Nie tylko traktory i aborcja. Czy katolik powinien bać się feminizmu?

Blogi katolwica.blog.deon.pl
data08.03.2018 12:50

(fot. shutterstock.com)

U nas podział ról i talentów jest dość stereotypowy. Ale nigdy nie wiemy, czy przypadkiem nasza córa nie postanowi iść w ślady ojca. I bardzo byśmy nie chcieli, gdyby ktoś powiedział jej wtedy, że ma odłożyć sklejanie modeli na rzecz projektowania sukienek, bo "tak trzeba".

 

To się w końcu musiało stać - musieliśmy napisać o feminizmie, o tym, dlaczego jako katolicy, utożsamiamy się z ruchem feministycznym. A chyba nie ma ku temu lepszej okazji, niż Dzień Kobiet, w którym to pamiętamy nie tylko o damach swych serc, ale także o 126 kobietach strajkujących przeciwko uciskowi w firmie, które zginęły w pożarze w jednej z fabryk w Nowym Jorku w 1909 roku.

 

I choć feministkami niektórzy katoliccy dziennikarze (np. z "Gościa Niedzielnego" lub "Frondy") straszą swoje dzieci (zwłaszcza synów), to warto tego dnia pamiętać również o zasługach kobiet walczących dla równości płci.

 

Dlaczego jesteśmy wdzięczni prekursorkom i kontynuatorkom idei feminizmu i blisko nam do ich poglądów?

 

1. Bo w feminizmie nie chodzi o domaganie się aborcji na życzenie w 9 miesiącu ciąży czy o to, by chłopcy obowiązkowo nosili sukienki. Chodzi o równość. O możliwość wyboru. O to, by dziewczyna mogła realizować swoje pasje - nawet jeśli są one związane na przykład z mechaniką samochodową, lotnictwem, sztukami walki. U nas podział ról i talentów jest dość stereotypowy - Angelika (ja) to humanistka z nieco artystyczną duszą, a Kacper (mąż) to typowy ścisłowiec programista. Ale nigdy nie wiemy, czy przypadkiem nasza córa nie postanowi iść w ślady ojca. I bardzo byśmy nie chcieli, gdyby ktoś powiedział jej wtedy, że ma odłożyć sklejanie modeli na rzecz projektowania sukienek, bo "tak trzeba".

 

2. Bo feminizm jest ruchem niezwykle zróżnicowanym. Można by tutaj pisać o jego pierwszej i drugiej fali, o dążeniach sufrażystek w poszczególnych krajach, ale nie to jest (dzisiaj!) naszym celem. Rzecz w tym, że feminizm (tak jak lewicowość) ma wiele twarzy. Istnieje feminizm radykalny, z którym się nie utożsamiamy (bo nie popieramy jego sprzecznych z naszą wiarą założeń), ale jest także feminizm czarny (skupiający się na walce z dyskryminacją czarnoskórych kobiet), feminizm kulturowy (postulujący promocję dóbr kultury tworzonej przez kobiety i dążący do ułatwieniu kobietom i dziewczętom dostępu do sztuki) czy feminizm duchowy (mówiący między innymi o roli kobiet w grupach wyznaniowych). W końcu, istnieje także feminizm katolicki, którego propagatorem był nie kto inny, lecz sam Jan Paweł II, który doceniał nie tylko codzienny trud żon i matek, ale też dowartościowywał rolę "kobiet pracujących" w społeczeństwie.

 

3. Bo ruch feministyczny uwalnia mężczyzn. Rola macho i samca alfa bywa nie tylko nobilitująca, ale i męcząca. Wymagania dotyczące męskości ("nie płacz", "nie okazuj uczuć", "bądź cholernie ambitny") doprowadzają do tego, że panowie często nie znają własnych dzieci, nie umieją budować relacji, a nierzadko, gdy coś idzie nie tak, czują się przegrani… i sięgają po sznur, bo przecież samobójstwo jest bardziej męskie, niż odpuszczenie lub udanie się do psychologa. Feminizm pokazuje, że żadna z płci nie ma monopolu na słabość, niemoc i wewnętrzny krzyk - tak samo jak na siłę, wściekłość czy potrzebę samorealizacji.

 

4. Ponieważ Jezus był feministą swoich czasów. Nie tylko rozmawiał z kobietami i nauczał je, ale także stanął w obronie jawnogrzesznicy, co było przecież nie tylko gestem miłosierdzia, ale i podważeniem ówczesnego seksistowskiego porządku, w którym to kobieta była obarczana winą za grzechy seksualne i uważana za przyczynę "upadku" mężczyzny (klientów tej kobiety nikt kamienować nie chciał). Opresyjne postawy wobec kobiet i dziewcząt nie wynikają z Boskiej Ewangelii, lecz z ludzkiej pychy.

 

Paniom i Panom, którzy twierdzą, że feminizm jest dziś niepotrzebny (lub że "jest głupi"), radzimy trochę poczytać na temat tego ruchu, a także na temat aktualnej sytuacji kobiet i mężczyzn na rynku pracy, w zakresie ochrony zdrowia, dostępu do edukacji. Bo niestety, w kwestii równości wciąż bardzo wiele jest do zrobienia.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu katolwica.blog.deon.pl