Nie musisz być idealna, by być dobrą matką

Blogi niezawodnanadzieja.blog.deon.pl
data26.01.2019 08:00

(fot. shutterstock.com)

Jeśli jesteś matką, pewnie wiesz, co to za uczucie. Takie rozdarcie między "nie potrafię", a "wydaje mi się, że muszę", bo inaczej będę wyrodną matką.

 

Wiele się u mnie dzieje. Młodszy syn od wczoraj przebywa w szpitalu, jest po zabiegu. Starszy tęskni za bratem i boi się, że ten nie wróci, bo dziadek kiedyś poszedł do szpitala i trafił do nieba.

 

W tym wszystkim jestem też ja i mój lęk. A wczoraj także poczucie winy. Dlaczego?

 

Umówiliśmy się z mężem, że to on zabierze syna do szpitala i to on będzie przy nim czuwał 24h / dobę. Ja nie dam rady. Mimo, że mój ostatni pobyt z dzieckiem w szpitalu był prawie 3 lata temu, do dziś pamiętam jego krzyk i to mocne przytulenie, gdy pielęgniarki przestały wkłuwać się w jego głowę. Do dziś mam przed oczyma jego spojrzenie pełne bólu. Wiedziałam, że tym razem mogę tego nie udźwignąć.

 

Jestem więc wtedy, gdy starszy syn jest w szkole. Tulę ile mogę, bawię się, głaszczę i trzymam za rękę. Tak jak tylko matka potrafi. Potem wracam do domu.

 

Właśnie tutaj pojawiało się poczucie winy - jak to go zostawisz? On potrzebuje matki! Jesteś mu potrzebna!

 

Jeśli jesteś matką, pewnie wiesz, co to za uczucie. Takie rozdarcie między "nie potrafię", a "wydaje mi się, że muszę", bo inaczej będę wyrodną matką.

 

Muszę być zawsze blisko, zawsze czuła, obecna, pomocna. Mama to w końcu synonim słowa "ratuj", nieprawdaż? Ależ skąd, przecież to kłamstwo! Wiedziałaś o tym?

 

Mój mąż świetnie daje sobie radę. Tata jest silniejszy emocjonalnie, a mój syn potrzebuje teraz spokoju. Dziś na pożegnanie synek dał mi dużego buziaka i powiedział, że mam iść do Jasia. Poszłam. Z ciężkim sercem - jak głaz. Wiedziałam jednak, że teraz moje miejsce zajmie mąż, a ja powinnam tulić do siebie drugie dziecko - które mimo, że jest zdrowe, też bardzo mnie potrzebuje.

 

A czego potrzebuję ja?

 

Zadajesz sobie czasem to pytanie? Czego JA potrzebuję? Nie po to by coś lub kogoś zaniedbać, ale po to by mieć siły do tego by to zaniedbanie nie stało się faktem.

 

Odprowadziłam rano syna do szkoły, sama poszłam do kościoła. Wiedziałam, że jeśli się pośpieszę, mam szansę zdążyć na drugą z porannych mszy. Zdążyłam, wyciszyłam się, uspokoiłam, poczułam się mocno przytulona. Jezus zabrał mój lęk, dał siłę i spokój. Bardziej niż się tego spodziewałam i oczekiwałam…

 

Moje macierzyństwo nie jest dla mnie łatwe. Często mam dość. Kocham moje dzieci i potrafię o nie walczyć jak każda matka-lwica. Nie zmienia to jednak tego, że jestem tylko człowiekiem, jestem słaba. Często upadam, krzyczę, gubię się w swoich uczuciach, mam dość. Tak, często mam dość. Bywa, że zazdroszczę kobietom, które mają czas dla siebie - tak po prostu. Mój czas przestał być tylko mój, gdy urodził się pierwszy syn. Mimo, że dzieci uważam za jedno z największych darów, jakie otrzymałam w życiu - bywa że mam chęć uciec - najlepiej tak, by szybko mnie nie znaleźli.

 

Przypomina mi się tutaj jedna z medytacji z moich rekolekcji ignacjańskich. Zobaczyłam siebie jako potłuczony dzban - jego kawałki wbijały się w nogi moich dzieci. Raniły je, kaleczyły. Bardzo mnie ten obraz zabolał, bo wiedziałam, że jest prawdziwy. Wiedziałam, że zawalam, że nie jestem matką idealną. Wiedziałam, że zadaję ból.

 

Płakałam przed Jezusem, pytając, jak mam się zmienić, a On pokazał mi, że klęka przy każdym z moich dzieci, wyciąga szkło i opatruje rany. On je uleczył, On…

 

Nie pozwól zabrać sobie szczęścia bycia matką z powodu swoich braków i niepowodzeń. Jesteś idealną matką, innej twoje dzieci mieć nie będą. Kochaj jak potrafisz i zadbaj o siebie - to najlepsze co możesz dać swoim bliskim.

 

Tekst pochodzi z bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl.