Kuba nie mówi, nie chodzi, nie je sam. Ale będzie świadkiem na naszym ślubie

Magdalena Urbańska / Agata Krukowska
data12.02.2019 09:00

(fot. Archiwum prywatne - Agata Krukowska)

"Kiedy poznałam Kubę, myślałam, że nic nie rozumie. Nie znałam osoby, która byłaby bardziej od niego fizycznie niesprawna. Jak bardzo się myliłam! Jest najważniejszą Osobą, która ma się na tym ślubie pojawić!" - pisze Agata Krukowska. Tę niezwykła historię opisała nasza autorka Magdalena Urbańska.

 

Robię to pierwszy raz. Nie znam Kuby, ale znam moją siostrę Agatę. Opowiadała mi o swoim Przyjacielu, mówiła o nim wielokrotnie. Czytając jednak ten tekst, o który ją poprosiłam - miałam łzy w oczach.

 

Poznajcie Agatę, Leszka i Kubę - który w oczach świata jest kimś zupełnie innym niż w oczach tych, którzy widzą więcej niż wózek.

 

Zamieszczam jej tekst w całości:

 

Jakub Gąsiewicz to niespełna 29-letni mężczyzna. Od urodzenia dotknięty jest niepełnosprawnością - dziecięcym porażeniem mózgowym czterokończynowym. Z powodu wcześniactwa, od urodzenia skazany jest na pomoc swoich najbliższych. Kuba nie mówi, nie chodzi, trzeba go karmić - ba, nie jest w stanie sam podnieść głowy czy ręki. Mimo wszystko jest osobą niezwykle inteligentną. Dzięki cudownej mamie od 5. roku życia potrafi czytać, choć na co dzień - z racji ograniczeń wzrokowych i niemożności przekładania kartek - preferuje słuchanie audiobooków. Jakub uwielbia sowy (co widać na zdjęciu w jego pokoju) - sam karmi swoją sówkę w warszawskim zoo. Dzięki rodzicom ma możliwość podróżowania po świecie, co też z chęcią robi, gdy tylko przyjdą wakacje i upragniony urlop. Uwielbia dostawać też kartki - dzięki 3 "akcjom" rozpropagowanym na Facebooku z wysyłaniem kartek urodzinowych zebrał ich całą masę. To zawsze mocno go cieszy!

 

Kiedy poznałam Kubę 3 lata temu, myślałam, że on nic nie rozumie. Nie znałam osoby (i do tej pory, mimo 4 lat pracy z osobami z niepełnosprawnością, nie umiem sobie takiej przypomnieć…), która byłaby bardziej fizycznie od niego niesprawna. Jak bardzo się myliłam!

Kiedy "złapałam" kontakt, zaczęliśmy z sobą o WSZYSTKIM rozmawiać! Korzystając z książki do komunikacji, dowiedziałam się, że najbardziej lubi ostrą muzykę rockową, że czasami czuje się jak "yeti", widząc krzywe spojrzenia innych ludzi, że jego marzeniem jest przyjechać do mnie do Gdańska czy że czeka… na nawrócenie swojego taty. Kiedy się zaprzyjaźniliśmy, zawarliśmy "umowę". Ja modlę się za niego, a on za mnie - o to, abym znalazła "dobrego męża". Warunkiem - dla mnie - było to, że… będzie się zajmował Kubą. Umowa stoi, przyklepane! 

 

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak się stanie… 2 lata temu byliśmy wspólnie na sylwestrze w Brańszczyku. Kuba, Leszek (wtedy jeszcze chłopak, a dzisiaj narzeczony, za 3 miesiące mąż) i ja. Koordynatorka, wiedząc, że znam i rozumiem Kubę jak mało kto, przydzieliła go nam jako podopiecznego. I zaczęło się…

 

Kuba mówił nam wiele. Trochę poprzez książkę do komunikacji, ale bardziej przez… spojrzenie w oczy. Wystarczy patrzeć, BYĆ blisko, żeby go zrozumieć. Dla dobrego obserwatora rozmowa z nim nie jest niczym trudnym - choć sam Kuba musi się przekonać do człowieka, żeby mu zaufać. To chyba "normalne" - w końcu nie jest łatwo dać komuś całego siebie: aby zmieniać pampersy, sadzać na wózek czy kąpać, co na co dzień robią rodzice, a nie nikt "obcy".

 

Podczas nocy sylwestrowej 2 lata temu Kuba wziął mnie do pokoju. Położyliśmy się na łóżku, wyjęłam książkę do komunikacji… I wtedy padły słowa, które uważam za prorocze. Wskazując na "kościół", "pana" i "panią", zrozumiałam, że Kuba czeka na nasz ślub. Więcej, domyśliłam się, że chciałby być świadkiem, a później ojcem chrzestnym naszego dziecka!

 

Na szczęście Kuba nie jest osobą ubezwłasnowolnioną, dlatego bycie świadkiem nie stanowi żadnego problemu. Kiedy się zaręczyliśmy, nie było dla nas żadnych wątpliwości! To nasz najbliższy i najwierniejszy Przyjaciel. Człowiek, któremu zawdzięczamy sporo - możliwość poznania siebie, swoich mocnych stron… Który nas jeszcze bardziej uwrażliwił na Drugiego i pozwolił się jeszcze mocniej pokochać.

 

Za 3 miesiące staniemy przed ołtarzem. Za Leszkiem, na wózku inwalidzkim, będzie Kuba. To dla nas wielki dar - wiemy, że nikt inny tak nam nie kibicuje, nikt się za nas tak nie modli i nie życzy szczęścia. Jako przyjaciele postawiliśmy sobie cel - chcemy kupić mu sprzęt do lepszej komunikacji. C-Eye. Jakub mógłby siedzieć albo leżeć przed monitorem i mrugać oczami.

 

Po raz pierwszy, od prawie 29 lat, nie musiałby być zdany na innego człowieka, który zechce (lub nie…) wyjąć książkę do komunikacji i z nim porozmawiać. To krok milowy w kierunku do samodzielności. W końcu każdy z nas chciałby móc "normalnie" się komunikować czy samemu odpalać YouTube’a, czyż nie?

 

Dlatego założyliśmy z Narzeczonym zrzutkę. Wierząc, że "ludzi dobrej woli jest więcej"… Jeśli się nie dozbiera - dorzucimy pieniądze z prezentów ślubnych (poza tym robimy "zrzutkę" do puszki zamiast kwiatów, które nam po chwili zwiędną). To dla nas bardzo ważne, w końcu Kuba jest najważniejszą Osobą (poza nami), która ma się na tym ślubie pojawić! I to najwspanialszy człowiek, którego znamy.

 

Przyjaciele Przyjacielowi - po prostu. Gdyby ktoś chciał wpłacić - proszę i zachęcam. Dla nas może kilka złotych, dla niego zmiana komfortu całego przyszłego życia!

 

A jeśli, z jakichś przyczyn, nie można sobie pozwolić na wpłatę, proszę o udostępnianie. To w końcu tak niewiele…

 

***

 

Tekst pochodzi z bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl

 

(fot. Archiwum prywatne - Agata Krukowska)

 

(fot. Archiwum prywatne - Agata Krukowska)

 

>>Jeśli chcecie wesprzeć Agatę, Leszka i Kubę, kliknijcie tutaj<<