Paulina Młynarska: zostałam wykorzystana przez człowieka, który stanowił gigantyczny autorytet. Miałam 14 lat

kobieta.onet.pl / sz
data15.05.2019 15:34

(fot. Ja Fryta [CC BY-SA 2.0])

"Dlaczego nikt nie powiedział: Chwila, co wy wyprawiacie? To przecież jest dziecko! Nie można tak po prostu odurzyć dziecko, rozebrać i zaciągnąć przed kamerę". (...) Tak działają wszystkie sitwy świata. Katolickie, artystyczne, naukowe, jakie tylko chcesz" - mówi aktorka.

 

Paulina Młynarska, polska aktorka i dziennikarka, na łamach portalu kobieta.onet.pl opublikowała swój felieton, w którym porusza temat walki z pedofilią i tego, co dzieje się wokół tuszowania przestępstw w polskim Kościele. Aktorka przywołuje na początku jedną ze scen w najnowszym filmie Tomasza Sekielskiego, która ją bardzo dotknęła. Mowa o przysiędze z ręką na Biblii, którą pokrzywdzony musi złożyć, aby w ogóle chciano z nim rozmawiać.

 

Dziennikarka przyznaje, że jest wyczulona na wszelkie przejawy manipulacji i molestowania, ponieważ sama w dzieciństwie doświadczyła wykorzystania "przez człowieka, który stanowił gigantyczny autorytet".

 

Prymas komentuje słowa abpa Głódzia. Mówi o szczegółach przyjazdu do Polski papieskiego wysłannika ds. pedofilii>>

 

"Przypomnę, choć nienawidzę do tego wracać: miałam 14 lat, kiedy Andrzej Wajda, na planie swojego filmu «Kronika wypadków miłosnych» zmusił mnie do zagrania nago bardzo odważnej sceny erotycznej z udziałem 18-letniego wówczas śp. Piotra Wawrzyńczaka. Byłam pod wpływem środków uspokajających i alkoholu podanych mi przez inne osoby dorosłe pracujące na planie. Dlaczego nie zatrudniono dublerki do zagrania tej sceny, tylko wykorzystano dziecko? Nie wiem. Mogę się tylko domyślać, że była to jakaś popaprana wizja artystyczna gościa, który był zapewne przekonany, że skoro jest ważny, sławny i wszyscy się do niego modlą, to mu po prostu wolno" - w mocnych słowach opisuje Paulina Młynarska.

 

"Dlaczego nikt, w kilkudziesięcioosobowej ekipie złożonej z dorosłych ludzi, nie zaprotestował? Dlaczego nikt nie powiedział: «Chwila, co wy wyprawiacie? To przecież jest dziecko! Nie można tak po prostu odurzyć dziecko, rozebrać i zaciągnąć przed kamerę, żeby udawało, że uprawia seks, o którym jeszcze nie ma najmniejszego pojęcia!». Pisząc te słowa, mam świadomość, że znowu, po raz kolejny, spadnie na mnie lawina hejtu, pomówień i oczerniających komentarzy z repertuaru victim blaming (ang. obwinianie ofiary)" - dodaje.

 

Po tych wydarzeniach aktorka musiała skorzystać z pomocy, aby uporać się z traumą i do dzisiaj nosi "blizny". Dlatego właśnie rozumie, przez co muszą przejść osoby, które chcą się zmierzyć z tragicznymi doświadczeniami z dzieciństwa. "Tak działają wszystkie sitwy świata. Katolickie, artystyczne, naukowe, jakie tylko chcesz" - komentuje.

 

Jacek Prusak: nadchodzi sąd nad wilkami w koloratkach>>

 

Paulina Młynarska odnosi się również do argumentów obrony niektórych katolików, którzy wskazują, że pedofilia w Kościele to przekłamanie, bo jest ona obecna również w innych środowiskach. "Warto przypomnieć, że owszem, jednak tylko w Kościele ofiara musi przysięgać na Boga, że dochowa tajemnicy, gdy przychodzi się poskarżyć!" - podkreśla.

 

Na swoim własnym przykładzie potwierdza, że również w środowisku aktorskim spotkał ją ostracyzm i obojętność, gdy powiedziała do czego doszło: "Sztuka i ludzie ją tworzący to jednak nie jest religia. Można się zwyczajnie na nich wk...wić, zbuntować przeciwko nim i wypiąć, nie sięgając rdzenia swojej tożsamości i wyznawanej wiary".

 

Zdaniem Młynarskiej problem z pedofilią w Kościele polega przede wszystkim na tym, że ofiary księży pedofilów muszą wygrać nie tylko z własną traumą, ale też z symbolicznym wmieszaniem Boga w ten przestępczy akt. "Jak ma to sobie poukładać człowiek, który od maleńkości jest formatowany, by traktować kapłana jako przedstawiciela swojego Boga wszechmogącego na ziemi?" - pyta. To właśnie tu widzi kluczową różnicę pomiędzy tym, gdy wykorzystuje dziecko świecki, a gdy ktoś, kto powołuje się na autorytet Boga.

 

"Kościół katolicki ma tę przewagę, że jego przedstawiciele, towarzyszą wiernym od narodzin do śmierci. Dzierżą kalendarz najważniejszych wydarzeń w życiu, są źródłem prestiżu i ostatecznym autorytetem w małych społecznościach. Należą do hierarchicznej, doskonale zorganizowanej i bardzo bogatej, międzynarodowej instytucji, która przez wieki rozwijała i udoskonalała mechanizmy korporacyjnej ochrony tajemnic swoich członków" - podsumowuje.

 

Dziennikarka zapewnia również, że zawsze będzie stać po stronie pokrzywdzonych i nie przejmuje się "hejtem".