Bułgaria: W Sofii rozpoczął się szczyt UE-Bałkany Zachodnie

PAP / psd
data17.05.2018 11:14

(fot. EPA/VIRGINIA MAYO)

Szczyt UE-Bałkany Zachodnie rozpoczął się w czwartek w Sofii. Liderzy krajów UE i Bałkanów Zachodnich będą na nim rozmawiać o perspektywie akcesji do Wspólnoty dla państw tego regionu; przed rozpoczęciem komentowano jednak głównie sprawy dotyczące USA i Iranu.

 

Polskę reprezentuje na szczycie premier Mateusz Morawiecki.

 

O niedawnym wycofaniu się USA z porozumienia nuklearnego światowych mocarstw z Iranem z 2015 roku oraz wprowadzeniu przez Waszyngton dodatkowych ceł na stal i aluminium przywódcy UE rozmawiali już w środę wieczorem na wspólnej kolacji w bułgarskiej stolicy.

 

Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała dziennikarzom w czwartek rano, że UE jest gotowa omówić sprawę barier handlowych z USA, ale tylko na zasadzie wzajemności i tylko pod warunkiem, że Waszyngton nie nałoży ceł importowych na stal i aluminium z UE; Amerykanie zawiesili ich stosowanie wobec UE do 1 czerwca.

 

"Mamy wspólne stanowisko, chcemy stałego zwolnienia (z ceł - PAP), a następnie jesteśmy gotowi porozmawiać o tym, jak możemy zmniejszyć bariery handlowe" - powiedziała Merkel przed szczytem w Sofii.

Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślił istotę "handlowej suwerenności Europy". Jak zaznaczył, w kwestii ceł wstępnym warunkiem do wszelkich negocjacji jest "bezwarunkowe i nieograniczone wyłączenie" UE z tych taryf.

Macron odniósł się także do wycofania się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem; jego zdaniem "powinno być ono uzupełnione umową nuklearną dotycząca okresu po 2025 roku, obejmującą program balistyczny (Iranu) i działalność tego kraju w regionie". Zaznaczył, że UE będzie dążyła, by europejskie firmy mogły pozostać w Iranie. Dla Europy kluczowe jest zapewnienie, aby firmy, które mogłyby ucierpieć z powodu amerykańskich sankcji, były chronione - powiedział Macron.

Natomiast prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, zapytana o wycofanie się USA z umowy z Iranem, oceniła, że stanowi to "wielką przeszkodę dla procesu denuklearyzacji". Jednocześnie podkreśliła, że w obowiązującej umowie "jest przestrzeń do poprawy". "Rozumiemy, że Iran wciąż destabilizuje region i cały czas (mimo umowy - PAP) istnieje ryzyko, jakie niesie za sobą program balistyczny" tego kraju - podkreśliła litewska prezydent.

Dodała też, że UE musi "szukać technicznych rozwiązań służących ochronie europejskich firm działających w Iranie". "Bycie w układzie to dla UE możliwość wywierania wpływu. Będąc poza układem, będziemy poza wszelkimi relacjami" - wskazała Grybauskaite.

Czwartkowe spotkanie w stolicy Bułgarii dotyczy m.in. perspektyw rozszerzenia UE o kraje Bałkanów Zachodnich. Serbia, Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Albania, Macedonia i Czarnogóra dążą do członkostwa w UE. W czwartek ich przywódcy będą rozmawiali z liderami UE w tym formacie po raz pierwszy od 15 lat, gdy spotkali się w greckich Salonikach.

 

Przywódcy UE chcą, aby szczyt był potwierdzeniem perspektywy akcesji do UE dla krajów bałkańskich. "UE to dla tego regionu nadzieja i jedyny solidny partner. W takim duchu ma w czwartek zostać przyjęta deklaracja +28+. Decyzje dotyczące rozpoczęcia rozmów akcesyjnych mogą zostać podjęte prze kraje UE w czerwcu na szczycie w Brukseli" - powiedział wcześniej dziennikarzom wysoki rangą urzędnik unijny.

 

Choć Komisja Europejska chce, żeby kraje Bałkanów Zachodnich stały się częścią Wspólnoty, to jednak nie wszystkie kraje unijne chcą szybkiego przyjęcia tych państw. Francja, choć opowiada się za ich stopniową akcesją, optuje jednak za tym, że powinna ona nastąpić dopiero po wewnętrznej reformie UE.

 

W czwartek rano Macron, mówiąc o rozszerzeniu UE o nowe kraje, oświadczył, że "jest za zakotwiczeniem Bałkanów w Europie" i ich podążaniem w kierunku UE. Zastrzegł jednocześnie, że w procesie integrowania Bałkanów Zachodnich z UE należy zachować "wielką ostrożność i dyscyplinę". Dodał, że wszystkim państwom przeprowadzającym reformy należy pomóc, ale konieczne jest zreformowanie Unii i zapewnienie "lepszego funkcjonowania" Wspólnoty przed jej rozszerzeniem.

 

Szef KE Jean-Claude Juncker przekonywał jednak wcześniej, że UE musi przyjąć kraje bałkańskie, bo inaczej może wybuchnąć tam nowa wojna. Poparcie dla wstąpienia krajów bałkańskich do UE wyraża też część krajów UE, wśród nich Polska, Włochy czy Austria, które chcą przyspieszenia rozmów akcesyjnych. KE zarekomendowała w maju rozpoczęcie ich z Albanią i Macedonią. Szansę na szybsze wejście do UE mają Serbia i Czarnogóra.

 

Region Bałkanów Zachodnich boryka się jednak nie tylko z problemami gospodarczymi i społecznymi, jak korupcja czy zorganizowana przestępczość, które stoją na przeszkodzie akcesji, ale też politycznymi. Krytycy podnoszą też kwestię problemów z praworządnością w tych państwach. Pomiędzy poszczególnym krajami wciąż pozostają również zadawnione animozje po wojnie z lat 90. i wciąż nierozwiązane spory m.in. dotyczące przebiegu granic czy choćby nazewnictwa.

 

Ciągle nierozwiązane zostają także m.in. napięcia w relacjach między Serbią i Kosowem (pięć krajów UE wciąż nie uznaje państwowości Kosowa - Hiszpania, Grecja, Słowacja, Rumunia i Cypr), spór między Grecją i Macedonią o nazwę tego drugiego kraju oraz wewnętrzne problemy Bośni i Hercegowiny. W kwestii rozpoczęcia rozmów akcesyjnych z Albanią zastrzeżenia - jak powiedziało źródło unijne - zgłaszają Francja, Belgia i Holandia, przede wszystkim jeśli chodzi o problem zorganizowanej przestępczości w tym kraju.

 

Czwartkowy szczyt UE-Bałkany Zachodnie ma koncentrować się na "łączności" krajów Bałkanów Zachodnich z państwami UE, ale także między samymi krajami bałkańskimi. Chodzi m.in. o strategię inwestycji w rozwój infrastruktury, ale także o "łączność w wymiarze ludzkim". Nie będzie to ostatni szczyt w takim formacie. Uzgodniono już, że kolejny odbędzie w trakcie sprawowania przez Chorwację unijnej prezydencji w 2020 roku.

 

W spotkaniu nie bierze udziału premier Hiszpanii Mariano Rajoy. Hiszpania jest jednym z kilku państw UE, które nie uznają niepodległości Kosowa. Powodem są ruchy separatystyczne, które działają w tych unijnych państwach, jak np. w Katalonii w Hiszpanii. Hiszpania wysłała jednak na szczyt swego przedstawiciela i według źródeł unijnych zamierza poprzeć deklarację końcową.