Dzień, w którym papież doświadczył cudu Ojca Pio. Zakonnik pojawił się tuż przed jego tronem

WAM Roberto Allegri
data03.05.2019 08:00

(fot. deposit photos)

"Tajemniczy zakonnik uklęknął przed papieżem, pochylił się i ucałował go w stopę. Wszyscy słyszą jego głos. "Wasza Świątobliwość..." Papież zbladł i w tej chwili naprawdę nic go nie odróżnia od kamiennego posągu. Jego twarz przybrała barwę szaty i piuski na głowie."

 

"Nawet papież wierzy Gemellemu. Nawet Pius XI uważa stygmaty ojca Pio za fałszywe. Nic już nie da się zrobić..." Otwierają się drzwi i szybkim krokiem wchodzi papież. Wygląda jednak na zmęczonego: przygarbiona postać o ściągniętej twarzy, w białej sutannie. Zasiada obok biurka, na którym znajduje się jedynie krzyż. Spoza małych okrągłych okularów Pius XI przygląda się obecnym.


- Wszyscy znacie sprawę ojca Pio - mówi swoim przenikliwym i ustawionym niczym u aktora głosem. - Kongregacja Świętego Oficjum wypowiadała się już dwukrotnie. Wzięliśmy sobie do serca tę sprawę i uważnie się jej przyglądamy. Mówią nam, że ciągle napływają poważne oskarżenia przeciwko ojcu Pio i zakonnikom z klasztoru, w którym on mieszka. Mówią nam też, że utrzymuje się nabożeństwo ludności wobec domniemanych stygmatów, choć upominaliśmy i przestrzegaliśmy wiernych przed niebezpieczeństwem, na które się narażają. My uważamy, że rany ojca Pio nie są pochodzenia nadprzyrodzonego, co już zostało bardzo wyraźnie powiedziane w declaratio Świętego Oficjum. Zanim jednak podejmiemy dalsze postanowienia, pomyśleliśmy o zebraniu was, dostojni kardynałowie, abyśmy wszyscy razem podjęli jakąś decyzję. Trzeba też dodać, że niepokoje związane z próbą przeniesienia ojca Pio w inne miejsce poważnie nas zmartwiły. Sądzimy zatem, że potrzebna jest dalsza i ostateczna interwencja. Uważamy, że rozwiązaniem, bolesnym i zaproponowanym z ciężkim sercem, będzie suspensa a divinis...

 

Tak wyglądała ostatnia Msza św. Ojca Pio. "Stygmaty... Jezus go opuścił" - mówili świadkowie <<

 

Słowa papieża przez chwilę wiszą w powietrzu, w ciszy sali. Kardynał Silj ma nawet wrażenie, że je widzi, zawieszone w nieporuszonym powietrzu, w blasku lamp, niczym dojrzałe winne grona na winoroślach. Zamyka oczy, ogarnięty przygnębieniem.


Suspensa a divinis znaczy tyle, co zakaz sprawowania sakramentów, odprawiania mszy, spowiadania... Dla kapłana jest jak wyrok śmierci. "Wyrok śmierci dla ojca Pio..." - myśli Silj.

 

Przy oknie coś się poruszyło. Ktoś przechodzi przed zasłonami i chwilami zasłania przebłyski słońca, które znaczą brzegi tkaniny. Silj zauważa to i powoli zwraca się w tym kierunku. Czy naprawdę ktoś tam jest, czy też zasłona
poruszyła się sama?

 

Okna jednak są zamknięte, nie ma żadnego przeciągu, który mógłby przesunąć story. A jednak ktoś znajduje się na końcu sali, tam gdzie światło lamp jest mocno rozproszone. Nikt jednak nie może tam wejść! A już na pewno nie wtedy, kiedy Pius XI jest na zebraniu! Na zewnątrz stoją strażnicy, a sala jest zabezpieczona.


Niektórzy z kardynałów odwracają się i przecierają oczy. Zdaje się, że chcą coś powiedzieć, ale głos więźnie im w gardle. Teraz widzi i papież, który pozostaje nieporuszony niczym kamienny posąg.


Nadchodzi zakonnik w kapturze na głowie. Idzie, nie wydając żadnego dźwięku. Habit zakrywa mu stopy, kołysze się w takt kroków, a mimo to nie słychać nawet szmeru.


Nikt nie jest w stanie zapytać na głos, skąd ten mnich się tam wziął, jak minął strażników u drzwi. Nikt nie jest w stanie, gdyż widok tego milczącego zakonnika ukrywającego się pod brązowym kapturem, spod którego widać jedynie brodę ciemną niczym upierzenie kruka, jest tak absurdalny, że uniemożliwia działanie i mówienie.

 

Nie powoduje tego obecność zakonnika, choć nie da się jej wytłumaczyć.


To nie to.

 

W ostatnich chwilach przed śmiercią ojca Pio odwiedził tajemniczy gość <<


Kardynał Silj odrywa wzrok od tej wizji. Część jego świadomości podpowiada mu imię i myśl tak absurdalną, że pozostaje spowita mgiełką. A jednak... Zakonnik porusza się inaczej, nie jest przygarbiony i wydaje się też mniej wyniszczony, ale gdyby kardynał Silj mógł coś zrobić, to przysiągłby, że chodzi o ojca Pio.

 

Ojciec Pio! Ale ojciec Pio jest w San Giovanni Rotondo, w klasztorze. Odkąd przybył do tej wspólnoty prawie przed dziesięcioma laty, nigdy jej nie opuszczał. Nie może być tutaj, w Watykanie, przed papieżem.


