Nie modliłam się na różańcu. Maryja upomniała się o mnie

Blogi niezawodnanadzieja.blog.deon.pl
data02.10.2018 07:00

(fot. shutterstock.com)

Kiedyś różaniec kojarzył mi się tylko z "klepaniem" tej samej frazy co jakiś czas, do znudzenia i zaśnięcia. Taki środek na bezsenność.

 

Z czym kojarzy Ci się modlitwa różańcowa? Mnie z pokutą zadaną podczas spowiedzi. Może jeszcze trochę z nabożeństwem przed pogrzebem. I z październikiem. Ten miesiąc zbliża się wielkimi krokami, więc zapraszam do pewnej refleksji.

 

Przyznaję, że jeszcze całkiem do niedawna nie modliłam się na różańcu wcale - chyba że za pokutę. A że mój spowiednik nie nakazywał takich modlitw, więc moje paciorki kurzyły się strasznie. Co się zmieniło?

 

Zaczęło się od pewnej lektury. Zaskoczyło mnie to, jak mocno dotknęła mojego wnętrza. Przedziwny sekret Różańca Świętego napisał wieki temu Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort (żył w VII wieku, 1673-1716), a ta lektura tak mocno mnie poraziła, że poczułam jak bardzo chcę się modlić tą modlitwą. Zaczęła się więc pewna przygoda.

 

Nie trwa długo, trochę ponad miesiąc. Codziennie odmawiam 10 różańca za mojego byłego i obecnego spowiednika. Czuję jak wielką moc ma ta modlitwa.

 

Kilka tygodni temu stałam z tyłu kościoła. Do konfesjonału nieopodal podszedł kilkuletni chłopak. Ja miałam iść zaraz za nim i przyznaję - byłam strasznie spięta i zdenerwowana. Chłopiec był tak wystraszony, że zaczął bardzo głośno mówić. Do tego stopnia, że wszyscy wokół go słyszeli. Widziałam pewną konsternację i w odruchu poprosiłam wszystkich, byśmy odsunęli się jak najdalej od niego i się pomodlili. Wszyscy w to weszli - cała kolejka ludzi!

 

Starsza pani wyciągnęła różaniec i zaczęła modlitwę. Poszło, włączył się każdy, staliśmy ściśnięci ramię w ramię. Zauważyłam w pewnym momencie, że chłopiec nadal mówi głośno, ale nagle przestałam rozumieć co. Tak, to takie nadprzyrodzone zamknięcie uszu! Tak to odebrałam. Nie chciałam słuchać jego spowiedzi i nie słyszałam.

 

To jednak nie był pierwszy różańcowy cud. Drugi zadział się w moim sercu. Nawet nie zauważyłam, kiedy mój lęk odszedł i jak to się stało, że podeszłam do konfesjonału uśmiechnięta.

 

Kiedyś różaniec kojarzył mi się tylko z "klepaniem" tej samej frazy co jakiś czas, do znudzenia i zaśnięcia. Taki środek na bezsenność. Teraz mnie pobudza, choć nie fizycznie - mam wrażenie, że Maryja bardzo długo się o mnie upominała i ktoś od dawna modlił się o to by moje serce Ją dostrzegło.

 

Jak jest dziś? Najczęściej odpalam YouTube, robiąc coś w kuchni. Modlę się różańcem z o.Szustakiem albo św. Janem Pawłem II. Jak? Są nagrania tej modlitwy, ja się do niej włączam. Szczególnie mocne są dla mnie te papieskie. Oddaję świętemu kapłanowi świętość kapłanów, którzy są dla mnie cenni.

 

Czas spędzony w samochodzie przestał być czasem z radiem - teraz jest z różańcem. Wdzięczna jestem tym, którzy nagrywają podkład do takich modlitw i można się modlić, nie licząc odmówionych dziesiątek - polecam mocno aplikację Modlitwa w drodze!

 

Kiedy w ciągu dnia mam więcej czasu, korzystam też z gotowych rozważań. Mam wtedy możliwość połączenia medytacji z modlitwą. Jakiego to daje duchowego kopa!

 

Tekst pochodzi z bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl.