Jakiego księdza potrzebują kobiety?

Lucyna Słup
data01.08.2013 14:13

(fot. Catholic Church (England and Wales)/flickr.com)

Szacunek dla kobiety przejawiany zarówno w sferze gestów, jak i słów rodzi się z czystego serca kapłana, który przyjął swoją męskość, a w związku z tym umie też przyjąć kobiecość. Nie traktuje kobiety jako zagrożenia, nie broni się przed nią, ponieważ jest wewnętrznie zintegrowany.

 
Czy kobiety dziś rzeczywiście potrzebują jakiegoś specjalnego "rodzaju" kapłanów? Szczególnej postawy, specjalnego traktowania? Twierdząca odpowiedź na to pytanie jest możliwa, jeśli uświadomimy sobie, że objawianie i uobecnianie miłującej obecności Boga wobec człowieka - a takie jest przecież podstawowe zadanie kapłana, także w stosunku do kobiet -zawsze dokonuje się w konkrecie ludzkiego życia. A konkret ten, również w przypadku kobiet, jest inny niż był pięćdziesiąt, trzydzieści czy nawet dziesięć lat temu. Dziś kobiety na ogół w znacznie większym stopniu niż kiedyś same podejmują decyzję o sobie i o swoim stylu życia. Ta decyzja powinna zakładać także decyzję dotyczącą wiary, która staje się owocem nie tyle tradycji, co osobistych poszukiwań. Jako taka potrzebuje umocnienia, oparcia i zakorzenienia w Kościele. A ponieważ zamęt dotyczący spraw podstawowych jest dziś powszechny i nie omija kobiet, stąd tak ważna rola świadków wiary, w tym przede wszystkim kapłanów. Z racji powołania staje przed nimi zadanie szczególnego wskazania na Chrystusa działającego w Kościele.
 
Odpowiadając na pytanie o cechy kapłana ważne dla współczesnych kobiet, można jednak wpaść w dwie pułapki. Pierwsza z nich to przekonanie, że udzielona odpowiedź będzie reprezentatywna dla wszystkich kobiet. Jest to niemożliwe, ponieważ kobiety różnią się między sobą: wiekiem, wykształceniem, stanem życia i miejscem zamieszkania, ale także stopniem zażyłości z Bogiem, co ma istotny wpływ na spojrzenie na kapłana. Poszukiwanie odpowiedzi na tytułowe pytanie łączy się z przeprowadzeniem specjalistycznych badań i znacznie przekracza ramy niniejszego tekstu. Drugą pułapką może być pokusa konstruowania wizerunku idealnego księdza - w tym przypadku w stosunku do kobiet. Taki idealny kapłan, bliski krewny telewizyjnego ojca Mateusza - przystojnego, wysportowanego i szarmanckiego, co to i Mszę odprawi, i spowiedzi wysłucha, a jak trzeba, złapie złodzieja i rozbroi przestępcę, jest jednak nieprawdziwy, a wyliczanie jego cech prowadzi tylko do moralizowania.
 
Chcąc uniknąć obu wymienionych wyżej pokus, chciałabym przedstawić jedynie garść refleksji opartych w dużej mierze na osobistym doświadczeniu - moim bądź kobiet, które znam. Tłem dla tych refleksji będą niedawno wydane Beskidzkie rekolekcje. Ta książka jest bowiem w moim przekonaniu świadectwem ukazującym dojrzałą postawę kapłana wobec kobiety i w znacznym stopniu odpowiada na pytanie, jakiego księdza potrzebują dzisiejsze kobiety.
 

Szacunek kapłana do kobiety

 
Gdy przygotowując się do napisania tego tekstu, zadałam postawione w tytule pytanie kilkunastu zaprzyjaźnionym ze mną kobietom różnych stanów, pierwszą odpowiedzią, którą otrzymałam, było: "To ktoś, kto okazuje mi szacunek jako kobiecie". Dla dzisiejszych kobiet jedną z podstawowych cech kapłana jest umiejętność okazywania im szacunku. Wyraża się ona na różnych płaszczyznach. Pierwsza to płaszczyzna czysto zewnętrzna: chodzi o to, by w kontakcie z kobietami kapłan przestrzegał po prostu zasad dobrego wychowania. O tym, jak jest to ważne, świadczy wspomnienie autorki Beskidzkich rekolekcji, która tak opisuje jedną z pierwszych wizyt, jaką w jej domu złożył ks. Karol Wojtyła: "Poznał moją mamę, którą witając, pocałował w rękę dawnym, jakże znaczącym gestem, jakim w naszej, jeszcze niezniszczonej kulturze mężczyzna wyrażał swój szacunek dla kobiecości. Widok księdza całującego kobietę w rękę, choćby to była pani już tak szanowna, jak matka rodziny i babka, nie jest widokiem zwykłym i moja matka od tego momentu aż do swojej śmierci była najgłębiej przekonana o niezwykłości tego księdza, co zresztą wyraziła potem w profetycznym przewidywaniu jego wielkiego losu" (Beskidzkie rekolekcje, s. 49).
 
