Tym może się skończyć nieustanne odwlekanie spowiedzi

Blogi podniebem.blog.deon.pl / ml
data28.02.2018 07:00

(fot. shutterstock.com)

"Kiedyś do spowiedzi chodziłem raz na miesiąc, przed pierwszym piątkiem miesiąca. Później był okres, w którym chodziłem jeszcze rzadziej. (...) Zauważyłem wówczas, że odwlekanie spowiedzi równa się...".

 

Mam wrażenie, że czym bardziej świadoma i dojrzała wiara, tym bardziej świadoma spowiedź i tym większa potrzeba spowiedzi. 

 

Spowiedź dziecka

 

Wszyscy przeszliśmy przez etap Pierwszej Komunii Świętej. Wszyscy byliśmy chyba wtedy zachwyceni Bozią, aniołkami, pogodną Maryją czy Jezuskiem ukrytym w hostii. Z drugiej strony, strach nas przelatywał na myśl o groźnym Bogu Ojcu, który jest gdzieś tam w Niebie, na chmurze i czeka tylko na to, by wypatrzyć jakiś grzech i nas ukarać.  To oczywiście obraz podany w dużym uproszczeniu, ale wielu niestety taki obraz wyniosło z lat dziecinnych.

 

Jeśli taki obraz utrwalił się w naszej świadomości, to i sens oraz potrzeba spowiedzi przestawały być oczywiste. To raczej przykry obowiązek. Obowiązek ten był więc odhaczany powtarzanym od dzieciństwa zestawem grzechów, czasem wzbogacanym o jakieś nowości, a z czasem obowiązek ten stawał się coraz rzadziej wypełniany.

 

Sam przeżyłem taki właśnie etap. Do spowiedzi chodziłem zawsze, ale nie były to częste spowiedzi, a już na pewno nie były to spowiedzi świadome. Nauczyli mnie przed Pierwszą Komunią Świętą regułek, które z książeczki trzeba było odmówić przed i po spowiedzi. To były takie sekretne zaklęcia. Potem był zestaw grzechów… i tyle. Do następnego razu.

 

Nawrócenie i Dzienniczek

 

Zmiana przyszła w dorosłym już życiu. Gdzieś na studiach. Zacząłem rozumieć, że spowiedź to coś więcej niż tylko zeznawanie o błędach, jakie popełniłem, i złu, jakie wyrządziłem. Dotarło do mnie, że spowiedź to spotkanie z Jezusem.

 

Poważne podejście do spowiedzi ułatwiła lektura "Dzienniczka" Siostry Faustyny. Jej świadectwo spotkania z Jezusem gęste jest od fragmentów dotyczących spowiedzi. Jezus wielokrotnie namawia i poucza, by do tego sakramentu często przystępować. By na serio brać pouczenia i wskazówki spowiednika. Spowiedź to wielki dar, jaki pozostawił nam Jezus. Nazywa ją trybunałem miłosierdzia i wskazuje na niezliczone cuda, jakie za pośrednictwem konfesjonału się wydarzają.

 

Najbardziej porusza mnie jeden fragment z "Dzienniczka" Siostry Faustyny. O spowiedzi mówił Jezus: "tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawiać dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone - nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. (…) Kiedy przystępujesz do spowiedzi świętej, do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja krew i woda, która wyszła z serca Mojego, i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi świętej, zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia".

 

Moje przygotowanie

 

Mając zatem wiedzę o tym, jakim wielkim darem jest spowiedź, nie można jej zbagatelizować. Podstawa spowiedzi to dobry rachunek sumienia. Nie może być tak, że osoby dorosłe korzystają z tego, co przygotowano dla pierwszokomunijnych dzieci. Lubię posiłkować się świetnym rachunkiem, który mam w mojej książeczce, ale to tylko pomoc. Lubię posiedzieć sam na sam i pomyśleć, co wydarzyło się u mnie od ostatniej spowiedzi. Nie chodzi tylko o grzechy i katowanie siebie, chodzi o zauważenie też tego, czego nie zrobiłem, co zaniedbałem i jak mogę to poprawić. Chodzi też o to, by zobaczyć, co udało mi się zrobić, w czym jest lepiej, co pokonałem. Te plusy w rachunku sumienia też są ważne.

 

Czasem pewne grzechy i słabości tak mocno przylepią się do człowieka, iż zdawać by się mogło, że moja spowiedź nic nie daje, bo powracają po spowiedzi jak bumerang, czasem nawet ze zdwojoną siłą. Tylko że ile razy upadam, tyle razy muszę się podnosić i nie zrażać się porażkami. To szatan chce nam wmówić, iż jesteśmy tacy słabi, takimi nieudacznikami, że spowiedź jest bez sensu, bo i tak cały ten syf wraca. Oto mu chodzi. Nie można mu dać satysfakcji.

 

Co za dużo, to nie zdrowo?

 

Kiedyś do spowiedzi chodziłem raz na miesiąc, przed pierwszym piątkiem miesiąca. Później był okres, w którym chodziłem jeszcze rzadziej. Dziś staram się chodzić jak najczęściej, zawsze wtedy gdy wiem, że nie jestem w łasce uświęcającej. Nauczyłem się tego, gdy podjąłem walkę z nieczystością. Zauważyłem wówczas, że odwlekanie spowiedzi równa się wejściem w jeszcze większy bałagan, spowiedź po upadku często powodowała, że kolejny upadek pojawiał się po długim okresie, by z czasem przestać się pojawiać. Bo spowiedź ma wielką siłę, bo spowiedź daje wielką łaskę.

 

Spowiedź to sakrament

 

Staram się, też pamiętać o tym, że spowiedź to sakrament. Nie lubię podchodzić do tego sakramentu na szybko. Unikam więc jak mogę przedświątecznych taśmowych spowiedzi. Staram się iść do przedświątecznej spowiedzi w takim momencie, by nie musieć na szybko wyznawać grzechów w tłumie innych wiernych. Nie zawsze się to udaje.

 

Staram się też nie przystępować do spowiedzi na Mszy Świętej, a przynajmniej nie na tej, w której chcę uczestniczyć. Według mnie dwa sakramenty naraz to za dużo. Albo, albo. Choć z drugiej strony, jeśli wiem, że nie będę miał okazji w innym terminie przez dłuższy czas przystąpić do spowiedzi, to decyduję się na taką podczas Mszy.

 

Idąc do spowiedzi, jesteśmy jak syn marnotrawny z Jezusowej przypowieści. On bał się reakcji ojca, tak i my się tej rekcji boimy, ale pamiętajmy, że reakcja ojca przepełniona była radością i miłością. Wyprawił na cześć swojego syna ucztę. Taką samą radość czuje Jezus, gdy z naszym brudem przychodzimy do Niego w spowiedzi. Czujecie? On może nawet wyprawia na naszą cześć ucztę w niebie?!

 

*  *  *

 

#MojaSpowiedź ||| Tekst pierwotnie ukazał się na blogu podniebem.blog.deon.pl w ramach wspólnego projektu blogerów z platformy blog.deon.pl. Nasi blogerzy dzielą się swoim doświadczeniem spowiedzi.