Jezus objawił się fryzjerce. Wiedziałeś o tym?

Paweł Jurzyk
data22.05.2018 07:00

(fot. Rachel More / unsplash)

Paradoksalnie, Kościół, który dzisiaj z takim zaangażowaniem walczy z ideologią gender, z Żydówki Miriam uczynił postać odrealnioną, bezpłciową, a z Mari Magdaleny świętą ladacznicę. Niepojęte było, że Maria matka Jezusa i Maria Magdalena były jedynie zwykłymi kobietami.

 

Kobiety odgrywały w życiu Jezusa rolę ogromną, a Jego podejście do nich było wręcz rewolucyjne. Pamiętajmy, że mówimy o czasach, kiedy to pobożni Żydzi modlili się: "Dzięki Ci Boże, że nie uczyniłeś mnie zwierzęciem, niewolnikiem lub kobietą." Uczeni w Piśmie tworząc halachę utrzymywali, że kobiety i niewolnicy podlegają tym samym prawom. Jezus natomiast często i chętnie przebywał w towarzystwie kobiet i nie miał problemu z tym, żeby korzystać z ich pomocy finansowej. (Łk,8,1-3)

 

Kiedy jednak Kościół z młodych, spontanicznie powstających wspólnot przeradzał się w Kościół instytucjonalny zdominowany przez mężczyzn, ten niezwykle pochlebny obraz uczennic Jezusa stawał się cokolwiek niewygodny. Jak to? Kobiety były tak samo ważne dla Jezusa, jak dwunastu apostołów? Nie może to być! Te, które na kartach Ewangelii pojawiały się tylko epizodycznie, dla męskiego Kościoła większego problemu nie stanowiły. Problemem, i to problemem przez wielkie P, były dwie Miriam: Matka Jezusa i Maria Magdalena. W jaki sposób z nim sobie poradzono? Przecież nie dało się o nich nie mówić w ogóle.

 

Sprawę łatwiejszą stanowiła Matka Boga. Tutaj wystarczyło jedynie wynieść ją na piedestał tak wysoki, żeby żadna kobieta żyjąc realnie, nie była w stanie się z Matką Boską identyfikować. Bożą Rodzicielkę wyniesiono do rangi niemal bogini i otoczono nabożnym kultem. Nie oznacza to oczywiście, że ta niezwykła, dzielna kobieta, pierwsza chrześcijanka, bo przecież, jako pierwsza powiedziała Jezusowi "tak", na taki kult sobie nie zasłużyła. Zasłużyła sobie na wszystko i zgodnie z nauką Kościoła, za swoje cierpienie na ziemi otrzymała wielką nagrodę w Niebie. Chodzi o to, że cześć, jaką męski Kościół ją obdarzył, to "wylanie dziecka razem z kąpielą".

 

Miriam odebrano prawo do bycia prawdziwą, realnie żyjącą kobietą, zrobiono z niej ikonę, świętość nad świętościami do tego stopnia, że na przykład samo wyobrażenie sobie, że mogła ona w czasie okresu mieć gorsze dni i pokrzykiwać na Józefa i Jezusa dla wielu katolików po dziś dzień to świętokradztwo! Matka Boska i fizjologia? Toż to szarganie świętości. W męskim Kościele byli przecież i tacy, którzy twierdzili, że Maria nie miała bólów porodowych. Zwykłe, proste, rodzące w bólach kobiety, powinny zanosić do Matki Boskiej modły, ale nigdy twierdzić: "przecież była ona jedną z nas." Paradoksalnie, Kościół, który dzisiaj z takim zaangażowaniem walczy z ideologią gender, z Żydówki Miriam uczynił postać odrealnioną, bezpłciową.

 

Większy problem stanowiła Maria Magdalena. Jak z tej apostołki apostołów zrobić ikonę? Jak ją odrealnić? Przecież nie można jej było wynieść na takie wyżyny jak Matkę Jezusa. Z pomocą przyszły tu odwieczne pragnienia, obsesje i żądze mężczyzn. Wielu mężczyzn w skrytości ducha marzy o kobiecie, która jest jednocześnie rozwiązła i święta. Posłużono się więc archetypem męskich pragnień. Uczyniono z Mari Magdaleny świętą ladacznicą. Wykorzystano motyw nieprzerwanie obecny w kulturze.

 

Prostytutka Rachab, ratując izraelskich szpiegów, pomogła Jozuemu w zdobyciu Jerycha. Sztandarowym przykładem tego kobiecego archetypu w literaturze jest Sonia ze "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojewskiego. W kulturze popularnej wykorzystano ten motyw w znakomitej amerykańskiej komedii - "Pretty Woman". Maria Magdalena z uczennicy Jezusa przeobraziła się w archetyp, symbol męskich pragnień, przestała być realna.

 

Nie chodzi tu oczywiście o snucie spiskowych teorii, nie było tak, że ktoś usiadł i wymyślił. Wizerunki tych kobiet odrealnione i wyniesione do rangi symbolu to wynik męskiego sposobu patrzenia na świat. W ich mentalności, niepojęte było, że Maria matka Jezusa i Maria Magdalena były zwykłymi kobietami. Z ich słabościami, ułomnościami, nieczystościami i tak dalej. Były kobietami, owszem, ale jakimiś takimi specjalnymi, nie tyle super - kobietami, co nad - kobietami.

 

Hebrajski rzeczownik megaddela oznacza kobietę układającą włosy. Całkiem możliwe, że rozwiązanie zagadki Marii Magdaleny podają nam na tacy sami ewangeliści. Owa Maria mogła zwyczajnie trudnić się układaniem włosów kobietom, w ten sposób zarabiać na życie, a część zarobionych pieniędzy przeznaczać na pomoc Jezusowi. Z braku wiarygodnych źródeł jest to hipoteza dobra jak każda inna. Jednakże nigdy nie zapłodniła wyobraźni badaczy, nie stała się popularna. Dlaczego?

 

Najważniejsze wydarzenie w historii świata: Zmartwychwstały Chrystus i w centrum tych wydarzeń - fryzjerka? Pierwszym człowiekiem na ziemi, który miał zaszczyt zobaczyć Zmartwychwstałego, nie był Kefas - Skała, nie był umiłowany uczeń, który już niedługo na wyspie Padmos będzie widział smoki, ale - fryzjerka!? No nie, tego męski Kościół przetrawić nie był w stanie.

 

Czy przywrócenie Żydówce Miriam, matce i żonie, prawa do bycia zwykłą kobietą w jakiś sposób umniejsza jej świętości? Czy naszemu Kościołowi uwłacza to, że tą, która obwieściła światu i nam wszystkim: "widziałam Pana!" - była fryzjerką? Mam nadzieję, że my katoliccy mężczyźni dojrzeliśmy już do tego, by w swojej męskiej mentalności być w stanie przyznać: "owszem, zwykłe palestyńskie kobiety, uczennice Jezusa były równe apostołom".

 

 

Tekst pochodzi z bloga paweljurzyk.blog.deon.pl