Całowanie kobiety w rękę odeszło już w przeszłość, ale pozostała cała gama gestów wyrażających szacunek dla "płci pięknej" - przepuszczanie przez drzwi, pomoc w niesieniu bagażu itp. Taką zewnętrzną oznaką grzeczności jest również sposób zwracania się do kobiet. Zdarza się niestety i dziś, że księża zwracają się do kobiet, także od siebie starszych, przez "ty". Ta postawa trąci paternalizmem i poczuciem wyższości, i choć jakoś jeszcze zrozumiała - pytanie czy właściwa - w sakramencie pojednania, w codziennych kontaktach jest zupełnie nie do przyjęcia.
 
Druga płaszczyzna, na której realizuje się szacunek kapłana do kobiety, wykracza poza sferę tylko zewnętrznych zachowań. Bywa niestety, że na obecność kobiety, zwłaszcza atrakcyjnej, księża reagują opowiadaniem pozornie niewinnych dowcipów, ale z erotycznym podtekstem. Tymczasem tego typu dowcipy czy powiedzonka w rodzaju "dobra homilia powinna być jak spódnica mini" nie tyle bawią, co wiele mówią o opowiadającym je. Odsłaniają po prostu jego nieuporządkowanie w sferze seksualnej. Podobnie bywa z wnikliwym dopytywaniem się o sprawy z dziedziny seksualnej podczas spowiedzi. Oczywiście trzeba rozróżnić między niezdrową ciekawością spowiednika a jego moralnym obowiązkiem. Dziś wiele grzechów nie uważa się za grzechy, a wręcz za cnotę. Nauczanie Kościoła jest odrzucane, a jeszcze częściej nieznane, więc pewne pytania nieraz są konieczne. Jeśli jednak penitentka sama pewnych spraw nie porusza, nic nie usprawiedliwia pytań "świdrujących", zamkniętych, na które możliwa jest jedynie odpowiedź "tak" lub "nie", czy pytań nazbyt konkretnych.
 
Tak naprawdę szacunek dla kobiety przejawiany zarówno w sferze gestów, jak i słów rodzi się z czystego serca kapłana, który przyjął swoją męskość, a w związku z tym umie też przyjąć kobiecość. Nie traktuje kobiety jako zagrożenia, nie broni się przed nią, ponieważ jest wewnętrznie zintegrowany. Tę integrację, czystość serca - nawet jeśli jest ona tylko rozpoczętym procesem - kobiety natychmiast wyczuwają. Podobnie jak "dezintegrację" i "nieczystość", która może stać się furtką niepostrzeżenie otwierającą się na niewierność powołaniu.
 

Kapłan ojcem i bratem

 
Dojrzała męskość kapłana przejawia się w dwóch typach jego bliskich -właściwych i czystych - relacji z kobietami. Pierwszą z nich jest relacja ojcowska. Ma ona miejsce przede wszystkim w stosunku księdza do młodych dziewcząt, które często - nawet o tym nie wiedząc - rozpaczliwie poszukują ojca. Powszechny dziś wśród młodych syndrom braku ojca sprawia, że dziewczęta nie potrafią zachować do mężczyzn właściwego dystansu - nazbyt się do nich zbliżają lub przed nimi uciekają, a w obu wypadkach często prowokują. Czynią tak również nieraz w stosunku do księży, przed którymi staje zadanie po pierwsze - rozszyfrowania takich zachowań i dostrzeżenia ogromnych uczuciowych deficytów, a nierzadko prawdziwych ludzkich tragedii, które się za nimi kryją, a po drugie - wypracowanie właściwego sposobu reagowania. To reagowanie musi być wolne od wszelkich dwuznacznych słów czy gestów - ponieważ one na pewno zaszkodzą i dziewczynie, i księdzu. To właśnie tutaj pojawia się miejsce, w którym kapłan może naprawdę stać się ojcem. Pięknie mówi o tym znany duszpasterz akademicki Jan Góra OP: "Dziewczyn wokół mnie kręci się sporo, ale nastąpiło we mnie przeobrażenie: podniecenia we wzruszenie, zadęcie kawalera i koguta - w posługę ojcostwa w wierze. Agresja podniecenia została stonowana wzruszeniem ojcostwa. Ojcostwo jest wielkim zabezpieczeniem męskości i człowieczeństwa. Jeżeli kocham te dziewczyny jak moje dzieci, to myślę globalnie, strategicznie, pragnę ich dobra do końca".
 
Rolą kapłana-ojca jest nie tylko pomoc młodej kobiecie na płaszczyźnie psychologicznej, ale także przez odkrycie kierowanej do niej osobiście miłości Boga Ojca pomóc jej duchowym narodzinom. To także nie jest łatwy proces, ponieważ brak naturalnego, ziemskiego ojca - nie tylko jego realny brak, ale także brak jego obecności w życiu dziecka - nie sprzyja odkryciu miłości Ojca niebieskiego. Postawa księdza, który odkrył osobiście tę miłość i z niej czerpie siły do życia, w tym także do relacji z kobietami, ma ogromne znaczenie w kształtowaniu duchowej sylwetki młodej kobiety. Nie tylko zresztą młodej. Także dla dojrzałych kobiet relacja ojcowska, a nie - jak już wspomniano - paternalistyczna, staje się bardzo ważna. Rodzi do życia duchowego i wywiera wpływ na całe życie kobiety.
 
Drugim typem głębokiej relacji kapłana z kobietą jest relacja braterska. Czasem wyrasta ona na gruncie relacji ojcowskiej, czasem pojawia się niezależnie od niej. To communio personarum, więź osobowa szukająca prawdziwego dobra drugiego człowieka, "miłująca" jego powołanie; przyjaźń wolna od wszelkich przejawów nieczystości, głęboko zakorzeniona w Bogu, a często poparta jeszcze wspólną pracą. Zarówno relacja ojcowska, jak i relacja braterska są darami Boga, ta druga jest nim być może nawet w większym stopniu, w każdym razie w dzisiejszym świecie, w którym relacje między kobietą i mężczyzną są nasycane erotyzmem nieomal "od kolebki", budzi jeszcze więcej zdumienia i niedowierzania.
 
W tym właśnie kluczu można interpretować sensacyjny ton, jakim niektóre media powitały pojawienie się Beskidzkich rekolekcji. Ten swoisty hymn na cześć braterstwa między kapłanem i kobietą ukazuje jego narodziny, dojrzewanie i duchowe owoce. "Współpraca zacieśniała więzy przyjaźni, to się tworzyło niejako automatycznie i jakby niepostrzeżenie [...] narastało braterstwo w tej wspólnej pracy, wspólnej trosce o wartości i wspólnej modlitwie" (Beskidzkie rekolekcje, s. 40). "W zakrystii na Wawelu, w tłumie ludzi jednoznacznie zostałam nazwana siostrą - siostrzyczką - i tak już zostało na zawsze: siostra i brat" (Beskidzkie rekolekcje, s. 47) - wspomina Wanda Półtawska dzień konsekracji biskupiej Karola Wojtyły. Natomiast Ojciec Święty Jan Paweł II pisze do niej kilka dni po swoim wyborze na Stolicę Piotrową: "Od dwudziestu z górą lat, odkąd Andrzej powiedział po raz pierwszy «Duśka była w Ravensbruck», powstało w mojej świadomości to przekonanie, że Bóg mi Ciebie daje i zadaje, abym poniekąd «wyrównał» to, co tam wycierpiałaś. [.] Na tym przekonaniu rozbudowała się stopniowo cała świadomość «siostry». [...] Moja Droga Dusiu! Cały tamten wymiar zostaje we mnie i musi zostać w Tobie. Zawsze był zakorzeniony i «osadzony» w Bogu, w Jego łasce - teraz jeszcze bardziej musi być osadzony" (Beskidzkie rekolekcje, s. 353).
 
Być może czytając te słowa i mając w pamięci tego, kto je napisał, można nabrać przekonania, że relacje braterskie księży i kobiet są zastrzeżone jedynie dla duchowych herosów. Z pewnością są one wymagające, ale możliwe, i to nie tylko dla osób niezwykłych. Świadczą o tym istniejące w dzisiejszym Kościele środowiska, które z czystym sumieniem mogą być nazwane "szkołą braterstwa", w tym także braterstwa księży i kobiet.
 
Myślę tutaj o wielu nowych ruchach i wspólnotach, a szczególnie o wspólnocie, którą znam najlepiej - Chemin Neuf. Członkami tej powstałej we Francji ponad trzydzieści lat temu wspólnoty, która dziś jest obecna także i w Polsce, są mężczyźni i kobiety; świeccy - małżeństwa i osoby samotne, a także siostry i bracia konsekrowani, w tym również kapłani. Konsekrowani mężczyźni tworzą Instytut Zakonny Chemin Neuf, który wyrósł na łonie wspólnoty, będącej od strony prawnej publicznym stowarzyszeniem wiernych. W duchowości i formacji Wspólnoty wielką wagę przywiązuje się do przejrzystości wzajemnych relacji. Służą jej cotygodniowe spotkania "grup dzielenia", na których można szczerze i prawdziwie mówić o swoim przeżywaniu rzeczywistości, oraz częste nabożeństwa pojednania, których ważną częścią jest nie tylko sakrament pojednania, ale także braterska rozmowa. Więź z kapłanami buduje się w codziennym życiu - przez wspólne studia, codzienną pracę, duszpasterską działalność. W jej rozwoju szczególnie ważne staje się towarzyszenie duchowe, w którym kapłan lub kandydat do kapłaństwa może rozmawiać o swoich uczuciach, relacji z Bogiem i z innymi - w tym także z kobietami. Podsumowując, nasi księża przeżywają swoje kapłaństwo we wspólnocie, co sprawia, że ich relacje są bardziej "zabezpieczone" niż wówczas, gdyby żyli samotnie, a fakt, że Chemin Neuf jest wspólnotą mieszaną, ułatwia im widzenie w kobietach sióstr.
 

Szafarz łaski i duchowy przewodnik

 
Na postawione w tytule pytanie wiele kobiet, bez zbędnych analiz, odpowie po prostu: "Żeby ksiądz był naprawdę księdzem". W tym "byciu naprawdę księdzem" zawiera się przede wszystkim dobre, godne, właściwe sprawowanie przez niego sakramentów, szczególnie sakramentu pojednania i Eucharystii. Jeśli chodzi o sakrament pojednania, niezwykle ważne jest uważne wysłuchanie, przyjęcie z miłością kobiety, która wyznaje grzechy. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy czuje się ona w jakiś sposób pogubiona i niezrozumiana. Pierwsze spotkanie Wandy Półtawskiej i Karola Wojtyły miało miejsce właśnie w konfesjonale. Autorka Beskidzkich rekolekcji pisze o nim tak: "Przeczuwałam zawsze wagę tego sakramentu - w księdzu widziałam szafarza nadprzyrodzonej łaski, ale już po tych doświadczeniach poobozowych spowiedzi nie spodziewałam się zwykłego ludzkiego, psychologicznego zrozumienia. Wszyscy byli więźniowie, podobnie jak ja, czuli się niezrozumiani. [.] Ten ksiądz w konfesjonale, tak uważny, tak wsłuchany w to, co mówiłam, i w to także, czego wyrazić nie umiałam, i jego reakcja. Najpierw napełniło mnie zdumienie pomieszane z niedowierzaniem: naprawdę jest ktoś, kto tak reaguje? Ktoś, kto te funkcje kapłańskie spełnia właśnie tak, jak w Ewangelii - gotów iść nie pięć, a ileś tam kroków - i nie jest mu obojętne, co się stanie z penitentem, z tą duszą, która mu się zawierzyła. Nie stało się nic nadzwyczajnego, ale sposób podejścia, ton i treść tego, co mówił, były takim trafieniem w to, o co mi chodziło! I od razu miałam pewność: wrócę do tego księdza, bo on rozumie" (Beskidzkie rekolekcje, s. 38).
 
O tym, jak ksiądz traktuje swoje kapłaństwo, najłatwiej chyba przekonać się, uczestnicząc w odprawianej przez niego Eucharystii. Myślę, że szczególnie kobiety - oczywiście te bardziej duchowo wrażliwe - bezwzględnie odróżniają księdza, dla którego Msza święta jest czymś najważniejszym w życiu, od tego, który tylko ją "odprawia". Ten pierwszy już przez samo swoje zwrócenie się w kierunku Jezusa Eucharystycznego potrafi nadać właściwy kierunek komuś, kto do niego przychodzi. A wola odczytania kierunku, odkrycia osobistej drogi do Boga jest w niektórych kobietach bardzo silna. To one wyrażają głębokie pragnienie, by ksiądz oprócz tego, że dobrze spełnia funkcje kapłańskie, był duchowym przewodnikiem - nie "ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki", lecz "specjalistą od spotkania człowieka z Bogiem" i "ekspertem w dziedzinie życia duchowego" - jak mówił Benedykt XVI w archikatedrze warszawskiej, w czasie pielgrzymki do Polski.
 
Słowa Papieża Benedykta XVI uwrażliwiające polskich kapłanów na konieczność bycia specjalistą "od spotkania człowieka z Bogiem" korespondują z pragnieniem wielu przychodzących do kościoła kobiet, które chcą, by ksiądz uczył je modlitwy. To prawda, że w wielu świątyniach odbywają się liczne nabożeństwa, ale wiele uczestniczących w tych nabożeństwach kobiet pragnie nauczyć się modlitwy wewnętrznej, pragnie spotkania z Bogiem. Należałoby postawić sobie pytanie, na ile nasze parafie są żywymi wspólnotami prowadzącymi - i to nie tylko kobiety - do tego fundamentalnego w życiu człowieka spotkania, a na ile tylko urzędem, który choć związany z najważniejszymi sprawami w życiu człowieka, w istocie niewiele różni się od każdego innego urzędu.
 
Wracając do duchowego przewodnictwa: prawdą jest oczywiście, że do duchowego towarzyszenia czy też kierownictwa święcenia kapłańskie nie są konieczne, jednak dla niektórych kobiet korzystanie z tej posługi z osobą księdza może być bardziej owocne. Historia Kościoła zna wiele tego typu przypadków, na przykład św. Teresa z Avila i św. Jan od Krzyża, św. Joanna de Chantal i św. Franciszek Salezy, św. Maria Małgorzata Alacoque i bł. Klaudiusz de Colombiere, św. Faustyna Kowalska i bł. Michał Sopoćko. Ja jednak chciałabym znowu przywołać tutaj świadectwo Wandy Półtawskiej. Duchowe prowadzenie, którego doświadczyła ze strony kapłana, biskupa, kardynała, wreszcie papieża, było czymś zupełnie niezwykłym:  skoncentrowane na Chrystusie obecnym w Eucharystii i słowie Bożym uwzględniające konkret życia petentki, zakorzenione w osobistej relacji. Autorka otrzymywała od swojego przewodnika najpierw fragmenty do codziennej medytacji, a potem na podstawie notatek, które robiła, wskazówki na dalszą drogę. Trwało to przez wiele lat. Podczas nich Wanda Półtawska odkrywała miłość Boga kierowaną do niej osobiście, w jej świetle poznawała siebie i przyjmowała swoje ograniczenia, jednoczyła się z Chrystusem w radości i cierpieniu, wreszcie - z dnia na dzień coraz pełniej uczyła się rozpoznawać swoje życiowe powołanie, by wypełnić w Kościele misję, którą powierzył jej Bóg. "Pokazałeś Boga od takiej strony, o której nie myślałam od lat. Boga, któremu zależy na człowieku, który po prostu kocha! I z tego wyrasta moja ufność - Boże, kochające ręce są blisko człowieka. Zawsze trzeba w to wierzyć i cieszyć się tym; ale też trzeba to człowiekowi pokazać - i to jest rola kapłana" (Beskidzkie rekolekcje, s. 141).
 
Jakiego więc księdza potrzebują kobiety dziś? Myślę, że powyższe rozważania można zamknąć jednym zdaniem: takiego, który dobrze zna i ceni swoją kapłańską tożsamość, na którą składa się także jego tożsamość mężczyzny: ojca i brata. To ktoś, kto kocha swoje kapłaństwo i potrafi je zintegrować ze swoim człowieczeństwem. Zrozumiałe, że taka integracja nie może się odbyć bez osobistego i głębokiego związku z Chrystusem, mówiąc krótko: bez miłości do Niego. To Chrystus uzdrawia i integruje wewnętrznie, to On daje siłę do zachowania celibatu i do dawania świadectwa. Mówił o tym w Warszawie, zwracając się do księży, Papież Benedykt XVI podczas swojej pielgrzymki do Polski: "W rzeczywistości osiąga się dojrzałość uczuciową, gdy serce lgnie do Boga. Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa. Aby to nastąpiło, trzeba rzetelności wobec siebie, otwartości wobec kierownika duchowego i ufności w miłosierdzie Boże".
  
Na razie kobiet w Kościele nie brakuje. O tym jednak, czy przyjdą one do niego jutro i czy pojawią się w nim wychowywane przez nie synowie i córki, w dużej mierze decyduje dzisiejsza postawa kapłanów.
 
Lucyna Słup (ur. 1960), polonistka, teolog, wieloletni pracownik wydawnictw katolickich, współautorka książki (wraz z Józefem Augustynem SJ) Jak zgadzać się na swoje życie. Obecnie jest członkiem Ekipy Krajowej Wspólnoty Chemin Neuf ("Nowa Droga") w Polsce.
 

Fragment pochodzi z książki: "Sztuka bycia księdzem"