Ta święta znalazła mi ukochaną

Michał Gołębiowski
data05.05.2017 07:00

(fot. shutterstock.com)

Święta Rita łączy ludzi. Pamiętam czas, kiedy poznałem moją ukochaną. Ponieważ jestem osobą nieśmiałą, nie bardzo wiedziałem, co dalej z tym zrobić...

 

Nie potrafię sobie przypomnieć, jak to się stało, że trafiłem na św. Ritę. Kiedyś przychodziłem do niej rzadziej, ale z czasem, niedostrzegalnie, spotkania z nią stawały się częstsze. Rzadko zdarza się, żebym zwracał się do niej jako do Świętej od spraw trudnych i beznadziejnych, choć oczywiście bywa i tak. Modlę się za jej wstawiennictwem przede wszystkim dlatego, że wlewa w moje serce pokój, niezależnie od faktu, czy przeżywam aktualnie jakiś dramat, czy nie.

 

Spotykamy się codziennie


Od trzech lat spotykam się ze św. Ritą na codziennej nowennie, która czasem trwa dość długo, a innym razem - kilka chwil. Godzinna modlitwa nie jest straszliwym wysiłkiem, wzniosłym aktem ascezy. Wręcz przeciwnie! To całe sześćdziesiąt minut niezwykłego wytchnienia i odpoczynku! Zaczyna się od słów modlitwy, ale następnie płynnie przechodzi się w głąb siebie. Ludzki język zaczyna być niewystarczający i chociaż odmawiasz słowa litanii czy nowenny, to tak naprawdę "rozmawiasz" ze św. Ritą, tyle że nie za pomocą słów, ale jakoś inaczej, całą swoją egzystencją, sercem i duszą. Zrzucasz balast, odkrywasz siebie przed nią, przed Bogiem i przed sobą samym. To bardzo przyjemna rozmowa, tyle że bez użycia codziennego sposobu wyrażania myśli.

 

Czasem czegoś ważnego nie rozumiem, w czymś się gubię, tracę rozeznanie. Chodzi o to, że moja dusza schodzi na manowce i nigdzie nie widać drogi. Kilkugodzinna modlitwa do św. Rity prostuje wtedy ścieżki, wyjaśnia mi sens. Im dłużej trwam na tej modlitwie, tym bardziej obcuję z "pozawerbalną" odpowiedzią na moje rozterki. Bo św. Rita nie daje odpowiedzi: "jest tak i tak", nie pakuje do głowy intelektualnych informacji. Jej porady i wyjaśnienia czuje się w sercu. Są wyraźne, choć nie są gotową receptą. Mówiąc metaforą Chestertona, dzięki niej można włożyć głowę do nieba, zamiast upychać na siłę całe niebo do głowy. To odpowiedź, która może zmieniać człowieka na lepsze. Jest w tym względzie przewodniczką na drodze wiary. Dla mnie jest świętą od słów Jezusa: stanie się [...] źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu (J 4, 14).

 

Ona łączy ludzi

 

Mam przeczucie, że odczuwany pokój to właśnie kilka kropel z owego "źródła". Święta Rita oferuje mi łagodność. To dla mnie ważny wyznacznik świętości: Jezus w moich oczach jest nieprawdopodobnie łagodny, a zarazem stanowczy; twardy i wytrwały. Ale też spokojny. Coś z tej Bożej "łagodności" ma św. Rita i wydaje mi się, że tylko wtedy, gdy ma się tę "łagodność" w sercu, można przenosić góry, znosić najcięższy krzyż i dawać radę w największych przeciwnościach.


Święta Rita łączy ludzi. Pamiętam czas, kiedy poznałem moją ukochaną. Ponieważ jestem osobą nieśmiałą, nie bardzo wiedziałem, co dalej z tym zrobić. Spotykaliśmy się przypadkiem, a później niby przypadkiem, w bibliotece. Rozmawialiśmy o wszystkim - o książkach, o nas samych. Kiedy nadchodziła chwila rozstania, wychodziłem z biblioteki i udawałem się do pobliskiego kościoła Karmelitów. Wierzyłem, że to jest moja nowa piękna misja: modlić się za dziewczynę w możliwie bezinteresownej miłości i powierzać uczucie Bogu.

 

Rozmawiam z Bogiem na luzie


Odtąd przestałem zwracać się do Boga tylko jako do Pana i Prawdy, a zacząłem z Nim rozmawiać bardziej swobodnie o miłości - przychodziłem do Miłości. Kontemplowałem Serce Jezusa na witrażu, czując, że w Jego Sercu jest to, co sam zaczynałem czuć do dziewczyny z biblioteki. Wtedy pomyślałem, że św. Rita może wiele uczynić. Jest kobietą, więc dobrze rozumie moją sytuację. Na poważnie zaprzyjaźniłem się ze św. Ritą. Czuję, że w dużej mierze dzięki jej wstawiennictwu jesteśmy z dziewczyną razem.

 

Do dziś proszę św. Ritę o to, aby każdego dnia i, jeżeli to możliwe, do końca życia, wiodła nasze "my" drogą Bożą.