przepłakałam. Zostałam jeszcze na dłuższą chwilę w Kościele, modląc się. Zawsze abstrakcyjne wydawało mi się wpisywanie do księgi wieczystej swoich próśb, ale teraz poczułam, że chcę to zrobić.

 

Napisałam tylko: Jezu, ulecz mnie, bo sama już sobie nie radzę. Zostałam jeszcze odmówić swoją pokutę i wyszłam.

 

Ledwie przekroczyłam próg Kościoła i ktoś zawołał za mną. Podszedł do mnie chłopak, który posługiwał na Mszy, powiedział, że ma dla mnie wiadomość od swojej patronki św. Faustyny, że ma mi przekazać, żebym niczym się już nie przejmowała, że moje życie się poukłada, że muszę zaufać Bogu.

 

Napisał mi na kartce numer i powiedział, że jak najszybciej muszę tam zadzwonić, żebym tego nie odwlekała.

 

Odprowadził mnie na przystanek, a ja wróciłam do domu. Następnego dnia rano zadzwoniłam.

 

Okazało się, że był to namiar do psychoterapeutki, która skierowała mnie do psychiatry. Ten zdiagnozował u mnie depresję i zaczęłam się leczyć. Dziś minął ponad rok od tamtego zdarzenia.

 

Dziękuję Bogu za to, że zesłał mi tego chłopaka, że zsyła mi wspaniałych ludzi, którzy są przy mnie i dzięki którym moje życie nabiera sensu. Chciałabym, żeby każdy kto czyta ten tekst i czuje niepokój w swoich ciele i widzi u siebie symptomy choroby, żeby nie zwlekał z tym ani chwili.

 

Bóg dając nam rozum i talenty chciał, żebyśmy nauczyli się z nich odpowiednio korzystać. On nas leczy, ale czasem posługuje się do tego ludźmi. Pozwólmy mu działać przez posługę innych. Nie przyjmujmy postawy ślepych czekających na cud.

 

Mojej choroby Bóg nie zabrał jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki, nadal walczę ze swoim lękiem i słabościami, nadal upadam i czasem wydaje mi się, że to wszystko nie ma zupełnie sensu, każdego dnia muszę walczyć, ale dziś mam w sobie siłę, żeby to robić.

 

Ta choroba uczy mnie każdego dnia, odkrywa przede mną coraz to nowe prawdy. Dziękuję za to Bogu i modlę się dziś za każdego, kto żyje w depresji, nie wiedząc, że to właśnie ta choroba ich dotyka. Za osoby, które nie mają pojęcia, co zrobić, które czują się bezradne i każdego dnia zatracają nadzieję, że kiedyś poczują się dobrze, które wciąż poddają pod wątpliwość swoje emocje, które obwiniają się za nie, które za wszelką cenę nie chcą przyznać przed sobą, że potrzebują specjalisty.

 

O siłę dla niech i odwagę. Ty, który czujesz, że Twoja dusza jest chora, pójdź do lekarza, mów o tym, nie bój się swoich uczuć. Nie czekaj na cud. Ty który jesteś obok, otwórz oczy, bądź bardziej wrażliwy na cierpienie drugiego człowieka i pamiętaj- depresji bardzo często nie widać. Ludzie z depresją to na zewnątrz szczęśliwe i spełnione osoby, tak nam się może mylnie wydawać.

 

Nie usypiaj swojej czujności. Nie pozwalaj innym czekać na cud. M.