Ponieważ teraz ten tajemniczy zakonnik uklęknął przed Piusem XI, pochylił się i ucałował go w stopę. Wszyscy słyszą jego głos. "Wasza Świątobliwość... Wasza Świątobliwość, proszę tego nie robić. Dla dobra Kościoła proszę nie pozwolić... proszę Was".


Papież zbladł i w tej chwili naprawdę nic go nie odróżnia od kamiennego posągu. Jego twarz przybrała barwę szaty i piuski na głowie. Tylko okrągłe okularki poruszane oddechem odbijają blask i dają do zrozumienia, że człowiek siedzący na tronie jest żywy. Nikt się nie odzywa. Wydaje się, że czas się zatrzymał. Sala napełnia się mocnym zapachem fiołków, który pojawił się nagle i jest tak intensywny, że przenika wszystkie przedmioty i szaty.

 

Zakonnik podnosi się z klęczek, przez chwilę stoi nieporuszony, po czym znika, pozostawiając wrażenie opróżnionej klepsydry. I dalej już nie ma nic, tylko światło przenikające spod zasłony mdławo rozjaśnia punkt, w którym wcześniej był habit. Nadal można też wyczuć zapach, który roznosi się niczym kadzidło podczas uroczystości.


Jako pierwszy otrząsa się ze zdumienia Pius XI. Jego wzrok staje się poważny, spochmurniały. Wstaje i zdecydowanym krokiem zmierza ku wyjściu. Zgromadzeni słyszą, jak głośno rozmawia ze strażnikami przy drzwiach.


- Dlaczego wpuściliście tego zakonnika?
- Wasza Świątobliwość, nie było tu nikogo! - Zakonnik, który tu był...  
- Wasza Świątobliwość, nie rozumiem, to Wasza Świątobliwość jako ostatni przekroczył progi. Nie wiem...
- Dobrze, dobrze. Błogosławię was... nadal pilnujcie!


Papież wraca do pozostałych, którzy są pochłonięci dyskusją. Słychać gwar głosów przypominających daleki pomruk grzmotów. Kardynałowie spoglądają na papieża, jakby mógł im coś wyjaśnić. Ojciec Święty ponownie zasiada na swoim tronie, tym razem jednak ciężko, jak gdyby nabrzmiał. Sprawia wrażenie wyczerpanego i musi zdjąć okulary, by palcami przetrzeć kąciki oczu.


- Dostojni kardynałowie, możecie się rozejść. Nasze zebranie przesuwamy... - mówi.
Być może na to właśnie purpuraci czekali, gdyż pospiesznie kierują się do drzwi.


- Zabraniam wam rozmawiać z kimkolwiek o tym, co tu się zdarzyło - dodaje surowo Pius XI. Następnie próbuje się uśmiechnąć: - Lepiej, aby nikt nie wiedział, że do komnat papieża można wejść pomimo straży...


Spogląda na szkarłatne szaty, które przesuwają się ku drzwiom.     
- Kardynale Silj - wzywa ponaglającym głosem. - Wasza Świątobliwość... - odpowiada kardynał. Papież czeka, aż zostaną sami.
- Augusto, kardynał zna San Giovanni Rotondo. I nie jest to pytanie.
- Proszę jechać tam natychmiast. Proszę udać się tam i zasięgnąć informacji. Chcę wiedzieć, gdzie dziś był ojciec Pio, co robił, czy wyjechał z klasztoru. Po- tem proszę zreferować to tylko mnie. Proszę jechać! Proszę jechać jak najprędzej!


Następnego dnia kardynał Silj spotyka Piusa XI w ogrodach watykańskich. Żwir, którym wysypane są ścieżki, skrzypi przy każdym ich kroku. Wokoło nich kwitną wiosenne drzewa, które splatają się między sobą niczym rzeźby, krzyżują gałęzie, tworząc przestrzenie i objętości, tunele i amfiteatry, ściany i parapety: wszędzie widać eksplozję zieleni i innych barw. Niebo nad papieskimi ogrodami wydaje się zaś jeszcze bardziej błękitne.


Obaj dostojnicy dochodzą do pozostałości teatru, gdzie cesarz Domicjan podejmował swoich gości.
- Wasza Świątobliwość - mówi kardynał Silj - wczoraj ojciec Pio nie ruszył się z klasztoru. Wcale nie wychodził... zresztą nigdy tego nie robi. Dokładnie wypytałem przełożonego. W tym czasie, kiedy byliśmy na zebraniu, w obecności Waszej Świątobliwości, ojciec Pio był w kościele i odmawiał oficjum.
- Kardynale Silj, eminencja wie, co to wszystko znaczy, prawda? - mówi Pius XI, spoglądając na kosa, który rozgrzebuje trawę.
- Nie jestem tego pewien, Wasza Świątobliwość.


Jeszcze kilka kroków alejką, w kierunku fontanny, która wyrzuca wodę, wydając dźwięk podobny do śmiechu dziecka.
- Powiedział "dla dobra Kościoła", pamięta eminencja? A zatem dla dobra Kościoła nie uczynimy niczego tak drastycznego. Módlmy się, drogi kardynale Silj, módlmy się o światło. Potrzebujemy światła, przynajmniej promienia, aby poruszać się we mgle tajemnicy.

 

Chcesz poznać dalszą historię stygmatów Ojca Pio? Przeczytaj książkę "Zanurzony w ogniu" >>

 

 

https://www.deon.pl/religia/swiety-patron-dnia/art,397,w-ostatnich-chwilach-przed-smiercia-ojca-pio-odwiedzil-tajemniczy-gosc.html