Była we mnie ogromna pustka, czułam się niewystarczająca

Blogi niezawodnanadzieja.blog.deon.pl
data10.06.2019 07:00

(fot. John-Mark Smith on Unsplash

Kilka miesięcy temu znajomy zaproponował mi ćwiczenie. Gdy opowiedziałam mu o swoich trudnościach i moim patrzeniu na pewne trudne sprawy, zapytał: a jak patrzy teraz na ciebie Jezus? Co mówi Jego wzrok?

 

Pamiętam swoje zaskoczenie. Jak to jak? Przecież Bóg zawsze patrzy z miłością, czyż nie?

 

Tak naprawdę była we mnie ogromna pustka i choć o kochającym spojrzeniu mogłam wiele mówić, to wcale go na sobie nie widziałam i nie czułam. Wręcz przeciwnie. Idąc do spowiedzi, oczekiwałam mocnej pokuty i reprymendy. Gdy traktowano mnie inaczej, zastanawiałam się o co chodzi. I nie, moi spowiednicy wcale nie są zbyt łagodni. To nie z nimi był problem, ale z moim patrzeniem na siebie i na Boga.

 

Zawsze zła, niewystarczająca, zbyt wybuchowa, nieogarnięta? A co na to spojrzenie Jezusa? Czy On może na taką mnie patrzeć z miłością, skoro ja sama nie potrafię?

 

Spojrzenie w kochające Oczy okazało się jednym z najtrudniejszych zadań ostatnich miesięcy. Trudnym, wyboistym, ale i dobrym doświadczeniem, które we mnie ciągle ewoluuje.

 

Przez bardzo długi czas nie potrafiłam wyobrazić sobie tego wzroku. Gdy komuś o tym opowiadałam, powiedział: "poszukaj wokół siebie ludzi z oczami, które są przepełnione Bogiem. To widać. Tak patrzy na ciebie Jezus".

 

Pomyślałam od razu o pewnym jezuicie, którego znam od lat, choć widujemy się bardzo rzadko. Zawsze czuję się przy nim sobą - jestem bezpieczna, spokojna - on nic nie musi mówić ani robić, bym się przy nim wyciszyła, bym mogła być sobą bez lęku. Jednak czułam, że to nie jego wzrok jest tym, którego szukam.

 

Modliłam się, nosiłam w sercu pragnienie odnalezienia wzroku, który jest tym, który rozkruszy moje wewnętrzne okopy. Spotkałam tego człowieka trochę przypadkiem, w kościele. Spojrzałam na niego, albo raczej w jego oczy, gdy coś do mnie mówił. Nie powiedziałam mu tego wtedy, ale w jego oczach było coś, co spotyka się bardzo rzadko. Było czuć w tym spojrzeniu Jego wzrok. Do dziś często dziękuję za tę łaskę - dotknęła mnie wtedy, przez moment. W oczach człowieka spotkanego od tak.

 

Niektórzy posługują się też obrazami Jezusa, mnie to jednak nie pociąga. Potrzebuję czegoś żywego, namacalnego. Potrzebuję łask.

A On? Nieustannie mnie zaskakuje - w Adoracji, w konfesjonale, w drugim człowieku. I pokazuje jak bardzo mnie kocha. Nawet, gdy ja nie kocham sama siebie.

 

 

Tekst pochodzi z bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl.