Ludzie, którzy sięgnęli nieba [WYWIAD]

Grzegorz Sotoła / Piotr Kosiarski
data01.12.2016 15:00

We wrześniu trzy osoby niepełnosprawne zdobyły mierzący 2500 m n.p.m. Krywań w Tatrach Słowackich. (fot. Klika / youtube.com)

Jest miejsce, w którym ludzie przykuci do wózków inwalidzkich, zdobywają tatrzańskie szczyty. Nie ma tam podziału na sprawnych i niesprawnych. Jest szczera i oddana przyjaźń. O Klice, wyjątkowym stowarzyszeniu i jeszcze bardziej wyjątkowych ludziach, opowiada Grzegorz Sotoła.

 


Wstajemy z kanapy to nasz nowy projekt, który jest odpowiedzią na wezwanie, jakie papież Franciszek skierował do nas wszystkich w trakcie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Będziemy cyklicznie pokazywać ludzi, miejsca, wspólnoty, fundacje i organizacje charytatywne, które w przeróżny sposób pomagają wykluczonym. Będziemy pisać o przestrzeniach, w których każdy z nas będzie mógł się konkretnie zaangażować w dzieło miłosierdzia.

 


 

Piotr Kosiarski: Jesteś prezesem katolickiego stowarzyszenia i nie zmuszasz ludzi do uczestniczenia we mszy?

 

Grzegorz Sotoła: Zawsze się staramy, by na naszych wyjazdach był obecny kapłan, jednak nikt nie ma obowiązku codziennego bycia na mszy. Jeśli jakaś osoba ma ochotę, niech przyjdzie. Jeśli nie, nikt nie będzie miał do niej pretensji. Gdy ktoś nie chodzi do kościoła, a chce być z nami, na pewno go nie odtrącimy. Grunt, żeby był dobrym człowiekiem i chciał pomagać innym. A jeśli zawiezie osobę niepełnosprawną na mszę i przy okazji posłucha kapłana... Kto wie? Może właśnie to będzie jego pierwszy krok na drodze do Boga?

 

Klika pieczętuje przyjaźń. Prezes Kliki (L) i "fizyczny" (fot. archiwum G. Sotoły)


Co by było, gdyby nie Klika?


Będę starał się odpowiadać w imieniu osób, które tak jak ja są niepełnosprawne i poruszają się na wózku inwalidzkim.


Gdyby nie to, że kiedyś, dzięki Bogu, udało mi się trafić na ludzi z Kliki, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Na szczęście nie jestem osobą osamotnioną i mogę liczyć na wsparcie rodziny; pewnie bym sobie jakoś w życiu radził, choć z dużo większymi problemami.


Dzięki Klice wiem, że jeśli tylko potrzebuję pomocy, czy to w domu, czy poza nim, mogę liczyć na szerokie grono znajomych. Wystarczy zadzwonić. I zawsze znajdzie się osoba, która akurat w tym czasie mi pomoże.


Przyjaźń?


Klika nie jest organizacją przesadnie sformalizowaną. Oczywiście pewne ramy muszą być zachowane, ale nam zależy przede wszystkim na tym, by było to miejsce spotkań, w którym każda osoba niepełnosprawna pozna ludzi chętnych do pomagania i będzie się mogła z nimi zaprzyjaźnić.


Chcielibyśmy, aby u nas działało to podobnie jak wśród osób sprawnych; aby ludzie chcieli się ze sobą spotykać, bo się lubią, kolegują, przyjaźnią...

 

Czwartkowe spotkanie u jednego z klikowiczów (fot. klikakrakow.pl)


Jeśli grupa osób lubi spędzać razem czas, to jest w nich naturalna potrzeba spotykania się, rozmawiania, dzielenia problemów, radości, zainteresowań. I my staramy się to robić w Klice. Wymieniamy opinie, kibicujemy reprezentacji, chodzimy na mecze, wyjeżdżamy na weekendy, znamy swoje rodziny, dzwonimy do siebie, żeby zwyczajnie pogadać.


Czasem jest tak, że siedzę w domu i chociaż wcale nie potrzebuję pomocy, ktoś zagląda, bo akurat przechodził. Siadamy, rozmawiamy, spędzamy wspólnie trochę czasu.

 

To, co faceci lubią najbardziej (fot. archiwum G. Sotoły)


Dlaczego nie lubisz słowa "wolontariusz"?


Bo formalizuje relacje między ludźmi.


