"Wykładamy się na szacunku". Różańcowy prawy sierpowy i inne środki na drodze do celu

Blogi Natalia Świderska
data10.09.2018 07:00

(fot. Alora Griffiths on Unsplash)

Niepokoi mnie, jak my wierzący i praktykujący katolicy potrafimy potraktować ludzi, z którymi się nie zgadzamy. Przeglądając Internet trafiłam kiedyś na artykuł zatytułowany - "Katolicki nokaut!". Ku mojemu zdziwieniu tekst dotyczył modlitwy różańcowej. Zmroziło mnie.

 

Pozwoliłam sobie zaczerpnąć częściowo tytuł dzisiejszego wpisu z artykułu, który ukazał się jakiś czas temu. Tekst dotyczył wspólnoty charyzmatycznej, a to konkretne zdanie pojawiło się w kontekście ekumenizmu w Kościele. Ksiądz Tomasz Szałanda zauważył, że brak szacunku często uniemożliwia nam otwarcie się na ludzi innych wyznań. Myślę, że trafił w sedno. Brak wzajemnego szacunku, a obecnie wręcz chroniczny jego deficyt, niszczy szeroko rozumiane relacje międzyludzkie.

 

Bóg jako środek do celu?

 

Niepokoi mnie, jak my wierzący i praktykujący katolicy potrafimy potraktować ludzi, z którymi się nie zgadzamy. Swoistą nowomową stało się obecnie instrumentalne traktowanie Słowa Bożego i ubliżanie innym z jego pomocą. Nazywanie osób o odmiennych poglądach "szatanem", "Piłatem". Czy taka postawa może kogokolwiek pociągać ku Bogu?

 

Znakiem naszych czasów jest brak hamulców, by obrażać i deprecjonować ludzi uważanych do tej pory za autorytety. Świadczy o tym chociażby notoryczny atak na papieża, podważanie jego wiarygodności i poczytalności. Czy jeszcze mamy jakieś autorytety? Za czasów Jana Pawła II, Benedykta XVI, nie do pomyślenia było (przynajmniej w Polsce) , żeby nazywać papieża szaleńcem czy heretykiem.

 

Słowo Boże coraz częściej służy do manipulowania i obrony własnych poglądów i interesów. Bóg ma zapewnić przewagę, zaświadczyć o sile, władzy. Na ustach ludzi zionących nienawiścią do wszystkiego, co niepolskie i niekatolickie, słowa: "Jeśli Bóg z nami, to któż przeciwko nam" - napawają niepokojem. W mikroskali także da się zaobserwować to zjawisko. Przerzucamy się cytatami z Pisma Świętego w naszych sporach. Często tylko po to, by zmiażdżyć przeciwnika swoją racją. Widać to chociażby w dyskusjach toczących się w komentarzach na portalach katolickich.

 

Modlę się żebyś … "odszedł do domu Ojca"

 

Znajoma opowiadała mi przypadek pewnej kobiety. Uczestniczyła wraz z nią w warsztatach Pisania Ikon. W trakcie zajęć dzieliła się doświadczeniem swojej wiary. Sumiennie praktykowała wszelkie nabożeństwa, brała udział w wielu rekolekcjach. Wspomniała, że nie układa jej się w małżeństwie. Uważała się za osobę wierzącą i nie uznawała rozwodów. Znalazła inne rozwiązanie. Wytrwale modliła się o śmierć swojego męża. Zadziwiła mnie ta historia i "pobożność" obłudnej żony. Kilka tygodni później usłyszałam o księdzu, który przyznaje publicznie w kazaniu, że modli się o śmierć dla Papieża. Przeraziło mnie to.

 

Różańcowy prawy sierpowy

 

Przeglądając Internet trafiłam kiedyś na artykuł zatytułowany - "Katolicki nokaut!". O co może chodzić? - myślałam. Czyżby krewki kapłan zdzielił prawym sierpowym jakiegoś nieszczęśnika? Ku mojemu zdziwieniu tekst dotyczył modlitwy różańcowej. Autor artykułu użył sformułowania "katolicki nokaut" w odniesieniu do inicjatywy "Różańca do granic", podkreślając w ten sposób dużą liczbę wiernych, uczestniczących w tym przedsięwzięciu. Zmroziło mnie. Czy modlitwa nie jest aktem miłości i troski? Modląc się w intencji kraju modlę się za wszystkich jego mieszkańców, nie po to by kogoś zdzielić w twarz jak bokser na ringu. Takie wykorzystywanie różańca budzi niesmak.

 

"Sorry - taki mamy klimat"?

 

Są rzeczy, których dopuszczali się ludzie Kościoła, które są ranami w dziejach ludzkości. We wspólnocie ewangelizacyjnej, w której byłam uczyliśmy się jak odpowiadać na zarzuty. Zapamiętałam taką ripostę: "Kościół  nie jest wspólnotą świętych, ale grzeszników, którzy chcą być święci". Zdanie samo w sobie jest prawdziwe. Wzywa, by nie potępiać innych. Jesteśmy grzesznikami. Póki żyjemy, mamy szansę być święci. Tyle, że to nas nie usprawiedliwia. Nie możemy wyjść do drugiego człowieka z podejściem: doznałeś zranienia, zgorszenia w KK? - "Sorry, taki mamy klimat". Nie tędy droga! Gdy widzimy, że coś w naszej wspólnocie "nie gra", nie możemy być bezczynni, udawać, że nic się nie stało. Ukrywanie problemów, przestępstw, które po latach wychodzą na światło dzienne w atmosferze skandalu, gorszy ludzi i zniechęca do Kościoła. Molestowanie jest przedmiotowym traktowaniem drugiego człowieka, uderza w jego godność. Nie może być przemilczane! Jesteśmy zobowiązani zło nazywać złem i zadośćuczynić ofiarom, które doznały cierpienia.

 

Rodzina

 

Kościół jest dobry, doświadczam tego. Dzięki niemu nawiązałam relację z Bogiem, poznałam wielu wartościowych, dzielnych, pięknych ludzi. Łapię się za głowę, gdy dzieją się w nim rzeczy, jak te wspomniane wyżej. Boli mnie to. Po co o tym piszę? Bo myślę, że potrzebny jest otwarty dialog o tym, co trudne. Tak jak w rodzinie. Myślę że rodzina, w której każdy może swobodnie powiedzieć, co go boli i zostanie wysłuchany, jest zdrowa. Daje jej członkom poczucie bezpieczeństwa. W takiej, w której nie można powiedzieć nic krytycznego, bo inaczej będzie awantura albo ciche dni - dzieje się coś niedobrego.

 

Miłość i szacunek

 

Nie jest wszystko jedno, jak odnosimy się do siebie nawzajem. Drzemią w nas pokłady złości i agresji, której nie wahamy się uzewnętrzniać. Przeraża retoryka nienawiści pod osłoną Ewangelii. Powtórzę zdanie za księdzem Tomaszem Szałandą: "to nie na doktrynie się wykładamy, a na szacunku". Bez szacunku nie można niczego zbudować.

 

Niedawno napisałam artykuł pod tytułem "Spoiwo". Rozwijając myśl Papieża Franciszka, którą tam cytuję, fundamentem Kościoła - budowli, jest Chrystus, my - kamieniami. Spoiwo to coś, co spaja budowlę. Czy w ferworze walki o racje, nie zapominamy o wadze relacji międzyludzkich? Gdzie ma się ukazać oblicze Boga, jeśli nie w nich? We wzajemnym praktykowaniu miłości, otwartości, szacunku, życzliwości? Jeśli tego brakuje, choćbyśmy zręcznie żonglowali cytatami z "Pisma Świętego", mówili piękne świadectwa, porywające kazania, nokautowali liczebnością i siłą - nie przybliżamy ludziom Ewangelii.

 

Kościół jest misyjny, będąc jego częścią, jesteśmy posłani by przekazywać Dobrą Nowinę. Ludzie zanim zaczną czytać Słowo Boże­, najpierw czytają nasze życie. Bez szacunku nie można głosić prawdy o zbawieniu.

 

Tekst pochodzi z bloga almadecasa.blog.deon.pl

 

p>