Ksiądz docenia "Grę o Tron": może pobudzać do wypraw w fascynujące zakamarki teologii. Mamy masę ciekawych tropów

Blogi ks. Piotr Niewiadomski
data05.05.2019 08:00

(fot. materiały prasowe HBO)

Dwaj bohaterowie w ostatnim odcinku umarli w sposób kojarzący się ze śmiercią Chrystusa - jeden z rozłożonymi rękami, drugi z przebitym bokiem. (...) George R. R. Martin igra z tematami Biblijnymi jak np. Niewiasta i Smok. Wszystko to scenarzyści HBO roztrwonili gdzieś po drodze.

 

Dlaczego Gra o Tron nie jest chrześcijańska? To, że nie jest chrześcijańska, to jeszcze nie problem, ale że przestała być pogańska - już tak!

 

Dwaj bohaterowie w ostatnim odcinku umarli w sposób kojarzący się ze śmiercią Chrystusa - jeden z rozłożonymi rękami, drugi z przebitym bokiem. Było to jednak podzwonne dla teologicznych wątków, niegdyś tak intrygujących. Ogonem wydzwonił je diabeł kultury masowej, bez krztyny - ni pogańskiej, ni chrześcijańskiej - pobożności.

 

Dlaczego Gra o Tron miałaby być pobożna? Czy nie może być rzeczy niechrześcijańskich na tym Bożym świecie? Słońce w końcu, jak i deszcz majowy, a także najlepsi nasi przyjaciele psy, obywają się bez metryki chrztu, a są całkiem blisko Stwórcy i chrześcijanin obcuje z nimi bez zagrożeń duchowych. To jasne, nie wymagam od amerykańskiego serialu, by był niczym "Zerwany kłos" co do aspektu budującego i niczym listy Konferencji Episkopatu Polski co do dogmatu. Ale kiedyś, na początku, ten serial obiecywał teologom ciekawą debatę. Było tak dlatego, że czerpał z książek, które George R. R. Martin napełnił wątkami religijnymi szczelniej niż niejedno kazanie. Czasem były biblijne, czasem pogańskie, zawsze intrygowały.

 

Gdzie jest Jezus w "Grze o Tron"?>>

 

Zacznijmy od Alfy, czyli Pana Jezusa. Chrystologia Gry o Tron! Bazująca zwłaszcza na zdaniach Bóg wybrał to, co głupie w oczach świata oraz moc w słabości się doskonali. Tyrion - karzeł i przestępca, Jaime - bezsilny rycerz, Jon - zostawiony na pustkowiu bękart, Daenerys - dziewczynka, której dzieją się wielkie rzeczy, a nade wszystko Bran ze swoim upadkiem, ograniczeniem, które staje się siłą. To wszystko zapowiadały pierwsze sezony, że nasi bohaterowie przejdą drogę podobną do "Panajezusowej".

 

Pan Jezus przeszedł jakąś drogę? Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności… ze sposobności, by pozostać na Swoim miejscu i wyruszył na wyprawę. Jej trasę określa o kosmicznej skali parabola, Chrystus zstępuje przez poziomy istnienia aż staje się człowiekiem i tu podejmuje to samo jako człowiek, schodzi coraz niżej poprzez ludzkie doświadczenia. Jak to? Czyżby jego uniżenie to był nie tylko Wielki Tydzień? Jasne.

 

By to pojąć, wyobraźmy sobie Dzieciątko bawiące się w Egipcie ze Swoją Mamą w cieniu owocowych drzew, jak biega z ubrudzonymi mułem rączkami. Śmiech Boga, zdrowy i czarujący, Ich wzajemne czułości i harmonia.

 

A co potem?

 

Potem ciężki los uczciwego pracownika w niesłychanie biednym kraju. Niemożność polepszenia losu Matki, pomimo potencjału. Wezwanie do wzywania, wezwanie do Ewangelii, do pojedynku Żebraka z Księciem pośród Judzkich pustkowi, potem gorzki smak ludzkiej religii i ludzkiej przyjaźni, twarde realia polityczne, tortury i egzekucja na wysypisku śmieci, z jedyną szczerze kochającą Cię ludzką istotą pod Twoim Krzyżem.

