Po co prowadzić notatki duchowe? "To jest w pewnym sensie modlitwa"

Blogi Magdalena Urbańska
data22.04.2019 07:00

(fot. pl.depositphotos.com)

Na początku pisałam po każdej spowiedzi. Czasem dwa zdania, czasem pół strony. Z czasem pisałam też "pomiędzy", gdy dotknęło mnie jakieś słowo, kazanie, książka.

 

Jakiś czas temu pisałam trochę o spowiedzi, odpowiadając na Wasze pytania. Obiecałam część dalszą - o sensie, sposobie i wszystkim wokół spisywania notatek duchowych.

 

Piszę dziś ten tekst nie tylko jako praktyk, ale osoba, która długo szukała dla siebie sposobu wyrażania swoich myśli, z wielkim pragnieniem, by to co porusza, zostało zapamiętane.

 

Moja przygoda ze spisywaniem myśli zaczęła się… po jednej ze spowiedzi. Nie mogąc kolejny raz wyrazić jasno tego, co czuję, postanowiłam nauczyć się spisywać swoje poruszenia, by łatwiej było mi je później wypowiedzieć. Na początku pisałam po każdej spowiedzi. Czasem dwa zdania, czasem pół strony. O tym, co w sobie zobaczyłam, co usłyszałam, nad czym chciałabym pracować. Zwykły zeszyt w kratkę i długopis. Data, kilka myśli, pokuta. Tyle.

 

Z czasem pisałam też "pomiędzy", gdy dotknęło mnie jakieś słowo, kazanie, książka. Gdy założyłam profil na Instagramie i poznałam kilka twórczych osób, zobaczyłam, że można swój stan ducha wyrażać także poprzez rysunki, kolory, naklejki. Zeszyt zamieniłam na notes, a moje notatki stały się kolorowe, nabierając życia i wyrazu.

 

 

Pięknie o spisywaniu poruszeń duchowych pisze Maja Komasińska-Moller w książce Pogoda ducha (więcej o samej książce jest tutaj). Widzę w sobie to, co pisze Maja. Gdy jest mi ciężko, źle, pusto - zaglądam do notatnika. Dostrzegam wtedy, jak wiele zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat. Jak bardzo zmieniło się moje życie i ja sama.

 

Poprosiłam dwie kobiety, którymi się inspiruję, by podzieliły się tym, czym jest dla nich spisywanie poruszeń. Oto co napisały:

 

"Bardzo często robię notatki w czasie rekolekcji albo po spowiedzi, rozmowie, czy po prostu z własnych przemyśleń i modlitwy. Lubię spisywać takie rzeczy, m. in. dlatego, że jestem wzrokowcem i to, co zapisane na papierze, łatwiej zapisuje się też w mojej głowie i sercu. Poza tym pamięć bywa zawodna i niektóre ważne treści szybko się w niej gubią. Zwłaszcza jeśli jest ich sporo na raz i towarzyszą im emocje - wtedy pamiętam mocno, ale krótko 😉

 

No i jest jeszcze jeden, chyba najważniejszy, powód. Gdy przychodzi trudniejszy czas, jakaś ciemność duchowa, albo - mówiąc po ludzku - dołek, to zdarza mi się wracać do wcześniej zrobionych notatek. Wtedy są one dla mnie nie tylko pocieszeniem i drogowskazem, ale też swego rodzaju "dowodem" na istnienie i działanie Pana Boga. Przypominają mi, że On zawsze jest blisko mnie, że było wiele chwil, w których wyraźniej Go słyszałam i doświadczałam.

 

Budzą też we mnie tęsknotę za taką bliskością i pomagają mi wierzyć, że ten gorszy czas nie będzie trwał wiecznie :)"

 

Agnieszka

 

"Od kiedy tylko sięgnę pamięcią zawsze miałam problem ze sobą. Jestem DDA, bardzo wcześnie zaczęłam dojrzewać, mam niską samoocenę i tak naprawdę nigdy siebie nie lubiłam. Kilka lat temu, a właściwie kiedy urodziła się moja córka, rozpoznano u mnie depresję. Chodziłam na terapię, ale też biorę cały czas leki. Kilka miesięcy temu natrafiłam na wspaniały rozwój duchowy dla kobiet. Pierwszy notes, który kupiłam pozwolił mi spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Pamiętam pierwszy dzień, kiedy kichając i prychając siedziałam i opisałam wszystkie swoje uczucia i emocje. Pamiętam też tą ulgę, którą poczułam po kilku godzinach. Takie oczyszczenie umysłu i serca.

 

Postanowiłam wtedy założyć specjalny rozdział w tym notesie, pod tytułem: kryzysy. Za każdym razem kiedy coś mi wewnętrznie przeszkadzało, kiedy moje serce wyrywało się z bólu - pisałam. To jest dziwne, co teraz przyznam, ale ta czynność była w pewnym sensie modlitwą - krzykiem o ukojenie w bólu. Ktoś może powiedzieć, że coś naprawdę jest ze mną nie tak, ale ja w tym cichym krzyku zmieszanym z szuraniem długopisu po papierze, słyszałam Boga. Zawsze każde Jego słowo zapisywałam pod spodem, innym kolorem.

 

To jest niesamowite, ale taka forma wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, stała się dla mnie kolejną możliwością rozmowy z Bogiem. Mało tego, znalazłam metodę najlepszą dla siebie na pozbycie się tego, co mnie dusi od środka".

 

Justyna

 

Tekst pochodzi z bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl.