Przypadkiem trafiłam na jej wspaniałe listy. Dziś jest moją patronką z bierzmowania

Blogi Edyta
data02.05.2019 08:00

(fot. José Luiz Bernardes Ribeiro, via Wikimedia Commons)

Kiedy czyta się jej listy do narzeczonego, a potem męża, można się zachwycić wizją małżeństwa przeżywanego z Bogiem.

 

Pierwszy raz natknęłam się na św. Giannę (Joannę) Berettę Mollę w gimnazjum. Przypadkowo trafiłam na jej listy do męża i pamiętam, jak mnie poruszyły! Do dziś do nich wracam i za każdym razem urzekają mnie swoją świeżością, pogodą ducha i pięknem.

 

Dzisiaj wspomnienie tej świętej, która jest równocześnie moją patronką wybraną z okazji bierzmowania. Bardzo się cieszę, że wtedy, kiedy byłam bardzo młoda, usłyszałam o niej i wybrałam sobie na patronkę. To bardzo piękna postać!

 

Kiedy czyta się jej listy do narzeczonego, a potem męża, można się zachwycić wizją małżeństwa przeżywanego z Bogiem. Pamiętam, że kiedyś przestraszyło mnie zdanie zapisane przez św. Ignacego z Loyoli, że nie należy wybierać drogi życiowej, np. małżeństwa, zakonu jako celu samego w sobie, bez zastanowienia się, czy to będzie pomagać nam w drodze do Boga, bo małżeństwo, zakon są tylko środkiem do celu. Jak to tylko środkiem? Kiedy się czyta listy Gianny, można się przekonać, że podporządkowywanie ludzkiej miłości miłości do Boga wcale nie sprawia, że ta ludzka miłość staje się mniej ważna. Nie jest wcale traktowana instrumentalnie. Przeciwnie, staje się piękniejsza, bo podporządkowana i skierowana w stronę większej Miłości, która nadaje ukierunkowanie całemu życiu i małżeństwu.

 

"Kiedy myślę o naszej wielkiej, wzajemnej miłości, nie czynię nic innego jak tylko wyrażam wdzięczność Panu Jezusowi. To prawda, że miłość jest najpiękniejszym doświadczeniem, jakim Pan Bóg obdarzył dusze ludzi. I my, Piotrze, podobnie jak to czynimy teraz, będziemy się kochać na zawsze".

 

"Dzięki Ci, Piotrze, za tak wiele. Chciałabym umieć wyznać Ci wszystko, co czuję i mam w sercu, lecz - uwierz - nie jestem zdolna. Na szczęście Ty dobrze znasz moje uczucia i dlatego i tak potrafisz mnie zrozumieć.

 

Najdroższy Piotrze, jestem pewna, że zawsze będziesz mnie uszczęśliwiał - tak jak teraz - i że Pan Jezus wysłucha Twych modlitw, gdyż prośby wypływają z serca, które Go zawsze kochało i służyło Mu święcie.

 

Piotrze, ileż ja muszę się jeszcze od Ciebie uczyć! Jesteś dla mnie prawdziwym przykładem i za to Ci dziękuję. Z pomocą i błogosławieństwem Bożym uczynimy wszystko, ażeby nasza nowa rodzina mogła się stać małym wieczernikiem, gdzie Jezus zakróluje nad każdym naszym uczuciem, pragnieniem i działaniem".

 

Tekst pochodzi z bloga wypelnianekalendarze.blog.deon.pl