 

Aktorka "Gry o Tron" przeciwna nagości w seriali>>

 

Wyobraź sobie tylko! A spoglądając, pośród wątpliwości, bo i w te obszary musisz zejść, słyszysz wezwanie, by pójść jeszcze niżej, jako człowiek, w domenę śmierci, w dom umarłych. A tam pokażą Ci właz w podłodze, kierujący do najgorszych lochów kosmosu, gdzie kosmos się kończy, a zaczyna chaos, byś stoczył walkę niepojętą, wsparty nie Swą należną Ci przecież Wszechmocą, ale tylko Twoją Ofiarą. Gdy potwór zamknął paszczę na Baranku, wszystko było skończone i dlatego mogło zacząć się na nowo, z najniższego punktu parabola strzela z mocą w górę - Zmartwychwstanie! - i wszystko porywa za sobą, nie mówię, że diabły będą zbawione, ale Hymn mówi, że zegną kolana, czyli sytuacja ich się polepszy, chętnie czy niechętnie, znajda miejsce w świecie, który Chrystus dokańcza Swą podróżą, Swą Walką koronując całe stworzenie.

 

Ale miało być o Grze o Tron! Właśnie - droga Chrystusa jest zaskakująca dla demonów i to jest Tajemnica Jego Sukcesu, że nie poznały Pana Chwały. Podobnie w pierwszych sezonach mieliśmy mnóstwo postaci ustawionych na początku ciekawych dróg w wymyślonym przez Martina świecie. Przez pierwsze sezony to się właśnie działo, zstępowali do piekieł i na niebiosa, stawali się ludźmi bardziej, lub swe człowieczeństwo marnowali, ofiarowali się bądź buntowali. Robili słowem to, co od świtu czasów czynili bogowie i herosi ludzkości w każdej szanującej się mitologii, co czyniło je wszystkie pewnym przygotowaniem do Ewangelii.

 

Więc w ostatnich sezonach, niestety, zatarły się te drogi, stały się niekonsekwentne, autorzy serialu wiedzą ciągle, że śmierć, życie, ofiara, Bóg i człowiek to ważne tropy, ale nie mają pojęcia, gdzie one prowadzą. Stąd rozczarowanie, niczym głupio rymujące się zakończenie doskonałego poematu.

 

Cała nadzieja, w książkach, że Martin dlatego tak długo je pisze, że stara się to zrobić lepiej i w godny sposób uwieńczyć swą budowlę. Bo Gra o Tron nie musi być chrześcijańska, ale powinna mieć serce bijące takim jak ono, kosmicznym Rytmem. Powinna zakończyć się jakimś sensem jakąś Omegą, jak Opowieść Pana Jezusa.

 

Ten komentarz księdza o "Grze o Tron" wszystko wyjaśnia>>

 

Poza chrystologią mamy w Grze o Tron całą masę innych ciekawych tropów. Martin igra z tematami Biblijnymi, jak Niewiasta i Smok, chrzest (co jest martwe, nie może umrzeć…), z proroctwami, z przemocą religijną, z instytucjami kościelnymi. Jest tego oczywiście więcej, są tematy pogańskie, jak pory roku i symbolika z tym związana… Wszystko to scenarzyści, najęci przez HBO, roztrwonili gdzieś po drodze.

 

Każda z idei oryginalnie obecnych w Westeros może pobudzać do wypraw w fascynujące zakamarki teologii. Jedynym problemem, za to takim, o który serial ostatecznie się rozbił jest to, że do zrobienia gigantycznych pieniędzy niekoniecznie trzeba idei, starczą efekty specjalne i epickie one-linery, teksty nadające się co najwyżej na koszulki.

 

Tekst pochodzi z bloga morzezogniem.blog.deon.pl