Kim jest "wózkowicz"?


"Wózkowicz" to proste słowo. Oznacza osobę niepełnosprawną poruszającą się na wózku inwalidzkim. To określenie wprost - bez kamuflowania, bez nadmiernego dbania o czyjąś wrażliwość. Odnoszę wrażenie, że świat jest dzisiaj nadmiernie wyczulony na różnego rodzaju poprawność, na to, żeby kogoś nie urazić, nie obrazić, nie dotknąć... Jeśli człowiek porusza się w środowisku osób niepełnosprawnych, nie potrzebuje takiej poprawności. My musimy nazywać rzeczy po imieniu, bezpośrednio, takimi jakie one są. I rozmawiać o nich otwarcie.

 

Modlitwa podczas klikowych rekolekcji w Jamnej (fot. klikakrakow.pl)


Jako prezes Kliki musisz być twardy.


Wyobraźmy sobie, że dzwoni do mnie osoba, która chce z nami jechać na wakacje. Nie znam jej, nigdy jej nie widziałem, nie wiem, co jej dolega, nie wiem, w czym trzeba jej pomóc. Muszę to wiedzieć, żeby zabrać ją na wyjazd i wyznaczyć 2-3 osoby, które pomogą jej spędzić 2 tygodnie bez zbędnych, negatywnych emocji. Pytam wprost, nawet o rzeczy wstydliwe, intymne, i muszę uzyskać na te pytania odpowiedź.


Miałem kiedyś trudną rozmowę z mamą dziewczynki, która ma zespół Downa. Zabraliśmy ją na sylwestra, przychodziła również na nasze spotkania. Ale gdy przyszła wiosna, pojawiły się rozmowy o wakacjach. I wtedy musiałem powiedzieć, że niestety jej nie zabierzemy.


Dopóki trzeba komuś pomagać, to pomagamy i jest fajnie. Ale kiedy kogoś trzeba po prostu pilnować, aby nie zrobił sobie lub komuś krzywdy, wtedy pojawia się problem.

 

Na jednym z wakacyjnych wyjazdów (fot. klikakrakow.pl)


Kto w takim razie może wejść do Kliki?


Jeśli chodzi o osoby sprawne - każdy, kto chce pomagać innym. W przypadku osób niepełnosprawnych koncentrujemy się głównie na niepełnosprawności fizycznej.


Mam też bardzo dużo rozmów z rodzicami osób niepełnosprawnych intelektualnie, ale im niestety muszę odmawiać.


I co im mówisz?


Że są inne organizacje przeznaczone do tego, żeby im pomagać. Nawet przy dominikanach działa grupa, która opiekuje się Domem Pomocy Społecznej przy ulicy Łanowej w Krakowie. Tam mogą przyjść osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Jest to dla nich o wiele lepsze miejsce niż Klika.

 

W górach, czy na żaglach - Klika zawsze jest aktywna (fot. klikakrakow.pl)


Na wakacyjne wyjazdy nie zabieracie rodziców z dziećmi.


W zdecydowanej większości rodzin, w których jest osoba niepełnosprawna, występuje nadopiekuńczość. To jest naturalne, że rodzice chcą dla swojego dziecka jak najlepiej. Ale trzeba mieć świadomość, że kiedyś mama z tatą odejdą i to dziecko zostanie samo, wówczas może sobie w życiu nie poradzić. Staramy się tych, którzy tego nie potrafią, nauczyć choćby minimum samodzielności.


Dodatkowo rodzice są często zmęczeni ciągłym pomaganiem. Po pierwsze, chcemy im pokazać, że ich dzieci bez ciągłej opieki też mogą sobie dać radę. Po drugie, czas, w którym ich dziecko jedzie z nami na wakacje, jest dla wielu jedyną szansą, by mogli odpocząć, wyjechać poza miejsce zamieszkania, odwiedzić rodzinę...


We wrześniu trzy osoby, które na co dzień są przykute do wózków, zdobyły mierzący 2500 m n.p.m. Krywań w Tatrach Słowackich. Jak to możliwe?


Wyprawa na Krywań nie wzięła się znikąd. Przez wiele lat ludzie z Kliki byli zabierani na górskie wycieczki. Przy pomocy 2-3 osób można spokojnie pokonać drogę do Morskiego Oka. Bez większego problemu da się też przejść Dolinę Kościeliską czy Chochołowską.

 

Droga do Morskiego Oka (fot. klikakrakow.pl)


Generalnie, zarówno Krywań, jak również inne wyprawy biorą swój początek od wyjazdów na Polanę.


Polanę?


To miejsce niedaleko Sidziny, blisko Babiej Góry. Stoi tam dom, który pewna rodzina przekazała Kościołowi z zastrzeżeniem, że cztery razy w roku ma być oddany na tydzień do dyspozycji osób z Kliki. I my skwapliwie, mniej więcej od 30 lat, z tego korzystamy. A że jest to dom położony w górach, wychodząc z niego, można iść albo do góry, albo w dół. Kiedy przeszliśmy już wszystkie ścieżki w okolicy, chcieliśmy więcej.

 

Na zaporze w Niedzicy (fot. archiwum G. Sotoły)


"Zawsze równaj w górę"?


Można tak powiedzieć. Najpierw naszym celem stała się pobliska Babia Góra. Potem przyszła kolej na następne szczyty.


Brzmi niewiarygodnie. Jak to wygląda w praktyce?


Żeby osoby niepełnosprawne mogły zdobywać góry, skonstruowano specjalne nosidełko na bazie plecaka, ze stelażem i krzesełkiem, do którego można przypiąć osobę niepełnosprawną. Wiadomo, że nie może to być człowiek o gabarytach takich jak moje (śmiech). Gdybym był o 20 lat młodszy i 20 kilogramów lżejszy, może bym się zdecydował.


No i ładuje się delikwenta do tego plecaka i niesie się go na zmianę, tak żeby nikogo nie zamęczyć na śmierć.

 

W drodze na Krywań. Taka radość jest warta każdego wysiłku (fot. Klika / youtube.com)


Jesteście bardzo aktywni. Tak było od samego początku?


Data powstania Kliki to data pierwszego wspólnego wyjazdu. Klika wywodzi się z DA Beczka działającego przy klasztorze Ojców Dominikanów w Krakowie. Ojciec Tomasz Pawłowski, który założył Beczkę, uświadomił ludziom, że są w Krakowie osoby, które chciałyby uczestniczyć w życiu społecznym, ale przez niepełnosprawność są zamknięte w domach. Ojciec Tomasz zachęcił studentów, żeby zamiast odmawiać sobie w Wielkim Poście słodyczy, zabrali osoby niepełnosprawne np. na spacer. I tak wszystko się zaczęło. W końcu Beczka zaczęła być dla nas za ciasna. W 1971 roku zorganizowano pierwszy wyjazd wyłącznie dla osób niepełnosprawnych oraz studentów, którzy pojechali razem z nimi.


Z czym musi sobie poradzić osoba niepełnosprawna?


Często powtarzam osobom niepełnosprawnym, że powinny od siebie wymagać dwa razy więcej niż zdrowi ludzie, bo nie dość, że muszą zmagać się z tym wszystkim, z czym radzą sobie sprawne osoby, to mają jeszcze problemy zdrowotne.


Jeśli ty nie weźmiesz swojego życia na klatę, zawsze będzie ci źle.

 

Codzienna czynność, która zmniejsza dystans (fot. klikakrakow.pl)


A jednak w Klice, przynajmniej na poziomie przyjacielskim, nie ma podziałów na sprawnych i niesprawnych.


W dużej mierze tak właśnie jest. Dla mnie wyznacznikiem nie jest to, czy ktoś jest sprawny, czy nie. Istotne jest, żeby każdy robił tyle, ile da radę, na ile go stać. Jedna osoba przeniesie górę, inna wiadro piachu, ale jedno i drugie jest dobre i wartościowe.


Ja zawsze staram się wymagać od innych, że jeśli już coś robią, to niech robią to dobrze. Taki jest ideał i do niego trzeba dążyć.

 

Radość (fot. klikakrakow.pl)


Czy tobie zawsze się chce?


Oczywiście, że nie. Są dni, kiedy nie mam na nic ochoty, i zdarza się, że odkładam różne sprawy na potem. Ale nie wracam do nich za rok, tylko np. następnego dnia.


Trzeba sobie powiedzieć jasno - nigdy nie będzie równości między osobą sprawną i niepełnosprawną. Ale ja nie dzielę ludzi w ten sposób.

 

To na czym polega różnica?


Jest wiele osób fizycznie sprawnych, ale nieporadnych życiowo lub takich, które się po prostu pogubiły. Równocześnie znam bardzo wielu ludzi, którzy są niepełnosprawni, mają wielkie ograniczenia fizyczne, a w życiu radzą sobie świetnie, osiągnęli sukces zawodowy, materialny i osobisty. I są stawiani jako przykład dla innych.


Bez względu na to, czy ktoś jeździ na wózku, czy nie, musi być przede wszystkim dobrym człowiekiem i nie robić innym krzywdy.

 

Nie ważne, że ktoś jest na wózku (fot. klikakrakow.pl)


W organizacjach podobnych do Kliki często mówi się, że to bardziej niepełnosprawni pomagają wolontariuszom, a nie odwrotnie.


Rzeczywiście, ale dla mnie to jest szufladkowanie ludzi. Jeśli relacje przestają być formalne, a stają się osobiste - nie mówimy w ten sposób.


A co ze słynnym zdaniem: "Moje problemy przy ich problemach to pestka"?


Wiadomo, można tak mówić, ale jeśli ktoś w tym siedzi tak długo jak ja, to jest to trochę śmieszne. Dla każdego jego osobiste problemy są najważniejsze, najtrudniejsze i wcale nie jest mi łatwiej tylko dlatego, że komuś jest jeszcze gorzej.

 

Życie nie może nikogo zamknąć w domu (fot. archiwum G. Sotoły)


Skąd się wzięło hasło "Wyciągnąć ludzi z domu"?


45 lat temu nikomu nawet nie śniło się o niskopodłogowej komunikacji miejskiej. Wjechanie wózkiem do tramwaju czy autobusu wymagało pomocy przynajmniej czterech osób, które były w stanie podnieść wózek razem z siedzącym na nim człowiekiem na wysokość jednego metra i wsadzić go do pojazdu.


Ale te słowa są przecież aktualne również dzisiaj.


Wielu ludzi trzeba dzisiaj wyciągnąć z domu. Zarówno niepełnosprawnych, jak i sprawnych.


Mówił o tym papież Franciszek w czasie Światowych Dni Młodzieży. Słynne słowa o "wstaniu z kanapy" i "butach wyczynowych".


I tutaj wtrącę się w słowo, żeby się pochwalić. Komitet Organizacyjny ŚDM zaprosił do współpracy ludzi z różnych środowisk, również nas. Po kilku spotkaniach, z około pięćdziesięciu organizacji, zostało kilka, w tym my. Wydawało się nam że jest rzeczą naturalną, by się zaangażować i podzielić naszym doświadczeniem w pracy z osobami niepełnosprawnymi.


Wytrwaliście do końca.


Zdeklarowaliśmy się, że zrobimy akcję naboru wolontariuszy, którzy będą pomagać niepełnosprawnym. Udało się nam zebrać grupę ponad stu osób, dla których organizowaliśmy specjalne szkolenia. Dzięki ich pomocy mogliśmy zabierać osoby niepełnosprawne na koncerty przed ŚDM i na wydarzenia centralne. Byliśmy naprawdę liczną grupą obecną na Błoniach i na Campus Misericordiae. Słuchaliśmy słów papieża o wstawaniu z kanapy i butach wyczynowych na żywo.

 

Roześmiana ekipa w drodze na wakacje (fot. klikakrakow.pl)


Czy słowa Franciszka coś zmienią?


Ponad połowa społeczeństwa potrzebuje mobilizacji, żeby zacząć robić coś wartościowego. Tak jak Klika wyciąga z domu osoby niepełnosprawne, tak hasło "Wstań z kanapy" powinno być przekazywane ludziom podprogowo, od rana do wieczora, żeby w końcu wstali sprzed telewizorów i komputerów. Człowieku, zabierz swoje dzieci do parku, na wycieczkę, pograj z nimi w piłkę, pobaw się, pogadaj. Żyj, a nie wegetuj.


Jeśli dzisiaj ktoś mówi, że świat go ogranicza, że życie zamknęło go w domu, to jest tylko i wyłącznie jego problem. Sami dokonujemy wyborów; mamy wpływ na swoje życie.

 


 

Jak się zaangażować? Poniżej znajdziesz praktyczne informacje, adresy i linki:

 

  • Katolickie Stowarzyszenie  Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół - "Klika"
    ul. Stolarska 12
    31-043 Kraków
    tel. 12 633 64 81
    e-mail: [email protected]
  • Strona www i info o różnych możliwościach wsparcia: www.klikakrakow.pl
  • Fanpage na Facebooku: @klika.kraków

 


 

Piotr Kosiarski - redaktor portalu DEON.pl