Prezydent i premier pod łódzką siedzibą PiS

PAP / wab
data23.10.2010 09:39

Była to niespodziewane wizyta w Łodzi najważniejszych osób w państwie
(fot. PAP/Grzegorz Michałowski)

Prezydent Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk i marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna złożyli w sobotę rano kwiaty pod łódzką siedzibą PiS, gdzie we wtorek został zastrzelony Marek Rosiak, asystent europosła. - Chylimy głowę przed tym dramatem, zrobimy wszystko, żeby nienawiść nie zatruła serc Polaków - powiedział prezydent.

 

Bronisław Komorowski, Grzegorz Schetyna i Donald Tusk przez chwilę modlili się przed łódzką siedzibą PiS.

 

- Jesteśmy tutaj dzisiaj razem, bo choć państwo polskie pracuje normalnie, wiele rzeczy się dzieje, trzeba w tym miejscu pochylić głowy. Trzeba w tym miejscu pokazać to, że mimo wszystkich różnic, Polacy są sobie braćmi - powiedział w krótkim oświadczeniu dla mediów prezydent Komorowski.

 

Zaznaczył, że w rodzinach bywa różnie, "bywają spory, bywają kłótnie, ale poczucie więzi braterskiej jest czymś niesłychanie ważnym".

 

- Każdy, kto podnosi rękę na brata, każdy kto przelewa braterską krew, jest godny potępienia. Nawet jeśli jest to szaleniec, ale jeśli gdzieś w jego szalonej głowie mieszały się motywy niezrozumiałe dla nas, z jakimiś poglądami, nienawiścią o podłożu politycznym, trzeba mówić o tej zbrodni jako bratobójczej - mówił prezydent.

 

Jak mówił prezydent, "chcieliśmy zapewnić, jadąc każdy dzisiaj do swoich zajęć, każdy wykonując swoje obowiązki w Polsce, chcieliśmy zaznaczyć, że jesteśmy tutaj, aby pokazać, że w obliczu bratobójczej zbrodni jesteśmy razem z tymi, którzy stali się ofiarą tej zbrodni".

 

- I chcieliśmy jednocześnie zapowiedzieć, że jako państwo polskie, jako osoby wypełniające obowiązki władzy w państwie polskim, będziemy dbali o to, aby nienawiść nie przysłoniła tego, co jest istotą trwania społeczeństwa i narodu, a więc właśnie poczucia więzi braterskich - powiedział Komorowski.

 

- Chylimy głowy przed dramatem człowieka, wyrażamy nasze głębokie współczucie dla rodziny i zrobimy wszystko, aby nienawiść nie psuła serc Polaków - zadeklarował.

 

Była to niespodziewane wizyta w Łodzi najważniejszych osób w państwie; prezydent, marszałek Sejmu i premier po godz. 8 rano przyjechali razem z lotniska autokarem pod łódzką siedzibę PiS, w pasażu Schillera przy ul. Piotrkowskiej.

 

Według nieoficjalnych informacji PAP ze źródeł zbliżonych do łódzkiego lotniska, prezydent przyleciał do Łodzi samolotem, premier i marszałek Sejmu - śmigłowcem. Po złożeniu kwiatów, zapaleniu zniczy i krótkim oświadczeniu dla mediów odjechali na lotnisko.

 

W czwartek do łódzkiej siedziby PiS przyjechał prezes partii Jarosław Kaczyński; spotkał się także w szpitalu z rannym Pawłem Kowalskim.

 

W związku z wtorkowym zabójstwem w łódzkim biurze PiS prezydent Komorowski spotykał się w piątek z premierem Donaldem Tuskiem, marszałkiem Sejmu Grzegorzem Schetyną oraz szefami SLD i PSL oraz przewodniczącymi klubów parlamentarnych PO, PiS i PSL.

 

Prezydent zaproponował rozszerzenie obowiązków rzeczników dyscypliny klubowej o sprawy dotyczące "dyscypliny słowa", a także zasugerował uczczenie "ponad podziałami" tragicznie zmarłego Marka Rosiaka.

 

W sobotę przed południem prezydent spotka się z KRRiT, Radą Etyki Mediów oraz przedstawicielami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. To dalszy ciąg cyklu rozmów w sprawie obniżenia poziomu agresji w życiu politycznym. W poniedziałek Komorowski ma spotkać się z przedstawicielami organizacji pozarządowych.

 

We wtorek przed południem do łódzkiej siedziby PiS wtargnął 62-letni Ryszard C., który zaatakował znajdujące się tam osoby. Zastrzelił Marka Rosiaka, męża b. wiceprezydent Łodzi, asystenta europosła Janusza Wojciechowskiego. Później sprawca - jak ustalili śledczy - strzelił do 39-letniego asystenta posła Jagiełły - Pawła Kowalskiego; gdy chybił, zaatakował go paralizatorem i ranił nożem.

 

Prokuratura przedstawiła Ryszardowi C. zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa z użyciem broni palnej. Według śledczych w obu przypadkach motywem ataku była przynależność partyjna obu ofiar. W prokuraturze mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. W czwartek łódzki sąd aresztował go na trzy miesiące. Podejrzany trafił do aresztu w Piotrkowie Trybunalskim. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.