B. policjant skazany prawomocnie na 25 lat więzienia za zabicie żony

PAP / ms
data08.08.2019 14:45

(fot. PAP/Andrzej Grygiel)

Na 25 lat więzienia został prawomocnie skazany Marek G., b. policjant z komendy w Sosnowcu, oskarżony o zabicie żony. Wyrok ogłosił w czwartek Sąd Apelacyjny w Katowicach. Proces miał charakter poszlakowy - ciała kobiety nigdy nie odnaleziono.

 

Wymierzona przez sąd apelacyjny kara jest surowsza niż wyrok z I instancji - katowicki sąd okręgowy skazał G. na 15 lat więzienia. 25 lat pozbawienia wolności domagał się prokurator i oskarżyciele posiłkowi, argumentując że tylko taka kara jest adekwatna do popełnionej zbrodni.

 

Obrona chciała uniewinnienia, przekonując że śmierć Anny G. nie jest niepodważalnym faktem, a kategoryczne przyjęcie, że kobieta nie żyje, jest błędem. W opinii obrońców, Anna miała wyjść z domu po kłótni z mężem i rozpocząć nowe życie.

 

"Sąd apelacyjny doszedł do wniosku, że w tej sprawie nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że oskarżony dopuścił się popełnienia zbrodni zabójstwa z zamiarem bezpośrednim swojej małżonki. W inny sposób tych wszystkich danych, które w tej sprawie zdołano ustalić, interpretować nie sposób" - powiedziała sędzia Karina Maksym.

 

Zaplanowana zbrodnia

 

Według aktu oskarżenia do zbrodni doszło 7 lipca 2012 roku w Czeladzi. Po tym, jak 9 lipca 2012 r. Marek G. zgłosił zaginięcie żony, kobiety szukali policjanci z Czeladzi i Będzina. Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie 3 grudnia 2012 r. We wrześniu 2015 r. zatrzymano męża poszukiwanej. Jego proces ruszył w październiku 2016 r.

 

Według oskarżenia i sądu Marek G. zabił żonę, a później włożył ją do walizki, gdzieś wywiózł i zakopał, prawdopodobnie używając w przestępstwie kupionej wcześniej zaprawy murarskiej, rękawic i sznura. Po zabiciu żony oskarżony wysłał paczkę z włączonym jej telefonem, by przez logowania zasugerować, że kobieta wyjechała za granicę. Na telefonie nie było żadnych śladów linii papilarnych, ale na wewnętrznej stronie koperty był odcisk palca G.

 

Jak mówiła sędzia Maksym, G. zaplanował zabicie żony, która stała na jego drodze do zbudowania nowego związku z kochanką - to ona miała zająć miejsce Anny. G. zdawał sobie sprawę, że w przypadku rozwodu sąd orzekłby jego winę, miałby też ograniczone kontakty z dzieckiem, do czego nie chciał dopuścić - uzasadniał sąd.

 

Nieścisłości w zeznaniach

 

Jak wskazała sędzia, jeszcze przed zniknięciem żony G. zapoznał się z procedurami dotyczącymi zaginionych, a później robił wszystko, by przekonać policję, że jego małżonka po kłótni wyszła z domu, porzucając rodzinę. Nie zakładał, że w tej sprawie może być prowadzone śledztwo i tak rzeczywiście przez kilka miesięcy było - wszyscy zakładali, że Anna zaginęła.

 

Jak ocenił sąd, jest nie do przyjęcia, że Anna mogła wyjść z domu, opuszczając ukochane dziecko; zostawiła też telefon. Sędzia zwróciła uwagę, że w wyjaśnieniach oskarżonego jest więcej nieścisłości. Sąd zaostrzył Markowi G. karę, zwracając uwagę, że zbrodnia została popełniona na osobie najbliższej, zaplanowana, a zwłoki zostały usunięte. Tylko kara eliminacyjna jest w tym przypadku sprawiedliwa - uznał sąd.

 

Na koniec sędzia zacytowała wiadomość, napisaną przez G. w sierpniu 2012 r. niedługo po zniknięciu żony. "W życiu warto ryzykować. Ryzykujesz często, ruszając w drogę na szczyt, ale kiedy już osiągniesz swój cel, strach i ryzyko, które podejmowałeś wydaje się zupełnie nieistotne, a widoki, uczucie satysfakcji i spełnienia rekompensuję wszystkie trudy. Więc nie będę się bał, chcę ryzykować, nawet jeśli skończy się to dla mnie boleśnie, to i tak warto" - napisał do jednej ze znajomych G.

 

"Jeżeli chodzi o totalne rewolucje życiowe, czy zastanawiałaś się kiedyś, jak daleko jesteś w stanie się posunąć, ile jesteś gotowa zmienić w swoim życiu dla szczęśliwego związku, dla uczucia - takiego na maksa" - dodał policjant.

 

"Zasłużóna kara"

 

W czwartek, doprowadzony na ogłoszenie wyroku G. podczas uzasadnienia źle się poczuł - osunął się na ławę i pilnujących go policjantów. Zapewnił, że nie trzeba wzywać pogotowia ratunkowego.

 

Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych mec. Arkadiusz Ludwiczek po wysłuchaniu wyroku wyraził zadowolenie, że sąd podzielił argumenty zawarte w apelacjach oskarżenia. "Natomiast myślę, że nikt z nas żadnej satysfakcji nie czuje. Ten proces spowodował, że oskarżony poniósł zasłużoną karę, ale nadal nie wiemy, gdzie jest ciało Anny G. i myślę, że jest to nasza porażka w tym postępowaniu" - powiedział adwokat.

 

Zadowolenie z wyroku wyraził prokurator Zbigniew Jamrozy. Jak zauważył, zarówno orzeczenie, jak i jego uzasadnienie były zbieżne z wnioskiem prokuratury. "Myślę, że ten wyrok jest rzeczywiście zadośćuczynieniem społecznemu poczuciu sprawiedliwości. Zapadła taka kara, jaka powinna od początku zapaść" - ocenił.

 

Cztery wyroki mimo braku ciała

 

Przed śląskimi sądami zapadały już wcześniej wyroki skazujące za zabójstwo mimo nieodnalezienia ciał ofiar. Na przykład w 2011 r. były pracownik magistratu w Świętochłowicach Adam Ł. został w poszlakowym procesie skazany na 25 lat więzienia za zabicie w 2007 r. byłej żony Alicji C.

 

Kilka lat później ten sam mężczyzna dostał 25 lat więzienia za zamordowanie w 1991 r. swojej dziewczyny. Jej zwłoki odnaleziono w studzience kanalizacyjnej w miejscowości Klucze w Małopolsce. Śledztwo, początkowo umorzone z uwagi na niewykrycie sprawcy, zostało podjęte po informacjach, które wypłynęły w postępowaniu dotyczącym zabójstwa Alicji C.