Hołownia o odstrzale dzików: w trzy weekendy gatunek zostanie zlikwidowany

Szymon Hołownia / oko.press / Magazyn Kaszuby / Michał Lewandowski
data09.01.2019 13:45

(fot. Duszności Szymona / YouTube.com)

"To jest dokładnie to, o czym pisałem w «Boskich zwierzętach», ta mentalność, pełna chorej pychy i przekonania o tym, że człowiekowi dano prawo nie liczenia się z niczym, poza nim samym, że świat to to, co ów człowiek ma w głowie" - napisał publicysta na swoim Facebooku.

 

Szymon Hołownia skomentował informacje, wedle których przez najbliższe trzy weekendy zostanie przeprowadzony w Polsce masowy odstrzał dzików. Jak podaje portal oko.press, do końca lutego może zostać zabitych nawet 210 tys. zwierząt.

 

Powodem, dla którego rzekomo konieczne są takie działania, jest epidemia ASF, afrykańskiego pomoru świń, która ma zagrażać hodowli świń w Polsce.

 

"W ciągu najbliższych trzech weekendów ma zostać w Polsce de facto zlikwidowany gatunek znany dotąd jako dzik. Dlaczego? Bo ASF stoi niebezpiecznie blisko wielkich świńskich ferm, na których setki tysięcy zwierząt czekają na rzeź i szansę stania się naszym kotletem" - zauważył Hołownia.

 

WWF: to ludzie powodują rozprzestrzenianie się afrykańskiego pomoru świń >>

 

Według publicysty jedynym powodem, dla którego trzeba "wyrżnąć set tysięcy zwierząt" jest chęć późniejszego wybicia setek tysięcy innych zwierząt, które zostaną zabite w rzeźniach. "Żeby się państwu hodowcom mięsa wszystko zgadzało na ich prywatnym kontku, trzeba w pień wybić kawał wspólnej przyrody" - napisał Szymon Hołownia.

 

Mający nastąpić odstrzał został pozytywnie zaopiniowany przez myśliwych (którzy sprzeciwiali się zabijaniu ciężarnych samic, ale "jak zapachniało pieniędzmi od państwa, projekt zaopiniowali pozytywnie"), weterynarzy (Hołownia zauważa, że "rzeź to pomysł inspekcji weterynaryjnej") oraz hodowców mięsa.

 

Zdaniem Szymona Hołowni nadchodząca rzeź dzików nie przyniesie żadnych efektów: "a to z tego prostego powodu, że zarażone dziki nie wpadają na kawę do wielkich chlewów, ani nie przychodzą pod chlewnie i nie chuchają zarazkami, oraz się podstępnie nie podkopują - ASF zawsze przynosi tam człowiek. Sprawę rozwiązałoby radykalne wprowadzenie i - co ważniejsze - regularne nadzorowanie ścisłych zasad bioasekuracji".

 

Jak twierdzi publicysta, korzenie całej sprawy są o wiele głębsze niż tylko poszczególne zachowania myśliwych czy weterynarzy. "Chory jest system, który uwięził ich wszystkich w przekonaniu, że nie da się inaczej zarobić na życie, niż życie odbierając, że albo świnie (przyroda), albo my. Nie troska o świat, a jego podbój" - napisał Hołownia.

 

Zauważył, że tego, co ma się dokonać już nie nie powstrzyma, skoro mimo protestów zwykłych ludzi, opinii ekspertów oraz organizacji wszystko dzieje się zgodnie z planem. "Więc ja znów mogę zrobić tylko to, co może zrobić jednostka. W sklepie po raz kolejny powiedzieć: «nie chcę waszego mięsa, wypchajcie się nim, jeśli mój świat ma płacić za nie taką cenę»"- podsumował Hołownia.

 

Niemieccy myśliwi odstrzelili rekordową ilość dzików, w celu prewencji przed afrykańskim pomorem świń >>

 

Zdaniem ekspertów działania Głównego Lekarza Wetrynarii (pomysł masowego odstrzału został zarekomendowany 4 grudnia 2018 roku podczas posiedzenia międzyresortowego zespołu ds. walki z ASF - relacjonuje portal oko.press) mogą przyczynić się nie tyle do zmniejszenia ognisk choroby, ale jej gwałtownego rozprzestrzeniania.

 

"Polowanie i strzelanie samo w sobie stwarza zagrożenie, bo rozprasza dziki. Powoduje mieszanie populacji. Po drugie powoduje dostawanie się wirusa do środowiska razem z krwią i odpadkami. Im więcej będziemy polować w Polsce na dziki, zmniejszać ich liczebność, tym więcej ich będzie przychodzić zza wschodniej granicy" - twierdzi prof. Andrzej Elżanowski, zoolog i bioetyk z Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Sekcji Dobrostanu Zwierząt Polskiego Towarzystwa Etycznego na łamach "Magazynu Kaszuby".

 

Elżanowski dodał, że "masowe polowania będą przyczyniać się do rozprzestrzeniania wirusa. Sami myśliwi będą ten wirus ciągle rozprzestrzeniać, jeżeli każdy z nich wraz z psem i samochodem nie będzie każdorazowo i kompletnie zdezynfekowany przed powrotem z polowania".

 

Podobnego zdania są dr Katarzyna Bojarska i prof. Henryk Okarma z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, którzy na łamach magazynu "Brać Łowiecka" argumentowali: "trzeba wyraźnie podkreślić, że w tej chwili nie ma naukowych badań, które pokazywałyby, jak zagęszczenia dzików korelują z szerzeniem się wirusa ASF".

 

Naukowcy zauważyli, że: "w Polsce to nie dziki są najistotniejszym czynnikiem szerzenia się afrykańskiego pomoru świń, tylko człowiek. […] Zatem priorytetowym działaniem mają się stać nie bezsensowne wybijanie dzików, tylko bioasekuracja i rzeczywisty nadzór weterynaryjny nad nią".