Niepokojące milczenie mediów ws. dziennikarza prowadzącego samochód po alkoholu

Więź / Rzeczpospolita / Wprost / pk
data02.08.2019 07:00

(fot. PAP/Grzegorz Michałowski)

Milczenie, zwłaszcza dużych opiniotwórczych mediów, i brak reakcji środowiska tworzą mieszaninę niedopowiedzenia i przyzwolenia - napisał redaktor naczelny "Więzi" o wypadku spowodowanym przez nietrzeźwego Kamila Durczoka.


W tym roku, pierwszy raz od wielu lat, nastąpił wzrost liczby pijanych kierowców. Jak informuje Rzeczpospolita, zatrzymano już 63 tys. prowadzących pojazdy po alkoholu - o 3,2 tys. Więcej, niż w roku 2018.


"Niestety, liczba prowadzących pod wpływem alkoholu wzrosła w tym roku o 5,4 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Jeśli ten negatywny trend się utrzyma, to czeka nas roczny wzrost rzędu niemal 11 proc. A to dużo" - mówi Radosław Kobryś z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, cytowany przez "Rzeczpospolitą".


Ponadto, głośno ostatnio zrobiło się o sprawie Kamila Durczoka, polskiego dziennikarza, który został zatrzymany za jazdę po pijanemu. Chociaż Durczok przyznał się do winy i powiedział, że to, co zrobił, było "karygodne", został zwolniony z aresztu za poręczeniem w wysokości 15 tys. zł.


Jak informuje "Więź", dziennikarz miał we krwi 2,6 promila alkoholu we krwi. "Powyżej dwóch promili mamy zaburzenia mowy (mowa bełkotliwa), następują wyraźne spowolnienie i zaburzenia równowagi, wzmożona senność, znaczne obniżona zdolność do kontroli własnych zachowań". "Wieź", powołując się na "Super Express" i "Dziennik Gazetę Prawną", dodaje, że Durczok wracał z urlopu i przejechał aż 370 km, a jego bmw "prowadzone było przez systemy wspomagające jazdę".


Trudno się spodziewać aby przykład Kamila Durczoka pozytywnie wpłynął na statystyki związane z prowadzeniem pojazdów przez pijanych kierowców.


Ponadto, jak podaje "Wprost", w sieci pojawiło się kilka głosów osób, które stanęły w obronie dziennikarza.


"Kamil D. całe życie ma jakieś afery. Ale potem się jakoś podnosi. I tak też będzie tym razem. Bardzo mi go żal, choć to trudny gość. Może jego problemy to nie całkiem jego wina? Pamiętajmy, ile dobrego zrobił i nie przekreślajmy go" - napisał prof. Jan Hartman. "Niech rzuci kamieniem ten, co na fleku nie wsiadł do auta!" - stwierdził Ryszard Niemiec, prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.


Według redaktora naczelnego "Więzi", bardzo niepojące jest milczenie na temat wykroczenia dziennikarza przez niektóre media. 31 lipca Jakub Halceiwcz-Pleskaczewski napisał:


Od wypadku minęło pięć dni. Sprawy nie skomentowała "Gazeta Wyborcza", "Rzeczpospolita" opublikowała dziś króciutki komentarz. Stanowiska nie zabrały ani pożal się Boże Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich (choć na jego stronach znajdziemy niedługi, ale rozsądny, miarkujący emocje, komentarz Łukasza Warzechy), ani Towarzystwo Dziennikarskie. Czytamy jedynie drobiazgi: na Twitterze nad losem Durczoka użalał się Jan Hartman (po czym tłumaczył się z tego na blogu pod marką "Polityki"), a szef działu zagranicznego "Wyborczej" Bartosz Wieliński bronił go przed atakami "dziennikarskich moralistów".


I dodał:


Podobnie było w przypadku Piotra Najsztuba, którego dwuletni proces skończył się w ubiegłym miesiącu. Dziennikarz potrącił 77-letnią kobietę na pasach, nie miał prawa jazdy, a jego auto nie było ubezpieczone i nie miało aktualnych badań technicznych. Najsztub został uniewinniony. Sąd uznał, że zachował szczególną ostrożność.


Te dwa przykłady wyglądają niepokojąco w kontekście zmieniających się statystyk.


"Mamy do odrobienia lekcję" - zakończył swój komentarz Halceiwcz-Pleskaczewski.