Twoje dobre słowo mogłoby uratować niejednego księdza

Magdalena Urbańska Magdalena Urbańska
data04.04.2019 07:00

(fot. Josh Applegate on Unsplash)

- Jestem księdzem 33 lata, ale coraz bardziej doświadczam, że na jedno słowo budujące i wspierające słyszę 9 dołujących - pisał ks. Grzegorz.

 

Ostatnio dużo myślę o Kościele.

 

Kilka dni temu wrzuciłam w mediach społecznościowych zdjęcie mojego parafialnego kościoła z pewną refleksją.

 

Czekałam dziś na przystanku autobusowym i klęcząc przy dziecięcym rowerku zobaczyłam niebo nad kościołem - piękne niebo...

Opublikowany przez Biegnąc pod wiatr Poniedziałek, 18 marca 2019

 

Kościół jako drogowskaz.

 

Wiele dobra doświadczam w mojej parafii, w małym zwykłym miasteczku. Poczynając od modlitwy, Mszy (od kiedy moja przyjaciółka mieszka w Niemczech i opowiada jakie ma trudności z Mszą, inaczej patrzę na to, co mam), nabożeństw, do choćby sakramentu spowiedzi - wtedy gdy jej potrzebuję.

 

Nie zawsze tak było. I nie chodzi o to, że uprawiałam churching, bo raczej jestem za leniwa, by jeździć z miejsca na miejsce. Związana jestem od lat z gdyńską parafią Jezuitów i to się nie zmieniło. Zmienia się jednak moje patrzenie na wszystkich innych wokół. Gdy przestałam porównywać, zobaczyłam piękno i głębię. Pozwoliłam się zaskoczyć, gdy nie spodziewałam się fajerwerków. I tak, nie było wystrzałów, był i jest pokój serca, spełnienie i radość, jest zwyczajnie głęboka wdzięczność.

 

Wczoraj rozważałam pisma św. Katarzyny ze Sieny, o Kościele właśnie. Ona nieustannie modliła się za Kościół, upominała papieża za jego wybuchowość podczas schizmy. I myślę o tym, co napisał mi przedwczoraj pewien kapłan.

 

Ks. Grzegorz przeczytał mój tekst o wdzięczności względem kapłanów. Można go przeczytać tutaj. Gdy zobaczyłam, że chce coś powiedzieć o tym, co przeczytał, poczułam lęk. Dlaczego? Ostatnio ciągle spotykam się z hejtem. Nie ruszają mnie już słowa: jesteś głupia, niedojrzała, naiwna. Nie jest w stanie wzruszyć mnie stwierdzenie, że skoro piszę dla Deon.pl, to jestem wrogiem Kościoła. To już było i powtarza się tak często, że mi spowszechniało.

 

Czasem jednak ktoś cytuje fragmenty wyrwane z kontekstu i mnie atakuje - moją wrażliwość, chęć podzielenia się swoim doświadczeniem, swoim światem. Wtedy mam ochotę schować komputer na dnie szafy i nigdy już nic nie napisać - tak, czasem tak mam.

 

To, co mnie przed tym powstrzymuje, to… wdzięczność. Wiele złych słów spływa po mnie, bo dostaję też dobre. Po przedwczorajszej rozmowie z ks. Grzegorzem patrzę jednak na to z jeszcze innej perspektywy.

 

Czy ja sama potrafię dziękować?

 

Jakiś czas temu pisałam Wam o Innym Wymiarze i ks. Pawle (tutaj), który pracował kilka lat w mojej parafii. Nigdy nie podeszłam do niego osobiście, by powiedzieć jak poruszają mnie jego kazania i jak bardzo zmieniają moją optykę patrzenia. Na szczęście udało mi się to teraz, choćby przez Internet.

 

Jednak to, co pisał mi przedwczoraj ks. Grzegorz sprawiło, że mam wyrzuty sumienia. Od jakiegoś czasu gdy słucham kogoś, jak mi mówi, że jakiś ksiądz spowodował w nim coś dobrego, pytam: powiedziałeś mu to? W 100% odpowiedź "nie". A szkoda. Myślę, że takie dobre słowo może nawet nie jedno kapłaństwo mogłoby uratować.

 

Uratować kapłaństwo. Czy to nie ja krzyczę czasem, że potrzeba nam mądrych kapłanów?

 

A ile razy podeszłam do nich, gdy usłyszałam coś, co mnie dotknęło? Ile razy powiedziałam "dziękuję" po spowiedzi? Ile razu uśmiechnęłam się na ulicy, życząc dobrego dnia? Ile razy potraktowałam kapłana jak człowieka, który ma uczucia?

 

- Jestem księdzem 33 lata, ale coraz bardziej doświadczam, że na jedno słowo budujące i wspierające słyszę 9 dołujących - pisał ks. Grzegorz.

 

Czy to nie powinno być moim wyrzutem sumienia? Naprawdę? Czy muszę dokładać do tego swoją cegiełkę?

 

Nie chodzi mi teraz o to, żeby nie widzieć zła, zaniedbań czy bylejakości. One są wszędzie. Chodzi raczej o to, by skupić się na dobru - w tych małych, niepozornych miejscach, gdzie mieszkają kapłani z wielkim sercem.

 

Jest ich więcej niż nam się wydaje. Dziękuję Wam za Waszą posługę i poświęcenie. I chcąc okazać Wam wdzięczność, postaram się pokazywać jak jesteście dla mnie cenni - pomimo moich oporów, lęków, zranień. Już dziś, bo być może dziś na szali leży czyjeś kapłaństwo.

 

Księże Grzegorzu - dziękuję!

 

Tekst pochodzi z bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl.