5 grzechów mojego Kościoła. Od fiksacji po kicz

Blogi katolwica.blog.deon.pl
data08.05.2018 07:00

(fot. Vladimir Šoić / Unsplash)

Nasze "tezy" nie będą przybijane do drzwi żadnego z kościołów. Jeżeli jednak wierzymy w to, że Kościół jest rodziną, to musimy zaakceptować fakt, że niektórzy członkowie tej rodziny nie żyją tak, jak się nam podoba. W końcu każdy posiada w swojej familii wuja, który głosuje nie tak, jak byśmy chcieli, ciotkę, która wiecznie się na wszystkich obraża, czy kuzyna, który jest fanem teorii spiskowych. I wszystkich tych krewnych musimy nauczyć się kochać.

 

W ubiegłym roku (ku rozpaczy katolickich tradycjonalistów) obchodziliśmy 500-lecie Reformacji. Momentem, który wielu historyków uważa za początek podziału, jest przybicie przez Lutra do drzwi katedry w Wittenberdze 95 tez, które - w jego pojmowaniu - miały pomóc w naprawie Kościoła. I choć z katolickiego - a więc i naszego - punktu widzenia część z nich była teologicznie błędna, to jednak postanowiliśmy się nieco Lutrem zainspirować, przygotowując własne "tezy", czyli dzieląc się tym, co nas we współczesnym Kościele wkurza. Spokojnie - jest ich zdecydowanie mniej niż 95 - i to równo o 90!

 

Retoryka oblężonej twierdzy

 

"Są w dzisiejszych czasach tacy, którzy…", "Niestety, współczesny świat zapomina o tym, że…", "Nowoczesne ideologie wmawiają nam…" - brzmi znajomo? Pewnie tak - w końcu w listach episkopatu, kazaniach czy katolickich mediach nieustannie jest mowa o osobach, instytucjach i ideologiach, które zagrażają naszej wierze. Kościół w Polsce został, niestety, zainfekowany chorobą lęku - boimy się islamizacji, Zachodu, przemian kulturowych i wielu innych. Oczywiście, nie należy bagatelizować tego, że zło istnieje i działa we współczesnym świecie - ale jednak warto dbać o odpowiednie rozłożenie akcentów. Chrystus powiedział przecież, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła - sądzę więc, że możemy spać spokojnie.

 

Dominacja męskiego punktu widzenia

 

O kobietach w Kościele mówi się z męskiej perspektywy - jako o żonach i matkach. Nawołuje się nas do pokory, łagodności, poświęcenia - oczywiście rodzinie. Uosobieniem rodzaju ludzkiego dla części kleru i episkopatu wciąż jest wyłącznie mężczyzna - kobieta jest dodatkiem lub "darem". Przykład? Proszę bardzo: temat spotkania młodych w Lednicy w roku 2010 brzmiał "Kobieta - dar i tajemnica". Jest to wpisywanie się w patriarchalny model myślenia, w którym "płeć piękna" jest przedmiotem, zaś mężczyzna - podmiotem. W duszpasterstwach dla kobiet i dziewcząt mówi się wiele o czystości, skromności i odpowiedzialności za życie - a przecież w chrześcijaństwie VI i IX przykazanie dotyczy obu płci! Także postać Maryi jest wciąż w Kościele rozumiana "po męsku" - mówimy wiele o jej pięknie, matczynej miłości oraz dziewictwie, a nie akcentujemy odwagi oraz siły.

 

Wszechobecność kiczu

 

W swoim życiu nie widziałam ani jednej brzydkiej cerkwi, natomiast podróżując po Polsce i Europie, wiele razy miałam ochotę zasłonić oczy, by nie musieć patrzeć na kościoły, które przypominają rakiety lub… kury (zainteresowanym polecam fanpage "Kościoły, które udają kury" na Facebooku).  Niektóre nasze pieśni religijne, obrazy świętych lub misteria (jak chociażby inscenizacja zamachu na św. Jana Pawła II) nie tylko są pozbawione teologicznej głębi, ale też ranią uczucia estetyczne. A przecież obecność Boga wyraża się także poprzez piękno!

 

Fiksacja na sprawach dotyczących seksu

 

Gender. Antykoncepcja. Seks przed ślubem. Akty homoseksualne. Czy jest ktoś, kto nie zna stanowiska Kościoła na temat którejś z tych spraw? Nie sądzę - w końcu w katolickich rozgłośniach czy prasie tematy okołoseksualne są nieustannie numerem 1. Tymczasem, kiedy na różnych katolickich grupach przytaczamy fragmenty społecznej nauki Kościoła (na przykład związanej z wartością pracy lub sprawiedliwym podziałem dóbr), bywamy nazywani… komunistami. Przyczyną tego stanu rzeczy jest brak wiedzy na ten temat u osób wierzących. Katecheci wolą przecież w nieskończoność opowiadać o tym, w jaki sposób użycie prezerwatywy niszczy więź małżeńską, niż zagłębić się w inne - nie mniej ważne! - aspekty nauczania Kościoła.

 

Miałkość kazań

 

Chyba żaden aspekt nauki w seminarium duchowym nie intryguje mnie tak jak zajęcia z homiletyki. Być może w sposobie ich prowadzenia kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego dobre, inspirujące do zmiany życia kazanie jest w większości polskich kościołów rzadkością. Na pewno ma na to także wpływ zubożenie języka całej nasze generacji - w końcu księża pochodzą z ludu. Profesor Jan Miodek sugerował kiedyś, że polscy duchowni obmyślają kazania przy goleniu. My idziemy o krok dalej - sądzimy, że znaczna część księży nie obmyśla kazań w ogóle. Skutkiem tego są nieustanne powtórzenia, wypowiedzi ogólnikowe, niezwiązane z Ewangelią, wypowiedziane monotonnym głosem. Jako polonistka i osoba, która zajmuje się pisaniem, cierpię niewyobrażalne męki, gdy słucham tego rodzaju "księżomowy".

 

Nasze "tezy" nie będą przybijane do drzwi żadnego z kościołów (co najwyżej "przypniemy" ten post na fanpage’u naszego bloga). Jednak, co najważniejsze, nie dążymy do żadnej schizmy. Nie chcemy się od Kościoła odłączać. Owszem, zależy nam na tym, by stał się on bardziej "katoludzki", jak pisze prymas Wojciech Polak. Jeżeli jednak wierzymy w to, że Kościół jest rodziną, to musimy zaakceptować fakt, że niektórzy członkowie tej rodziny nie żyją tak, jak się nam podoba. W końcu każdy posiada w swojej familii wuja, który głosuje nie tak, jak byśmy chcieli, ciotkę, która wiecznie się na wszystkich obraża, czy kuzyna, który jest fanem teorii spiskowych.

 

I wszystkich tych krewnych musimy nauczyć się kochać.

 

***

 

#ŁOBUZYWKOŚCIELE ||| Tekst ukazał się pierwotnie na blogu katolwica.blog.deon.pl w ramach wspólnego projektu blogerów z platformy blog.deon.pl. Nasi blogerzy dzielą się swoim doświadczeniem bycie w Kościele i tym, co jest realną przeszkodą w budowaniu wspólnoty.